Znośny weekend z futbolem, ale nie dla Piątka

Motor kontra Hutnik – co udaje PZPN?

Weekend z futbolem jest o wiele bardziej znośny niż weekend bez futbolu! To stwierdzenie autorstwa lidera niemieckiej partii CSU, jednocześnie premiera Bawarii Markusa Soedera, ale trudno – z perspektywy kibica – nie podpisać się pod nim obiema rękami. Nawet jeśli oglądanie Bundesligi w minioną sobotę i niedzielę nie wiązało się z wielkimi sportowymi atrakcjami. Pojawiły się długo niedoświadczane emocje, a o to przecież głównie chodziło. No i wreszcie w dyskusjach z kumplami w pracy i sąsiadami mógł się pojawić nieobecny przez wiele tygodni lubiany wątek. A jeszcze ważniejsze, że dzięki restartowi niemieckiej ekstraklasy dostaliśmy namiastkę normalności. I to w solidnej dawce.

Krzysztof Piątek - felieton

Pewnie, mimo że Borussia Dortmund zagrała tak, jakby pandemia nigdy się nie zdarzyła, na innych stadionach już tak radośnie nie było. Gra bez kibiców jest trudniejsza w odbiorze, smutniejsza, a nawet sprawia wrażenie mniej dynamicznej. Wyliczankę mankamentów można by zresztą kontynuować. Lepiej jednak skupić się na pozytywach. Bo jak się nie ma tego co się lubi, to trzeba polubić to co jest dostępne. Po prostu! Dlatego dłużej nie będę krytykował sparingowej atmosfery i procedur wymuszających osobliwe zachowania zawodników, również rezerwowych. Tylko jeszcze mocniej zacisnę kciuki, żeby Niemcom – którzy jako pierwsi wystartowali w czasach zarazy – się powiodło. Bo jeśli im się uda, i koronawirus nie zablokuje wznowionych rozgrywek, to pojawi się nadzieja dla innych. Poza Niemcami, i w innych dziedzinach życia.

Powrót do gry Roberta Lewandowskiego reklamowany był pod hasłem pogoni za strzeleckim rekordem Gerda Muellera. I kapitan reprezentacji Polski strzelił gola Unionowi, ale nie zaprezentował tak olśniewającej formy, żeby stawiać dolary przeciw orzechom, iż w ośmiu pozostałych kolejkach zdoła wbić 15 bramek. Nie można też jednak przesądzić, że przekroczenie bariery 40 trafień w sezonie jest już poza zasięgiem RL9. Sezon jest dogrywany na wariackich papierach, więc – zapewne – trochę zwariowanych historii też się wydarzy. Zresztą, oby inni nasi piłkarze mieli tylko takie problemy jak Lewy. Robert oczywiście wciąż goni Muellera, ale mierzy się już także z własną legendą. A nie wiadomo, czy kiedykolwiek dane to będzie na przykład Krzysztofowi Piątkowi. W sobotę wybiegł na boisko tylko na kilkanaście minut i dziś nic nie wskazuje, że w najbliższym czasie będzie inaczej. Wyjściowa koncepcja trenera Bruno Labbadii okazała się słuszna, zaś weteran Vedad Ibisević rozegrał świetne zawody. A zwycięskiego składu wiadomo – się nie zmienia. Właśnie wiek 36-letniego Bośniaka jest – a przynajmniej z perspektywy Piątka być powinien – niepokojący. To już drugi starszy pan, który blokuje Krzyśka, z Mediolanu do Berlina kadrowicz Jerzego Brzęczka ewakuował się przecież po przyjściu trzy lata starszego od Ibisevicia Zlatana Ibrahimovicia.

Il Pistolero z niezwykłym impetem przedstawił się w Serie A, błyskawicznie zapracował na transfer do AC Milan, trafiał z nieprawdopodobnych pozycji. I z regularnością karabinu maszynowego. Statystyki miał tak dobre, że nasuwało się i takie skojarzenie, że więcej w tym fartu niż umiejętności. Bramkę potrafił strzelić przecież nawet wówczas, gdy miał w meczu pół sytuacji. Tyle że – jak mawiał Kazimierz Górski – jeśli szczęście się powtarza, to już nie jest szczęście. W pewnym momencie jednak czar prysł, i Krzysiek przebudził się we wcześniejszej – przedgenueńskiej – rzeczywistości. Kolejni trenerzy zamiast liczyć na magiczne momenty Piątka, bardziej docenili doświadczenie i jakość weteranów. I Pistolet się zaciął. Czy na długo?

Odpowiedź na powyższe pytania uzależniona będzie od kilku czynników. Nasz zawodnik ewidentnie potrzebuje stabilizacji na trenerskiej ławce i spokojnej pracy w dłuższym okresie pod kierunkiem jednego fachowca. A tego akurat w ostatnich miesiącach nie doświadczył. Być może jednak powinien także zmienić oczekiwania… wobec siebie. To niezły napastnik, ale wydaje się, iż pracodawcy powinni spodziewać się po nim kilkunastu goli w całym sezonie, nie zaś w rundzie – jak to miało miejsce w Genui. Chciałbym się mylić, ale dziś nie potrafię oprzeć się wrażeniu, iż to sezon 2018-19 na włoskich boiskach był w wykonaniu Piątka wybrykiem natury. A kłopoty w konfrontacji ze Zlatanem czy Vedadem – powrotem do właściwego miejsca w szeregu.

Weekend z futbolem jest o wiele bardziej znośny niż weekend bez futbolu… Także dlatego, że działacze nie dostają wtedy okazji do wynaturzania sportowej rywalizacji. A tak niestety stało się w Lubelskim ZPN, który podjął decyzję, że z III ligi, której rozgrywki prowadzi, awansuje drugi w tym momencie w tabeli Motor. Nie zaś liderujący w rozgrywkach Hutnik Kraków. Sprawa nie jest jednoznaczna, przy równej liczbie punktów zespół z Lublina ma lepszy bilans bramkowy, natomiast ten z Suchych Stawów wygrał jedyne bezpośrednie spotkanie. Wydaje się zatem, że najbardziej sensownym rozwiązaniem tej łamigłówki powinien być baraż, najlepiej dwumeczowy (i rozegrany na boiskach obu klubów). Skoro bowiem jest decyzja rządu zezwalająca na grę piłkarzy do II ligi włącznie, to centrala PZPN mogłaby wystąpić także o pozwolenie na dogrywkę o miejsce w lidze II. Tyle że federacja postanowiła udawać, że to nie jej piaskownica. A szkoda, bo po decyzji lokalnego działacza ucierpieć może wizerunek całego krajowego futbolu. Bo bardziej drażliwa w odbiorze rodaków była chyba tylko kwestia anulowania notowania Listy Przebojów, które wygrał utwór Kazika

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close