Właściciele Wisły wybrali się o jeden most za daleko

A jednak – 10 maja będzie ważną datą w polskim kalendarzu!

W minioną sobotę okazało się, że – niezależnie od rezultatu przepychanek polityczno-parlamentarnych – 10 maja będzie ważną datą w polskim kalendarzu. Tego dnia do treningów całymi drużynami – a zatem na tyle normalnych, na ile to tylko możliwe w czasie zarazy – mają bowiem wrócić piłkarze Ekstraklasy. A skoro premier Mateusz Morawiecki włączył futbolistom zielone światło, wszyscy powinni być zadowoleni. Zapewnienie ciągłości rozgrywkom byłoby przecież czytelnym sygnałem dla stacji telewizyjnych, właścicieli klubów, sponsorów i kibiców, że sportowy biznes w naszym kraju nadal będzie się kręcił. A dla piłkarzy – że zachowają miejsca pracy. Tyle że entuzjazm środowiska okazał się raczej umiarkowany. I wcale nie jest zbiorowy.

Wisła Kraków - felieton

Przygotowany przez sztab kryzysowy działający w Ekstraklasie SA plan zakłada wznowienie rozgrywek 29 maja (zakończenie – 19 lipca). Pytanie jednak, czy ów optymistyczny scenariusz zostanie zrealizowany, jeśli już oprotestowany został sposób wypracowania i wdrożenia programu powrotu na ligowe boiska? Tomasz Jażdżyński, jeden z ratowników Wisły Kraków, a obecnie już współwłaściciel klubu z ulicy Reymonta, w wywiadzie udzielonym „Interii” użył sformułowania, że „grupa robocza coś wypracowała i natychmiast, bez konsultacji z zarządami klubów ogłoszono to jako obowiązujący plan”. Czyli zarzucił wprost, że program powrotu na boiska był pisany na kolanie. I zabrakło koordynatora tego ważnego procesu.
Spoglądając na przygotowaną procedurę, trudno zresztą nie dojść do wniosku, że rzeczywiście warto jeszcze raz – w spokoju – pochylić się nad zagadnieniem. I dopracować w szczegółach. W przeciwieństwie do większości rodaków ja nie znam się na medycynie, zatem nie będę odnosił się do konieczności dezynfekowania piłki w dodatkowych przerwach (minuty 30. i 75.), ani zasadności używania maseczek przez sędziów, czy stosowania ich przez piłkarzy po zejściu do szatni. Nawet jeśli zaproponowane rozwiązania na moje niewprawne oko wydają się cokolwiek dziwne, wychodzę z założenia, że to robota dla wirusologów. A zakładam, że sztab kryzysowy zdobył opinię ludzi specjalizujących się w tej dziedzinie.

Bardziej martwi mnie fakt, że nie pojawiły się jeszcze – w każdym razie w przestrzeni publicznej – informacje na temat szczegółowych procedur postępowania w przypadku zarażenia koronawirusem kogokolwiek z grupy 50 osób poddawanych już izolacji w każdym z 16 klubów. W poza piłkarskich okolicznościach ludzie kontaktujący się z zainfekowanym odsyłani są przecież na 14-dniową kwarantannę. Oczywiście, także z uwagi na fakt, że testy na obecność zarazka są towarem wysoce reglamentowanym, a futbolistów z PKO Ekstraklasy ten problem ma w ogóle nie dotyczyć. Na miejscu piłkarzy zadałbym jeszcze jedno istotne pytanie. Mianowicie – czy ktokolwiek przeprowadził już badania dotyczące wpływu koronawirusa na zdolności wysiłkowe człowieka? Każda infekcja je obniża, zaś wywołana przez tego mikroba być może nawet w sposób drastyczny. Dlatego powinni znać skalę ryzyka, które podejmą. A przynajmniej dostać informację, jak – długo i czy w pełni – organizm regeneruje się do stanu sprzed zarażenia (być może Włosi już dysponują takimi danymi?). Pracodawcy są też winni zawodnikom – skoro wiadomo już, że sezon przeciągnie się do drugiej dekady lipca – rzetelne wyjaśnienie, na jakich zasadach występować będą ci, którym kontrakty miały wygasnąć 30 czerwca.

