Polska – Włochy: kursy bukmacherskie na LN

PolskaKurs 4.65
PolskaSzanse na wygraną: 25%
Postaw w Fortunie VS
WłochySzanse na wygraną: 48%
WłochyKurs 1.86
Postaw w Fortunie

11 października na Stadionie Energa w Gdańsku reprezentacje Polski i Włoch zmierzą się w trzeciej serii Ligi Narodów, w edycji 2020-21. Oba zespoły mają prawo czuć niedosyt po wrześniowej turze rywalizacji o punkty, choć zarówno biało-czerwoni jak i azzurri odnieśli wówczas wyjazdowe zwycięstwa. Wcześniej jednak potracili punkty; podopieczni Jerzego Brzęczka po fatalnym występie w Amsterdamie, natomiast gracze Roberto Manciniego – po remisie i niefrasobliwej grze z Bośniakami. Teoretycznie, dobre nastroje w obu ekipach powinny zostać utrwalone po rozegranych w środę spotkaniach towarzyskich. Zespół Italii urządził sobie ostry trening strzelecki w starciu z Mołdawią (6:0), natomiast Polacy rozgromili Finlandię (5:1). Teoretycznie, bowiem trudno wyciągać daleko idące wnioski z wygranych odniesionych w rezerwowych składach. I w starciach bez konkretnej stawki. Trzeba je po prostu uznać jako próbne galopy oraz przegląd zaplecza. I mieć ten oczywisty fakt z tyłu głowy, nawet jeśli środowy styl biało-czerwonych był najbardziej efektowny w całej dotychczasowej kadencji selekcjonerskiej Brzęczka.

Polska – Włochy – kursy bukmacherskie

Najważniejszy z rynków to 1×2, czyli zakład na to kto wygra spotkanie. Poszerzyliśmy go o 1X i X2, czyli pierwsza drużyna wygra lub zremisuje i druga druzyna wygra lub zremisuje.

Kursy na 1X2

Polska (1)Remis (X)Włochy (2)1XX2
4.773.652.02.031.35
eWinnerTotolotek/SuperbetSuperbetFortunaSuperbet
Kursy z dnia 11.10.2020, godz. 17:00

Polscy bukmacherzy typują wygraną Włochów. Najwyższy kurs na Polaków wystawiła Fortuna. Zwycięstwo naszej reprezentacji można obstawiać po kursie 4.05.

Liczba bramek over/under

Kolejny popularny typ zakładów to liczba bramek powyżej lub poniżej.

Poniżej 0,5Poniżej 1,5Poniżej 2,5Poniżej 3,5Poniżej 4,5
9.203.251.771.41.10
FortunaFortuna/STS/forBETTOTALbetFortuna/SuperbetFortuna/forBET/SuperbetforBET
Kursy z dnia 10.10.2020, godz. 10:00
Powyżej 0,5Powyżej 1,5Powyżej 2,5Powyżej 3,5Powyżej 4,5
1.071.362.103.757.80
Fortuna/forBET/TOTALbetFortuna/TOTALbetFortuna/TOTALbetFortuna/TOTALbetTOTALbet
Kursy z dnia 10.10.2020, godz. 10:00

Analitycy rynku bukmacherskiego zakładają, że w meczu Polska – Włochy nie padnie dużo bramek. Za najbardziej prawdopodobną opcję typują powyżej 0,5 gola. A za najmniej powyżej 4,5 bramki.

Obie drużyny strzelą

A jak przedstawiają się kursy na BTTS?

TAKNIE
1.921.93
STSFortuna
Kursy z dnia 10.10.2020, godz. 10:00

Najwyższy kurs na to, że zarówno Polska jak i Włochy strzelą bramkę w niedzielnym spotkaniu wystawił bukmacher STS. Z kolei najlepszy kurs na to, że piłka nie wpadnie do bramki jednego zespołu – bardzo podobny, bo wynoszący 1.93 – wystawiła Fortuna.

Dokładny wynik

Jeśli lubicie typować dokładny wynik to przedstawiliśmy kursy na najpopularniejsze rynki.

1:02:02:11:11:20:20:1
9.502113.606.409.6110.107.52
FortunaFortunaSuperbetSuperbetSuperbetSuperbetSuperbet
Kursy z dnia 10.10.2020, godz. 10:00

Bukmacherzy dają większe szanse drużynie z Italii. Na to, że strzeli nam jednego gola Superbet wystawił kurs 7.52. Na to, że zrobią to Polacy – Betclic dał 11.0.

