Taktyka Brzęczka na dwa uda jest warta zero złotych, zero euro

A prezes Boniek niech nie świruje jarząbka, bo także zawinił

Jeśli przyjmiemy, że trener jest tak dobry, jak jego ostatni mecz, to po spotkaniu z Włochami Jerzego Brzęczka już nie ma. A w każdym razie być nie powinno. Bo jako szkoleniowiec zawalił przed konfrontacją z Italią, oraz w jej trakcie, wszystko na co miał wpływ. Nasz zespół po raz kolejny w starciu z wyżej notowanym przeciwnikiem okazał się bezradny. Nie potrafił bronić, nie umiał wyjść spod pressingu, nie był w stanie dostarczyć piłki do najlepszego zawodnika świata ostatniego roku – Roberta Lewandowskiego. Piłkarze sprawiali wrażenie wziętych z łapanki. Nie łączyła ich taktyka, nie mieli też pojęcia o strategii drużyny z Italii. Wspólna była jedynie frustracja. Lewy huknął przeciwnika z łokcia, i na dobrą sprawę już od 22. minuty powinniśmy grać w osłabieniu. Nawet jeśli kapitan reprezentacji Polski został – a został – sprowokowany. Chwilę później Grzegorz Krychowiak w bezmyślny sposób sfaulował rywala w polu karnym. „Zarobił” żółtą kartkę i jedenastkę dla gospodarzy…

Jerzy Brzęczek krótka piłka felieton
Ocena Jerzego Brzęczka po meczu z Włochami

Brzęczek był w niedzielny wieczór niczym dziecko we mgle. Nie nakreślił planu, nie rozpracował Włochów, nie podpowiedział podopiecznym, w jaki sposób powinni podjąć walkę. Wystawiając skład mocno rozminął się w ocenie możliwości zawodników ze stanem faktycznym. Zupełnie, jakby to ktoś inny wysyłał powołania i prowadził jednostki treningowe podczas zgrupowania. Dlatego już w przerwie musiał ratować się potrójną zmianą. A jeszcze wcześniej powinien zdecydować się na czwartą, ponieważ Arkadiusz Reca nie umie bronić na poziomie wymaganym w konfrontacji z takim zespołem jak Italia, co zresztą udowodnił już przed upływem kwadransa. Najwyraźniej jednak selekcjoner wolał wsadzić niedawnego pupila z Wisły Płock na konia, niż realnie ocenić jego przygotowanie do rywalizacji z Włochami. Zresztą Kuba Moder od pierwszego gwizdka sprawiał wrażenie przemęczonego obecnym etapem nietypowego sezonu. Natomiast Sebastian Szymański w ogóle nie wszedł w mecz, zaś Kamil Jóźwiak – tylko na niezbyt długie momenty. Na boisku nasz zespół istniał jedynie teoretycznie…

Sytuacja nie uległa poprawie nawet po wprowadzeniu doświadczonych zawodników, którzy obecnie nie grają w klubach – Kamila Grosickiego i Arkadiusza Milika. Jeśli selekcjoner liczy na ten duet w perspektywie finałów Euro 2020, to bardzo dobrze, że wysłał obu zasłużonym dla kadry piłkarzom powołania. Na jakiej jednak podstawie sądził, że organizacja drużyny drgnie we właściwym kierunku po wejściu na boisko graczy od tygodni pozbawionych rytmu meczowego – wie zapewne tylko on sam. Choć nie wykluczam, że nawet selekcjoner nie wie. Zaś takie (nie inne) roszady były podyktowane wyłącznie paniką. Ewentualnie zostały przeprowadzone przy użyciu metody na chybił-trafił. Nie sposób przecież w ogóle założyć, że trener Brzęczek miał przed pierwszym gwizdkiem w Reggio Emilia jakikolwiek plan B, skoro zapomniał nawet o przygotowaniu sensownego wariantu A. Taktyka na dwa uda – uda się albo się nie uda – została negatywnie zweryfikowana już przez Ukraińców. Tyle że wynik zakłamał w środę obraz…

