Śmiechu warte derby Krakowa, sędziowie i folklor Filipiaka

A Lech w Lizbonie się, k…, skompromitował!

Bohaterem minionej kolejki w tak zwanej polskiej ekstraklasie zostało… wulgarne słowo. Ów bluzg był autorstwa właściciela Cracovii, Janusza Filipiaka, który w niecenzuralny sposób nawrzucał sędziemu derbów Krakowa, Danielowi Stefańskiemu. Prezesowi Pasów wtórowały w urąganiu arbitrowi osoby z jego najbliższego otoczenia, również nie unikając obciachu. Pomijając jednak nawet wszelkie inne okoliczności tego żenującego incydentu – jak trocinowe muszą być to rozgrywki, skoro przekleństwo miotane przez działaczy zdominowało medialne przekazy z ligi na kilka dni? Nikt nie rozbierał na czynniki pierwsze poziomu sportowego zawodów, który – mimo że mecz był szczególny, reklamowany jako 200. Święta Wojna pod Wawelem – był ogórkowy. Piłkarze obu zespołów oddali przez ponad 100 minut rywalizacji 5 strzałów (słownie: pięć). Zaś Michal Siplak kopnął się w czoło w decydującej akcji spotkania stojąc nie dalej niż 3 metry od bramki. Swoją drogą, zespół sędziowski także dołożył do pieca zupełnie nie panując nad boiskowymi zdarzeniami…

Cracovia - Wisła felieton

Zastanawiam się, czemu ma służyć ten festiwal uwypuklania faktu, że właściciel klubu rzucił mięsem pod adresem arbitra? I jak wielka musi być w naszym kraju hipokryzja, skoro …uj rzucony w przestrzeni publicznej urasta do tak dużej rangi. Zwłaszcza w czasie, gdy po ulicach biegają kobiety, a nawet dziewczęta, i głośno skandują nie mniej ordynarne: wy…dalać. Nie wiem, z jakiego powodu profesor nauk technicznych miałby różnić się w tym względzie od – nawet słabiej wyedukowanej – ale słusznie uważanej za o wiele subtelniejszą części społeczeństwa. Zresztą, kto nigdy nie rzucił …ujem w piłkarskiego arbitra, niech pierwszy rzuci kamieniem. A jeśli ktoś jest szczególnie delikatny, to wrażeń powinien szukać w teatrach i operach (wiem, że teraz nieczynne). Nie zaś na stadionach, gdzie bluzgi są
codziennością. Pewnie, jest różnica, i to wcale niesubtelna, gdy przekleństwami miotają kibole i właściciel klubu, ale od tego jest Komisja Ligi, żeby poskromić Filipiaka.

I mam nadzieję, że tak się stanie. To znaczy, że sankcja finansowa nałożona przez wspomniany organ dyscyplinarny zaboli jednego z najbogatszych Polaków. Nawet jeśli jest ekscentrykiem, a to przecież bardzo delikatne określenie, nie powinien obrażać innych. Ma oczywiście prawo opowiadać o kupnie Rolls-Royce’a dla faktu samego posiadania tego luksusu, podobnie jak „chwalić się”, że zamiast maseczki w pandemicznych okolicznościach nabył samolot. Jego, Filipiaka, rude – jak mawiało się niegdyś – prawo. Podobnie jak prawem odbiorców jest klasyfikowanie autora takich wynurzeń w ścisłej czołówce indywiduów, którym słoma wychodzi nie tylko z butów. Słowem, właściciel Cracovii nie jest z mojej bajki, ale – po ludzku – staram się zrozumieć jego piątkowe wzburzenie. Dla pełnej jasności: właśnie zrozumieć, a nie usprawiedliwiać. Błędy zespołu sędziowskiego, który w piątek – mimo posiadania VAR zauważył tylko jedną czerwoną kartkę z trzech należnych piłkarzom Wisły – były bowiem ewidentne i rażące.

A to w zestawieniu z kontrowersyjną decyzją Piotra Lasyka – którego w piątek obsadzono na VAR – w niedawnym meczu Cracovii z Legią mogło wpłynąć, obiektywnie, na wzrost złych emocji u Filipiaka. Mam oczywiście świadomość, że prezes Pasów od dawna zmaga się z syndromem oblężonej twierdzy. Wiem też, że Pan Sławek bronił wtedy w C+ zasadności postanowień Lasyka. Tyle że do końca nie rozwiał wątpliwości wokół wspomnianej sytuacji. Szef sędziów PZPN, Zbigniew Przesmycki, mógł zatem darować sobie wysłanie na derby Krakowa właśnie tego arbitra. Żeby nie dolewać oliwy do ognia. Zwłaszcza w sytuacji, gdy od dawna wiadomo, że na pieńku mają trener Michał Probierz i desygnowany na głównego Stefański. Bo to właśnie obecny szkoleniowiec Pasów upublicznił środowiskową tajemnicę poliszynela, że sędzia wciąż reprezentujący Bydgoszcz od dawna „centrum bytowe” ma w Warszawie. Powinien być zatem zgłoszony w PKS jako mieszkaniec stolicy. I jako taki nie prowadzić
meczów Legii.