Polska – Włochy – analiza meczu

Tym razem – przygwożdżony zmasowaną krytyką po niezbyt mądrym komentarzu po przegranej w gorzej niż kiepskim stylu z Holandią – trener reprezentacji Polski nie odleciał. Występ rezerwy biało-czerwonych w Gdańsku ocenił racjonalnie: – Pierwsza połowa pod względem składności, agresywności, odbioru piłki była lepsza. Finowie w drugiej połowie zmienili system, zaczęli grać na czwórkę obrońców, i po przerwie tak łatwo nie dochodziliśmy już do pressingu. Mieliśmy z tym większe problemy i zbyt mało odbiorów. Patrząc jednak na całość możemy być z tego spotkania w miarę zadowoleni.

I określenie „w miarę” jest właśnie miarą, że teraz Brzęczek znacznie mocniej stąpa po ziemi. Występy Kamila Grosickiego i Jakuba Modera należy ocenić wysoko. Debiuty Michała Karbownika i Sebastiana Walukiewicza oraz fakt, że Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik zdobyli gole – bardzo pozytywnie. Tyle że nawet w sytuacji, gdy znacznie niżej notowany i występujący w kombinowanym zestawieniu rywal już w pierwszej połowie został rozbity, biało-czerwoni nie ustrzegli się błędów.

Ustawienie z dwoma napastnikami (1-4-4-2) bardzo dobrze sprawdziło się w starciu z 56. aktualnie w światowym rankingu Finlandią także z tego powodu, że niżej (z atakujących) ustawiony Milik mocno pracował w rozegraniu. I miał duży – kluczowy wręcz – udział w pierwszej bramkowej akcji Grosickiego. „Także”, bowiem na największe pochwały zasłużyli dyrygujący drugą linią w Gdańsku Karol Linetty i Moder. Nie zwalniali akcji wzorem Piotra Zielińskiego, nie wybierali też najłatwiejszych wariantów rozegrania do boku albo metodą „na lagę”. Pchali grę do przodu, szukali przestrzeni i prostopadłych podań; jak na nowoczesnych rozgrywających przystało. Bardzo dobrze w środowy wieczór naoliwiona maszynka do kreowania akcji zacięła się dopiero wówczas, gdy na boisku pojawił się Grzegorz Krychowiak. Mentalnie wciąż lider naszej pomocy, ale jakościowo – i pod względem wizji gry – znacznie ustępujący młodszym kolegom. Daleki od szczytowej formy zawodnik Lokomotiwu Moskwa wyróżnił się zresztą jedynie spektakularną stratą. I zasłużył na najniższe noty w zespole.

Gra biało-czerwonych była tym razem miła dla oka (do 61. minuty), z przyjemnością patrzy się także na statystyki wykręcone w Gdańsku przez biało-czerwonych. Co prawda pod względem posiadania piłki nie zdominowali Finów (52% do 48), ale już liczba strzałów (18 do 6; w tym celnych 11 do 3) i przeprowadzonych ataków (99 do 63) robi spore wrażenie. Tylko jednak do momentu, kiedy nie zestawi się tych liczb ze statystykami Włochów, którzy w tym samy czasie we Florencji na wielkim luzie zabawili się z – notowaną na dalekim 175. miejscu na świecie – z Mołdawią. Posiadali piłkę przez 73% czasu gry, przeprowadzili 133 ataki, oddali 20 strzałów, w tym 9 celnych. I pozwolili gościom na Stadio Artemio Franci na zaledwie jedno uderzenie w światło bramki, w której tym razem stał Salvatore Sirigu (zmieniony po ponad godzinie przez Alessio Cragno). Niedziwne więc, że zachowali czyste konto, co biało-czerwonym w Gdańsku się nie udało.

