Weekend Lewandowskiego, czyli rabona w cieniu podatków

A Robert powinien wiedzieć, że Kucharski nie odpuści. Nigdy!

W 69. minucie meczu z Schalke 04 Gelsekirchen Robert Lewandowski po raz kolejny zapisał się w historii – nie tylko – niemieckiego futbolu. Przy golu na 6:0 zanotował asystę tzw. raboną przy golu Thomasa Muellera. Fanów Bayernu, reprezentacji Polski i znakomitą większość postronnych kibiców wprawił w zachwyt. Popisał się bowiem trickiem, na jaki stać było największych techników – a przy tym kozaków – w historii futbolu. Zagrał niczym biały Ronaldinho lub Neymar, choć dziś to średnio poprawny politycznie epitet. No i nie ma pewności, czy z perspektywy czasu to obaj Brazylijczycy będą porównywani do naszego rodaka; nie zaś na odwrót.  Tyle że znaleźli się i tacy – zwłaszcza w redakcji „Westdeutsche Zeitung” – którzy odebrali fantastyczne podanie krzyżakiem jako wyraz arogancji i chęć ośmieszenia rywala przez atutowego asa Bawarczyków. To jednak obecnie najmniejsze zmartwienie Roberta.

Weekend Lewandowskiego - felieton

Kapitana reprezentacji Polski czeka bowiem proces z byłym menedżerem Cezarym Kucharskim. A być może także skrupulatna kontrola niemieckiego urzędu skarbowego, z którym nie ma przelewek. O czym przekonał się były prezydent Bayernu Uli Hoeness, który za unikanie opłat należnych fiskusowi trafił za kraty.  Choć warto zaznaczyć, że były agent nie złożył doniesienia do Finanzamt na Lewego –  bo i takie informacje pojawiły się w polskich mediach – tylko odpowiedział na pytania zadane przez reportera tygodnika „Der Spiegel”. I w ten sposób nagłośnił sprawę. Wcześniej oczywiście składając pozew w sądzie, co jeszcze przed nim uczynił Mariusz Siewierski (nie nagłaśniając sprawy), który w minionych latach pozyskiwał kontrakty reklamowe dla Lewandowskiego. O ile jednak po (ewentualnym) pozytywnym rozpatrzeniu skargi specjalisty od obrotu wizerunkiem Robert może stracić 2-3 miliony złotych, o tyle przegrana w sporze z byłym menedżerem mogłaby go kosztować prawie 20 razy więcej. W każdym razie Kucharski straty, które miał ponieść wycenił na 39 milionów złotych.

Stara mądrość, i to wcale nie tylko chińska, głosi, że z kim innym się żenisz, a zupełnie z kim innym się rozwodzisz. O czym teraz obustronnie przekonują się Lewandowski z Kucharskim, których związek nie kończył się na prowadzeniu kariery piłkarskiej. Łączyły ich również silne więzi biznesowe. Wspólnie nabywali na przykład działki, i założyli firmę RL Management, o której środki – i sposób ich wydatkowania – teraz się sądzą. Zwykle bywa tak, że po rozstaniu do uregulowania pozostają rachunki. Pytanie tylko, czy rozliczeniom, które nigdy nie są łatwe, bo wbrew obiegowej opinii prawda nigdy nie leży pośrodku, między najlepszym aktualnie polskim piłkarzem i czołowym – przynajmniej do niedawna – agentem musi towarzyszyć aż taki medialny zgiełk? Pytanie zasadne o tyle, że Robertowi w najlepszym bodaj momencie kariery, takie zamieszanie i dodatkowy stres raczej nie są potrzebne. A po prawdzie – to w ogóle. Dlatego dziwię się, że nie dążył do załatwienia spawy polubownie, do czego Kucharski miał namawiać napastnika wielokrotnie.

