Nagła zmiana frontów i emocje zastępcze przed wyborami w PZPN

Kulesza osiągnął dwa razy więcej niż Boniek i Koźmiński, ale…

Wybory w PZPN zbliżają się już wielkimi krokami, ale publika dostaje głównie emocje zastępcze. Marek Koźmiński szuka kompromisu z Cezarym Kuleszą, dla którego formalnie jest jeszcze kontrkandydatem, ale docelowo chce być współpracownikiem. W charakterze wiceprezesa. I mimo że jest przedstawicielem opcji, która na sztandarach niosła hasło kontynuacji polityki prowadzonej przez Zbigniewa Bońka – podczas gdy środowisko domaga się zmian – nie
odbił się od faworyta elekcji niczym od ściany. Sytuacja tak się bowiem ułożyła, że do zgrzytu – o podział kompetencji oraz stanowisk – doszło w obozie, który zbudował Kulesza.

Cezary Kulesza PZPN

Konkretnie, okazało się, że człowiek numer 2 w ekipie byłego prezesa Jagiellonii Białystok, śląski baron Henryk Kula ma apetyt na rządzenie związkiem z tylnego siedzenia. I nawet obiecuje już funkcje, z posadą sekretarza generalnego na czele. Nie jest tajemnicą, że budując ugrupowanie Kulesza poszedł śladem wyznaczonym przez
Kazimierza Grenia, który był spin doktorem zwycięskiej kampanii Grzegorza Laty w roku 2008 i w pierwszej kolejności porozumiał się wówczas z prezesem związku z Katowic, Rudolfem Bugdołem. Wówczas Greń, baron podkarpacki – a to jeden z czterech regionów dysponujących największą liczbą delegatów na zjazd sprawozdawczo-
wyborczy PZPN – dogadał się także z Krakowem, też mającym pięć zjazdowych szabel. Teraz Kulesza musiał opierać się na mniejszym Podlasiu, Małopolska z góry opowiedziała się bowiem za kontynuacją a’la Koźmiński, dlatego tym bardziej Śląsk wydawał się istotny. Podobnie jak 13 lat temu szacuje się przecież tamtejszy (zdyscyplinowany) elektorat – łącznie z klubami z tego regionu – na 19 głosów.

W stawce liczącej 118 delegatów jest to siła nie do pogardzenia. W kampanijnych kuluarach można usłyszeć, że właśnie z tego powodu na Kulę postawił także… Andrzej Placzyński, nie bez powodu uważany w kilkunastu poprzednich latach za szarą eminencję w polskim futbolu, usunięty jednak przez Bońka na dalszy plan. Szef
agencji SportFive to wytrawny gracz, nie dziwne więc, że chciałby wrócić do pierwszego szeregu. Z uwagi na przeszłość w PRL-owskich służbach sam nie może ubiegać się o związkowe funkcje, ale nie ma formalnych przeszkód, aby wypromował – na przykład – sekretarza generalnego. To od zawsze niezwykle ważna funkcja w PZPN, a przez ostatnie 9 lat – wręcz kluczowa. Gdy prezes Boniek bawił w Italii, administracją przy ulicy Bitwy Warszawskiej 1920 roku zarządzał przecież Maciej Sawicki. I składał podpisy na wielu, być może nawet na większości, istotnych dokumentów. Tymczasem wyszło na jaw, że faworytem duetu Kula-Placzyński na następcę Sawickiego został Tomasz Rożenek, dyrektor ze SportFive.

Podobno zresztą sprawy zaszły znacznie dalej, i pracownik z agencji zarządzanej w Polsce przez Placzyńskiego dostał już – od Kuli – obietnicę, iż będzie nowym sekretarzem generalnym. Co oczywiście nie mogło spodobać się Kuleszy, który nie zakładał, że ktoś przed wyborami wejdzie w jego – czyli (spodziewanego) nowego prezesa PZPN – buty. Zrobiła się awantura, były szef Jagiellonii chciał, aby związkową administracją zarządzał radca prawny Piotr Szefer. A gdy kandydatura szefa jego kampanii została oprotestowana przez Kulę, był skłonny postawić na zaufaną współpracownicę z Jagi, Agnieszkę Syczewską… Różnica zdań na temat podziału kompetencji i stanowisk jest podobno tak duża, że główni architekci wygranej nad programową – opowiadającą się za kontynuacją polityki Bońka – konkurencją muszą jeszcze raz zadać sobie pytanie, czy na pewno ich współpraca jest możliwa? A w takiej sytuacji nikt nie powinien się dziwić, że Kulesza nie wyklucza udziału w swej szerokiej koalicji Koźmińskiego. Gdyż pozyskanie jego stronników może dać niezależność od głosów Kuli…

Prawda, że mocno skomplikowana jest nasza futbolowa scena wyborcza? Układanki mają charakter personalny, program schodzi na daleki plan. Tymczasem – po latach zaniedbań (zwłaszcza z ostatniej, aż pięcioletniej z uwagi na pandemię kadencji) dyskusja o kierunkach, w jakich powinna zmierzać polska piłka wydaje się kluczowa. Przed
weekendem miałem okazję pogadać, off the record, z szefami Ekstraklasy SA i nikt w ligowej spółce nie kryje nadziei na zmianę kursu PZPN. Kluby chcą współdecydować o kształcie ligi i regulaminów, chcą wymiany poglądów i argumentów w najbardziej istotnych sprawach, które ich dotyczą. Wiadomo – priorytetem jest szkolenie, i od tego nie ma odwrotu, ale nikt (oprócz Bońka) nie powiedział, że nakazanie wystawiania młodzieżowca to najlepszy bodziec stymulujący do stawiania na wychowanków.

Co by o Kuleszy powiedzieć – Koźmiński i Boniek nawet razem wzięci jako właściciele klubów nie osiągnęli nawet połowy tego co on w Jagiellonii. Białostocka akademia też zresztą urosła w ostatnich latach w siłę, więc wydaje się, że kandydat z Podlasia jest właściwym człowiekiem do programowej dyskusji. Wie, jak robi się duży krajowej futbol nawet w średnim w klubie. Ma także świadomość z jakimi wyzwaniami musi mierzyć się każdy wojewódzki baron; tego ze swego terenu, Sławomira Kopczewskiego, zatrudniał przecież w klubowej akademii Jagi. Aby jednak sprawnie zarządzać PZPN, zmieniać i reformować skostniałą w ostatnich pięciu latach federację, musi najpierw uporać się – albo znaleźć kompromis – z najbliższym do niedawna sojusznikiem. Cóż, życie…

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Obecnie redaktor naczelny Sportowy24, Polska Press. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close