Dłużej nie ma sensu zajmować się środowymi meczami, nawet w kontekście wysokiej skuteczności Stephana El Shaarawy’ego. Bo trener Mancini także testował zaplecze. Znacznie bardziej istotne jest, że azzurri – 12. zespół rankingu FIFA – z czterema punktami w dorobku prowadzą w tabeli grupy 1. Dywizji A. I są zdecydowanym faworytem nie tylko w niedzielnym meczu z Polską (19. pozycja w globalnym zestawieniu), ale i do końcowego zwycięstwa na tym etapie rywalizacji w Lidze Narodów. A historycznie rzecz ujmując, był to niezwykle niewygodny rywal dla biało-czerwonych. W 16 dotychczasowym konfrontacjach – datowanych od 1965 roku – naszym piłkarzom udało się wygrać (przy 6 porażkach) zaledwie trzykrotnie. Czyli średnio raz na 18,5 roku. Ta sztuka powiodła się tylko podczas selekcjonerskich kadencji Kazimierza Górskiego (2:1 w finałach MŚ 1974, gole Szarmacha i Deyny), Antoniego Piechniczka (1:0 towarzysko w 1985 roku, po trafieniu Dziekanowskiego) oraz Pawła Janasa (3:1 towarzysko w 2003 roku, po bramkach Bąka, Kłosa i Krzynówka).

Warto przy tym odnotować efektowną wygraną biało-czerwonych – nieujętą w powyższych statystykach – w rywalizacji grupowej podczas IO’92 w Barcelonie. Reprezentacja do lat 23 – z Brzęczkiem w składzie, jako kapitanem – prowadzona przez Janusza Wójcika rozstrzelała bowiem wówczas azzurrich 3:0. Tyle że wspomnienia z konfrontacji z Italią nasz selekcjoner ma nie tylko sympatyczne. Gdyż najnowszy rozdział w dziejach polsko-włoskich batalii zapisali – już wraz z Mancinim – jesienią 2018 roku. Notabene, w Lidze Narodów. Reprezentacja Polski wygrała jedynie pierwszą połowę w Bolonii (w debiucie Brzęczka), potem było już wyłącznie gorzej. Mimo że biało-czerwoni byli stroną dominującą, na terenie rywala jedynie zremisowali 1:1 (wyrównanie padło po rzucie karnym). Natomiast w rewanżu – na Stadionie Śląskim, po wyjątkowo kiepskim występie – polegli, choć dopiero po golu wbitym przez gości w 90 minucie (autorem trafienia był Cristiano Biraghi). Niski wynik nie powinien nikogo zmylić; goście nie tylko mogli, ale powinni wówczas wygrać znacznie wyżej. Ich przewaga była wręcz druzgocąca.

Mancini i Brzęczek w podobnym okresie przejęli reprezentacje; Włoch prowadzi azzurrich od 14 maja 2018 roku, Polak biało-czerwonych – dwa miesiące krócej. Drużna Italii pod wodzą obecnego selekcjonera rozegrała 22 spotkania, w których odniosła 15 zwycięstw i tylko dwukrotnie przegrała (średnia punktowa – 2,27). W typowym dla Włochów stylu traci mało goli – dotąd zaledwie 13, czyli niespełna 0,6 bramki na mecz. Imponuje jednak również statystykami strzeleckimi, i to jest autorski wkład trenera (byłego napastnika m.in. Sampdorii i Lazio Rzym). Średnio w spotkaniu pod wodzą don Roberto azzurri zdobywają 2,4 gola (w sumie 53 trafienia). Były pomocnik Brzęczek także kładzie duży nacisk na właściwy balans między obroną i atakiem. I bilans 19 rozegranych dotąd spotkań pod jego kierunkiem również jest niezły (ale nieimponujący). Wygrał 10 meczów, przegrał 5 (średnia punktowa – 1,79). Biało-czerwoni w obecnej kadencji statystycznie strzelają blisko 1,6 bramki w spotkaniu (w sumie 30) i tracą niespełna 0,9 (w sumie 16).

