Śląsk sondował Brzęczka, ale były selekcjoner ma pauzę do czerwca…

Craksa na Pasach, czyli jak kończy się nieprzyjęta dymisja

Niedawne to w sumie czasy, kiedy trenerów w ekstraklasie zwalniano w tempie godnym lepszej sprawy, i w ogóle – na wariackich papierach. Ostatnio przyszło nowe, i obserwujemy zupełnie inne odstępstwo od normy. Mianowicie – zatrzymywanie szkoleniowca na stanowisku na siłę. Michał Probierz, widząc niewydolność zespołu, złożył dymisję, szybko jednak okazało się, że właściciel Cracovii posiada instrumenty, aby tę niewątpliwie trudną decyzję pracownika storpedować. Janusz Filipiak wygrał przepychankę z trenerem, ale pozostały uzasadnione wątpliwości, czy zwycięsko z tego przesilenia wyszła także Cracovia? Co prawda już nie przegrywa, do dwóch porażek w meczach o punkty, dołożyła dwa remisy, lecz były to remisy z najsłabszymi zespołami w lidze. A po drugie – gry Pasów nie da się już oglądać. To znaczy na trzeźwo było to trudne od dawna, nie licząc przebłysków takich jak finał Pucharu Polski, a teraz jest to już futbol wyjątkowo niestrawny. Tak bardzo, że powinien to zauważyć nawet prezes klubu z ulicy Kałuży.

Śląsk Wrocław felieton

Trener Probierz doszedł do ściany w projekcie pod tytułem Cracovia i zasiadając nadal na ławce męczy nie tylko siebie oraz piłkarzy. Także wszystkich, którzy usiłują obserwować walkę Pasów z rywalami, własną niemocą i być może jeszcze jakimiś demonami. Na pewno jednak nikt nie może mieć już najmniejszych wątpliwości, że włączenie się krakowskiego zespołu do rywalizacji o spadek, ma naprawdę solidne podstawy. A skoro – ponownie! – przywołałem konstrukcję logiczną a’la Franz Smuda, to chętnie przytoczę również opinię byłego zawodnika, który dwukrotnie zagrał w kadrze podczas kadencji tego selekcjonera. Otóż Cezary Wilk, który swego czasu pograł w ekstraklasie, i troszkę także w Segunda Division, napisał na Twitterze: „Obejrzałem dziś mecz Ekstraklasy Stal Mielec vs Cracovia, Jeśli kiedykolwiek byłem współtwórcą podobnego „widowiska” to przepraszam.” Nawet jeśli trudno zacytowany pogląd odbierać nie zważając na wiślacką przeszłość defensywnego ongiś pomocnika, jest to najtrafniejsza recenzja stylu, jaki od czasu nieprzyjętej dymisji Probierza fundują Pasy.

Z tym większym zainteresowaniem przyglądam się zatem rozwojowi sytuacji w Śląsku Wrocław, gdzie dymisja trenera została zasugerowana, ale jeszcze nieogłoszona.  Zespół Vitezslava Lavicki po przerwie zimowej zdobył – jak Cracovia – tylko jedną bramkę i uciułał dwa punkciki na dystansie 4 kolejek. W tym czasie wrocławianie wykonali 6 celnych strzałów. Prawda, że to powalająca statystyka? Pal zresztą licho liczby, XIX-wieczny premier Wielkiej Brytanii Beniamin D’Israeli zwykł przecież mawiać, że są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, okropne kłamstwa i statystyki. Najlepiej obecną formę Śląska oddaje bowiem (nie)dyspozycja Waldemara Soboty w Poznaniu. 34-letni, naprawdę doświadczony zawodnik, w meczu z Lechem pojawił się na 28 minut. Miał dwie sytuacje, w których z niewielkiej odległości nie tylko mógł, ale powinien groźnie uderzyć. Dwa razy nie był jednak w stanie opanować zagrywanego w jego kierunku podania. Zapomniał jak się przyjmuje? Zgłupiał na przedpolu przeciwnika, nie wiedząc, czy kropnąć z pierwszej, czy może jednak  poprawić sobie piłkę przed strzałem?

Powyższe pytania są oczywiście retoryczne. Śląsk wygląda źle, piłkarze myślą wolno, i dokonują złych wyborów na boisku. W ich grze nie ma idei przewodniej, zamiast zespołu jest zbiór jednostek. Mental sięgnął poziomu murawy, do czego medialny przeciek o poszukiwaniach następcy Lavicki, który ujrzał światło dzienne kilka dni przed konfrontacją z Kolejorzem z pewnością także się przyczynił. Tyle że nie dziwię się prezesowi Piotrowi Waśniewskiemu i jego ludziom, iż zaczęli rozglądać się za alternatywną opcją na ławkę. Wrocławianie przed rozpoczęciem 18. kolejki mieli co prawda tylko 3 punkty straty do podium, ale po porażce z Lechem pozostało im raptem 6 oczek przewagi na strefą zagrożoną. Tabela jest spłaszczona, poziom wyrównany, zatem trzeba spoglądać nie tylko w górę tabeli, ale także oglądać się za plecy. To racjonalne podejście. Czy jednak dymisja wręczona czeskiemu szkoleniowcowi w tym momencie także byłaby posunięciem racjonalnym – zdania w klubie nawet po wpadce w Poznaniu były podzielone. 