O co pretensje miał zresztą także Waldemar Fornalik, który w udzielonym mi swego czasu wywiadzie, nie zostawił na Stefańskim suchej nitki. Wspominam o trenerze Piasta Gliwice wyłącznie dlatego, że to gość, który naprawdę z rzadka wypowiada się w sposób tak bezkompromisowy. Choć oczywiście daleki jestem od stwierdzenia, że arbiter nie bywa bezstronny. Zmierzam tylko do tego, iż nie dość, że ma bałagan w papierach, do którego dopuścił PZPN, to jeszcze w spotkaniach o podwyższoną stawkę (lub podwyższonego ryzyka) po prostu się gubi. 27 kwietnia 2019 roku, gdy Lechia z Legią ścigały się o mistrzostwo Polski, Stefański w 3. minucie bezpośredniej konfrontacji nie podyktował ewidentnego rzutu karnego po zagraniu ręką Artura Jędrzejczyka, którego na dodatek zapomniał ukarać
czerwoną kartką. A i potem mylił się głównie w jedną stronę, co bramkarz gdańszczan Dusan Kuciak skomentował w następujący sposób: – To była kradzież. Sędzia nas okradł. Skąd on jest, gdzie on mieszka?

W niedzielnej „Lidze+Ekstra” skonfrontowano prezesa Filipiaka ze znajdującym się w piątek ponownie w słab(sz)ej formie arbitrem Stefańskim. To znaczy skonfrontowano korespondencyjnie i lekko tendencyjnie, gdyż właściciel Cracovii musiał się tłumaczyć z piątkowego zachowania na stadionie. Natomiast sędziemu pozwolono, aby mógł jedynie ponarzekać na karczemne maniery Filipiaka i jego świty. W efekcie szef Pasów wyszedł nie tylko na buca, gdyż przeprosił jedynie opinię publiczną, a nie obrzuconego przekleństwami, ale generalnie wypadł niekorzystnie (podpierając się głupim i zupełnie niepotrzebnym oświadczeniem wydanym po derbach przez klub z Kałuży). Natomiast arbiter, który w tym tygodniu będzie sędziował europejskie puchary, został zwolniony z przedstawienia samooceny po stwierdzeniu, że jeszcze jej nie dokonał. Wypowiadał się gładko i naokoło, ale to wystarczyło, żeby Twitter – w sektorze zwykle więcej niż przychylnym PZPN – jednomyślnie (i chórem) wydał werdykt, że Stefański wypadł z klasą. Zaś Filipiak nie uniknął kompromitacji. Od szyderczego komentarza nie powstrzymał się zresztą także prezes Zbigniew Boniek

Choć jako szef szefa sędziów w związku – czyli w jakimś sensie strona kontrowersji – dla dobra sprawy powinien skorzystać z prawa do przemilczenia zaistniałej w piątek w Krakowie sytuacji. Tyle że – z jakiegoś powodu, albo i bez – Boniek nie skorzystał… Natomiast Pan Sławek, choć kluczył w mętnej wodzie, nie zdołał wybronić arbitra Stefańskiego przed nieuchronnością ukarania czerwoną kartką Dawida Szota (tę niepokazaną Mateuszowi Lisowi uznał za błąd). Dlatego jestem ciekawy, jak publika zareagowałaby, gdyby to arbiter został zmuszony do tłumaczenia piątkowych pomyłek zespołu sędziowskiego, a Filipiak poprzestał tylko na tym, iż (uważa, że) jest nie fair traktowany przez związek przy meczowych obsadach? Nie tylko z tego powodu nie zamierzam jednak w czambuł potępiać właściciela Cracovii. OK., to wyjątkowy prawdziwek, ale z zasobnym i otwartym dla futbolu portfelem. I gość, który przy okazji derbów dał głośniejsze show niż obie drużyny razem wzięte. A zatem i pożywkę mediom, które zapomniały o piłkarskich ogórkach.

Gdyby zatem Filipiaka nie było, trzeba by go po prostu wymyślić. Obiektywna prawda jest zresztą taka, że jeśli mielibyśmy więcej Filipiaków w ligowym futbolu, to finanse i podstawy krajowej piłki byłyby stabilniejsze. I to znacznie. Aby jednak nie było – też uważam, że show w wykonaniu właściciela Cracovii było mocno discopolowe. A próba udzielenia telefonicznych instrukcji prezesowi podczas udzielanego na żywo wywiadu przez trenera Probierza co najmniej niefortunna. I zwyczajnie śmiechu warta. Tylko czy aby na pewno mamy podstawy, aby oczekiwać innego ligowego folkloru?

***

Na koniec konstatacja po tym, jak w niedzielny wieczór Lech zrobił Podbeskidziu Benficę. Otóż, zapewne nie tylko moim zdaniem, Kolejorz się, k…, skompromitował w czwartek, wystawiając w Lizbonie rezerwy. Niestety, przy okazji skompromitował także ideę walki przez cały sezon o prawo gry w takich spotkaniach, jak to czwartkowe w stolicy Portugalii…

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close