A po raz ostatni – w miniony wtorek, drogą sms-ową. Co jest o tyle ważne, że jakakolwiek reakcja zapewne uchroniłaby największą gwiazdę niemieckich boisk od medialnej zawieruchy, niekoniecznie wzmacniającej bardzo pozytywny dotąd wizerunek RL9. Machiny sądowej oczywiście by nie zatrzymała, ale warto w tym miejscu zaznaczyć, że to piłkarz zaproponował rozwiązania na ścieżce prawnej. Zaś pierwszy wyrok w rozmaitych sporach między nim i byłym menedżerem został orzeczony już 14 maja 2018 roku. Wówczas – dotyczący rozliczeń należnych za wspólnie nabyte grunty. Jak do tego doszło – oczywiście nie wiem, ale stawiam dolary przeciw orzechom, że nowi doradcy odgrywają niepoślednią rolę w nastawieniu piłkarza do swych poprzedników. A w efekcie – z wizerunkową burzą z piorunami musi radzić sobie Lewandowski. Choć akurat on na tyle poznał Kucharskiego – a przynajmniej powinien – że miał wręcz obowiązek wiedzieć, iż ten były legionista i reprezentant Polski, zwłaszcza zaczepiony, nie odpuści. A nawet więcej – postara się oddać z nawiązką. Bo taki zawsze był na boisku. Twardy, bezpardonowy, bezwzględny. Zresztą negocjacjach, w których reprezentował Lewandowskiego – w Dortmundzie i Monachium – również.

Pewnie ktoś inny na miejscu Kucharskiego nie poszedłby na otwartą wojnę, zważywszy że naprzeciw stoi gracz uważany dziś w Polsce za dobro narodowe. Nawet jeśli miałby żal o niezapłacone rachunki i uważałby, iż racja jest po jego stronie, upominałby się o swoje – jak Siewierski – po cichu. Wyłącznie przed upoważnionymi do tego instytucjami. Bo jednak grozi to poważnymi konsekwencjami w postaci negatywnego odbioru nie tylko przez kibiców kadry i Bayernu (którymi w naszym kraju obrodziło w ostatnich latach), ale generalnie przez opinię publiczną. Były menedżer Lewandowskiego uznał jednak, że poradzi sobie z ewentualną presją. I gdy już zdecydował się pójść na wojnę, zrobił to z przytupem. Zapewne w przeświadczeniu, że skoro bardzo sprawnie poprowadził karierę Roberta, i wniósł do wspólnej firmy wizerunek piłkarza – który uprzednio, gdy jeszcze wcale nieprzesądzone było, że RL9 zrobi tak oszałamiającą karierę – to obowiązkiem poprowadzonego jest grać fair (czyli na ustalonych wcześniej zasadach). Nawet po zawieszeniu współpracy. I nawet przy brzegowym założeniu, że Kucharski także sowicie zarobił w minionych latach na dokonaniach piłkarza.

Wojna, która od minionego tygodnia jest już starciem przy otwartej kurtynie, wygląda na wyniszczającą. Owszem, stawką są gigantyczne – z punktu widzenia statystycznego Kowalskiego – pieniądze, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że gra toczona jest o coś więcej. Kucharski dysponuje przecież dużym, zwłaszcza w polskich realiach majątkiem, zaś Lewandowski jeszcze większym. Wydaje się więc, że w tym niewątpliwie ambicjonalnym starciu – od początku niepozbawionym wzajemnych złośliwości – w pierwszej kolejności chodzi o pokazanie, kto jest lepszy, ładniejszy, ważniejszy. I komu na końcu zostanie przyznana racja. Niezależnie od kosztów. A że trafiło na naprawdę dwóch niezwykle mocnych zawodników, publika może obserwować jeden – nawet jeśli nie z najdłuższych – to z najciekawszych seriali obyczajowych w polskim futbolu.  Czy nie odbije się to na formie Roberta, oczywiście dopiero się przekonamy. Inna sprawa, że już nie tylko na sportowym polu RL9 zaczął zbliżać się do Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, których rekordy jeszcze do niedawna mógł jedynie podziwiać.

Najsłynniejsi piłkarze ostatnich lat dość często musieli przecież wysyłać do sądów swych przedstawicieli. W różnych – zwłaszcza Portugalczyk – sprawach. Najczęściej jednak powodem były kwestie wizerunkowo-podatkowe. A skoro Messi i Ronaldo, mimo niekorzystnych, a nawet skazujących wyroków, udanie kontynuowali kariery, to Lewemu wypada po prostu życzyć, żeby najmocniej jak tylko się da – w zaistniałych okolicznościach – odciął się od toczących się postępowań. I pozostawiając spory specjalistom koncentrował się wyłącznie na futbolu. Swoją drogą, w sumie pewnie nie tak wiele zabrakło, żeby w kwestię prowadzenia kariery Lewandowskiego zaangażował się… Zbigniew Boniek. Opowiadał mi kiedyś Cezary Kucharski, w autoryzowanym wywiadzie, że – jeszcze przed objęciem sterów w PZPN – Zibi proponował mu współpracę w wytransferowaniu Lewandowskiego. Najpierw do Genui, a potem do Romy. To już jednak temat na zupełnie inne opowiadanie…

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close