Z tego, co zdołałem ustalić, nikt w kręgu decyzyjnym w Śląsku nie broni Lavicki. Nawet pomimo faktu, że drużyna plasuje się wciąż na wysokim, teraz 6. miejscu w tabeli, które – zważywszy na potencjał klubu – złe nie jest. Wszyscy patrzą natomiast na kalendarz gier. Przerwa w rozgrywkach zaplanowana jest za miesiąc, a do tego czasu wrocławianie zmierzą się z Pogonią, Legią, Cracovią i Wisłą Płock. Zdymisjonowanie czeskiego szkoleniowca już teraz, czyli przed starciami z dwoma zespołami plasującymi  się najwyżej w ligowej tabeli, mogłoby okazać się wsadzeniem następcy na konia. Ryzyko, że nie zafunkcjonowałby efekt nowej miotły jest duże, Portowcy grają przecież naprawdę dobrą piłkę, a lider z Łazienkowskiej zaczął się już rozpędzać. Zatem na logikę – i takie nastroje panowały u Wojskowych jeszcze w niedzielę, nawet w pomeczowych emocjach – bardziej zasadne byłoby przesunięcie zwolnienia, które zostało już praktycznie przesądzone niż pożegnanie Lavicki byleby tylko mieć już to z głowy.

Pytanie stawiane w Śląsku dotyczy nie tego, czy nastąpi zmiana szkoleniowca. Tylko kiedy nastąpi: teraz, po meczu z Legią, czy przed reprezentacyjną przerwą? Inna sprawa, że szefowie wrocławskiego klubu szczęśliwi nie byli już w czerwcu minionego roku, kiedy realizowali opcję przedłużenia kontraktu odziedziczoną w umowie.  Nie brakowało głosów, że to błąd, mimo walki o czwartą lokatę w tabeli do ostatniej kolejki. Podczas zimowych przygotowań praca Lavicki była dokładnie monitorowana i, oględnie określając, nie wzbudziła entuzjazmu. Przeciwnie, została oceniona jaka nienowoczesna, oparta na starej szkole, lekko już odstająca od obecnej dynamicznej rzeczywistości. Podobnie zresztą jak pomeczowe analizy, podczas których prezentujący rzadko podobno spotykaną wysoką kulturę osobistą czeski szkoleniowiec ma w ogóle nie krytykować starszych zawodników. „Przegraliśmy 0:4? Cóż – po prostu tak musiałby być.” Brakuje ognia w szatni, a potem nie ma ikry na boisku. Z wniosków wyciągniętych przez kierownictwo klubu ma wynikać, że to system naczyń połączonych.

Przy oczywistym założeniu, że to jest futbol – i to w polskim wydaniu – wszystkie znaki na ziemi wskazują, iż nie ma już jednak większego sensu analizować mankamentów w warsztacie Lavicki. Znacznie bardziej uzasadnione jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, kto po nim? Dyrektor sportowy klubu, Dariusz Sztylka, miał sondować w rozmowie z prezesem Zbigniewem Bońkiem możliwość zwolnienia z umowy w PZPN nie tylko Macieja Stolarczyka, ale i Jacka Magiery. Skądinąd wiem, że już w grudniu 2019 roku wrocławianie budowali ranking szkoleniowców, który byłby przydatny w przypadku przesilenia na ławce. O ile dobrze pamiętam, obaj wspomniani wyżej dżentelmeni byli uwzględnieni na liście Śląska. Tyle że na czołowych pozycjach od początku znajdowali się Czesław Michniewicz i Piotr Stokowiec. Zaś tuż za ich plecami plasowali się Marcin Brosz i Waldemar Fornalik (ten ostatni zimą miał wypaść z tego grona). Problem polega zatem na tym, że to w komplecie trenerzy obecnie pracujący w innych zespołach.

W zaistniałej sytuacji wrocławianie skontaktowali się, i to już  kilka dni temu, z… Jerzym Brzęczkiem. Okazało się jednak, że niedawny selekcjoner reprezentacji Polski także jest teraz poza zasięgiem, a w każdym razie nie do wzięcia. Jeszcze. W rozmowie miało bowiem paść stwierdzenie, że do czerwca obowiązuje byłego szkoleniowca kadry okres wypowiedzenia w PZPN. Kryteria wiekowe – a w roli następcy Lavicki wrocławianie widzą w tym momencie trenera z młodszej, mniej więcej o dekadę, generacji od Czecha –  spełnia na przykład Maciej Skorża. Z tym, że do minionej niedzieli akurat z nim działacze Śląska nie kontaktowali się, wychodząc z założenia, że może być poza ich zasięgiem finansowym (Lavicka wedle moich źródeł zarabia około 12 tysięcy euro miesięcznie). Co jednak nie oznacza, że wkrótce się nie skontaktują, bo zdaje się, że po meczu z Lechem nazwisko szkoleniowca pracującego poprzednio w Zjednoczonych Emiratach Arabskich pojawiło się na wrocławskiej karuzeli…

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close