Niewyjaśnionych kwestii nie jest może jakoś szczególnie dużo, ale z pewnością – zwłaszcza jeśli pojawiły się wątpliwości u właścicieli klubów – warto zadbać o detale. Bo jeszcze jest na to czas. Inna sprawa, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, że właściciele Wisły zgłosili te zastrzeżenia dlatego, że tak naprawdę kontestują cały porządek zastany w Ekstraklasie SA. Jednocześnie podnieśli bowiem kwestię konieczności wprowadzenia zmian w podziale środków z ostatniej transzy kontraktu telewizyjnego. Konkretnie – domagają się solidarnego podejścia ze strony klubów z TOP 4, które w myśl obowiązujących zasad – na tym etapie obowiązuje premiowanie za wynik sportowy – będą głównymi beneficjentami wznowienia rozgrywek. I ten ewidentnie roszczeniowy głos płynący z Krakowa z pewnością martwi…

Po 26 rozegranych kolejkach bieżącego sezonu Wisła plasuje się na 13. pozycji. Ma 5 punktów przewagi nad strefą spadku, traci 11 do TOP 4. Pytanie zatem, czy jej właściciele mają legitymację wystarczającą do nawoływania do takich zmian? Nawet jeśli trójca w składzie Kuba Błaszczykowski – cytowany wyżej JażdżyńskiJarosław Królewski, dokonała małego cudu gospodarczego przy Reymonta. Przejęła przecież klub w beznadziejnej, jak się wydawało, sytuacji, zmobilizowała szeroki kibicowski akcjonariat i wyciągnęła spółkę znad przepaści. Dzięki temu podwawelskie trio jest postrzegane jako powiew świeżości w polskiej piłce. W innowacyjny sposób podchodzące do zarządzania, pozyskiwania środków, mocno osadzone w nowych technologiach. I hołdujące niestandardowym rozwiązaniom. Chyląc czoła za to co już zrobili główni akcjonariusze Wisły, należy jednak zastanowić się, czy mimo wszystko nie za mocno próbują rozpychać się teraz w ekstraklasowej przestrzeni? Głos tria BJK może, ba – nawet powinien! – być donośny, ale burzenie obecnych rozwiązań w tak trudnym czasie jest w moim odczuciu wyprawą o jeden most za daleko.

Naturalnie, sytuacja w której znalazł się nie tylko futbol, ale w ogóle cały świat, jest nadzwyczajna. Zatem dyskusja o zmianie reguł – w tym finansowych – jest w tych niecodziennych okolicznościach dopuszczalna. Tyle że właśnie w takim czasie należałoby spoglądać poza horyzont pandemii, a tego w pierwszej kolejności spodziewałbym się w polskim futbolu właśnie po nowych właścicielach Wisły. Zwłaszcza że – biorąc pod uwagę historię, w tym również najnowszą, i potencjał ekonomiczny Krakowa – miejsce Białej Gwiazdy jest w ścisłej ligowej czołówce. Czy zatem, gdy już klub z Reymonta ponownie dotrze na szczyty (zakładam, że to tylko kwestia czasu), panowie Błaszczykowski, Jażdżyński i Królewski, znów będą chcieli zmienić zasady? I ponownie pod siebie? Jeśli byłoby właśnie tak, to z pewnością nie takiego powiewu świeżości potrzebowałaby nasza klubowa piłka. I to z całą pewnością!

Zwłaszcza że rada nadzorcza w spółce Ekstraklasa jest dziś nieprzypadkowo zdominowana przez kluby z TOP 4 (w 7-osobowym gremium zasiadają one w komplecie). W świetle katastrofalnych wyników w pucharowych eliminacjach pomyślano, że ktoś tę ligę musi (wreszcie!) pociągnąć. I uznano, że najbardziej uczciwie będzie wtedy, gdy trendy zaczną wyznaczać najlepsi – pod względem sportowym – w kraju. Sensowne to o tyle, że każde inne rozwiązanie mogłoby spowodować, że jedyne wykonywane w lidze działania byłyby równaniem w dół. Zamiast więc domagać się oddania decydującego głosu zespołom z miejsc, 11., 12., czy 13., lepiej, aby – na forum walnego zgromadzenia ekstraklasowej spółki – wspólnie przewartościowano model funkcjonowania klubów. Przede wszystkim zaś – pozyskiwania i opłacania zagranicznych zawodników. To już jednak temat na całkiem osobne opowiadanie…

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close