Po spotkaniu z Włochami, w którym grał tylko jeden zespół, nic już nie można zakłamać. Brzęczek podtrzymał co prawda mit wielkiego farciarza, gdyż i tym razem uzyskany rezultat był o wiele lepszy niż gra biało-czerwonych… W pierwszej jednak kolejności potwierdził opinię, że buty selekcjonera w konfrontacjach z rywalami z czołowej 15-tki świata są dla niego za duże. I to o kilka rozmiarów. – Piłkarsko nas zjedli, najniższy wymiar kary… słabiutko to wyglądało. Powrót na ziemię… niestety – napisał na Twitterze Zbigniew Boniek przyjmując ulubioną pozę recenzenta. Tymczasem to on jest rzeczywistym winowajcą, i to podwójnym, zaistniałej w drużynie narodowej sytuacji! Po pierwsze, nikt inny tylko prezes PZPN nominował Brzęczka na selekcjonera. A po drugie, i nie mniej istotne, pozwolił pracować niedoświadczonemu ligowemu trenerowi z niedokształconym, czyli słabym merytorycznie i niewielkim liczebnie sztabem. Słowem nie pomógł wybrańcowi wejść w buty selekcjonera. A kiedy publicznie zwracałem na to uwagę – udawał, że nie słyszy.

Udawał oczywiście kiepsko, w pewnym bowiem momencie nie wytrzymał i napisał na prywatnym kanale, że zakiwałem się upierając że Adam Nawałka pracował z nieporównanie lepiej przygotowanym sztabem, który na dodatek sukcesywnie rozbudowywał o asystentów posiadających licencje UEFA Pro. I dzięki temu mógł właściwie zarządzać zarówno kontrolą formy kandydatów do naszej kadry, jak i podglądaniem przeciwników. Co dawało wymierne efekty choćby w postaci wygranej nad aktualnymi mistrzami świata w 2014 roku. Czy wyrównanych spotkań z Niemcami, Szwajcarią i Portugalią w finałach Euro’16. Dlatego niech teraz pan Zibi nie świruje jarząbka i nie odżegnuje się od blamażu reprezentacji w Reggio Emilia. Jest to bowiem również jego blamaż, skoro sądził, że były – nawet tak dobry jak Radosław Gilewicz – piłkarz może być cennym uzupełnieniem warsztatu selekcjonera mimo braku na starcie (jakiejkolwiek!) trenerskiej licencji. Wynik starcia profesjonalistów z amatorami w dzisiejszym świecie jest łatwy do przewidzenia. Tymczasem Boniek zwyczajnie zapomniał otoczyć Brzęczka zawodowcami…

Zapytany po spotkaniu z Włochami, jaki był plan na tę konfrontację, Lewandowski uciekł w kilkusekundowe milczenie. Była to jednak niezwykle wymowna pauza. O wiele bardziej sugestywna niż gdyby nawet – wzorem legendarnego delegata na zjazdy PZPN, Zbigniewa Lacha – zakomunikował przed kamerą, że selekcjoner się, k…, skompromitował, zapominając o przygotowaniu zarysów sensownej strategii na rywalizację z Italią. Od momentu, kiedy milczenie – poparte znaczącym wysiłkiem piłkarza, aby ironicznie się nie roześmiać – wybrzmiało w przestrzeni publicznej, kibice zastanawiają się przecież, co tak naprawdę kapitan reprezentacji miał na myśli. Czy w ten sposób zgłosił jedynie miękkie wotum nieufności wobec Brzęczka, czy też domagał się jego bezwarunkowej dymisji? Bo nie tylko Robert ma świadomość upływającego czasu, w którym rywale – choćby ci z Włoch, a obecny trener biało-czerwonych zmierzył się przecież właśnie z nimi w debiucie – robią postępy. I uciekają, podczas gdy my wciąż tkwimy na dawno zajętych pozycjach. A po prawdzie – to w okopach. Bezradności.

Po kolejnym tak słabym występie, że absolutnie nie miał prawa zdarzyć się tej akurat generacji zawodników, przykry wniosek o marnowaniu najzdolniejszego w XXI wieku piłkarskiego pokolenia w Polsce nasuwa się wręcz samoistnie. Wyszło na to, że w październiku słońce zaświeciło dla kadry tylko na chwilę, i na dodatek zupełnie przypadkowo. Nieco ponad dwa lata (minus pandemiczny lockdown) regularnej pracy obecnego trenera kadry dało taki efekt, że gdyby ktoś dziś zapytał, ile byłbym skłonny postawić na to, że biało-czerwoni rozegrają 4. mecz w przesuniętych finałach Euro 2020, w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem odpowiedziałbym: zero złotych, zero euro…

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close