Włochy – analiza zespołu

Włochy flaga

Nawet pobieżna analiza statystyk obu szkoleniowców wystarczy, aby wywnioskować, że Mancini nie bije – pod tym względem – Brzęczka na głowę. Warto jednak zauważyć, że Włoch drużynę przejął po blamażu w eliminacjach MŚ 2018 (azzurri przegrali baraż ze Szwedami). Zanim więc ogarnął sytuację po kompletnie nieudanej kadencji Giampiero Ventury, musiało upłynąć nieco czasu. Reformę przeprowadzał niebezboleśnie, z początkowych sześciu meczów wygrał jedynie ten w debiucie (z Arabią Saudyjską). Później przyszła seria – liczona od 1 czerwca do 10 października – bez zwycięstwa (3 remisy, i obie porażki). Italia, nawet na tle pomundialowej – a zatem także mocno poturbowanej – reprezentacji Polski prezentowała się wtedy mizernie. W Bolonii już do przerwy biało-czerwoni mogli prowadzić co najmniej dwiema bramkami. A i po zmianie stron – gdyby Kuba Błaszczykowski nie sprezentował gospodarzom jedenastki – niewiele mogliby wskórać. Potem jednak kuracja zastosowana przez Manciniego przyniosła zbawienny skutek. Efekt? Komplet zwycięstw w 10 eliminacyjnych meczach Euro 2020, bramki… 37:4!

Nie ma słowa przesady w stwierdzeniu, że Mancini stworzył potwora. Squadra Azzurra jest niepokonana od 25 miesięcy, a rywali – również na wyjazdach – miażdży ofensywnym ustawieniem 1 – 4 – 3 – 3. Na zakończenie kwalifikacji Euro Włosi zabawili się z (notowaną dziś na 101. miejscu na świecie) Armenią, wygrywając 9:1. O spokój w tyłach – przed wciąż młodziutkim (ale już z dużym międzynarodowym przebiegiem) Gianluigim Donnarummą dbają doświadczeni i zaawansowani wiekowo Giorgio Chiellini i Leonardo Bonucci. Drugą linię porządkują Nicolo Barella oraz Jorginho, a za kąsanie przeciwników biorą się zwykle Ciro Immobile oraz Lorenzo Insigne. A jeszcze częściej za wypracowywanie strzeleckich pozycji partnerom z drugiej linii; to bowiem nie przypadek, że 4 punkty, które Italia zgromadziła w dwóch meczach obecnej edycji Ligi Narodów zawdzięcza asystom właśnie Insigne (z Bośnią i Hercegowiną) oraz Immobile (przy zwycięskim golu z Holandią). A w jakim tempie grają azzurri – nasi piłkarze powinni wciąż dobrze pamiętać ze Stadionu Śląskiego…

Polska – analiza zespołu

Brzęczek zapewne dokładnie przeanalizował katastrofę w Amsterdamie, ale sytuację w naszej kadrze warto zacząć od statystyk wykręconych… przez Włochów w starciu z Holendrami. Czyli rywalem, z którym biało-czerwoni nie byli w stanie zrobić sztycha (jeśli nie liczyć dość przypadkowego strzału Piątka z dystansu). Bo te liczby najlepiej świadczą o klasie Italii i skali wyzwania. Prezentują się następująco – 56% posiadania piłki, 17 do 10 w strzałach, 78 do 66 w przeprowadzanych atakach. I wszystko to na boisku przeciwnika, lepiej zorganizowanego od polskiego zespołu, bijącego nasz zespół kulturą gry o dwie długości i wyżej notowanego (13. pozycja w rankingu FIFA)! Tyle że zanim nasz selekcjoner podczas zgrupowania odbywającego się w Sopocie przeszedł do omawiania gry Włochów, musiał poradzić sobie nie tylko z koronawirusową infekcją. Przede wszystkim – z lawiną krytyki, czy wręcz hejtem, które spadły na niego po napisaniu (wspólnie z Małgorzatą Domagalik) kuriozalnej książki biograficznej. W której jest porównany do… Kazimierza Górskiego.

Polska

Co biało-czerwoni mogą przeciwstawić (a w zasadzie – kogo) monstrum Manciniego? W pierwszej kolejności oczywiście Piłkarza Roku UEFA, Roberta Lewandowskiego. Wrześniowa tura meczów o punkty odbyła się bez naszego kapitana, który odpoczywał po trudach finałowego turnieju Ligi Mistrzów, zwycięskiego dla Bayernu. I pewnie również z tego powodu polski zespół tak katastrofalnie zaprezentował się w Amsterdamie. RL9 to klasa sama w sobie, choć podczas kadencji Brzęczka jego reprezentacyjne statystyki nie imponują w takim stopniu, jak u Adama Nawałki. U poprzednika obecnego selekcjonera Robert był najlepszym goleadorem europejskich kwalifikacji, strzelał do bramki rywali niczym z karabinu maszynowego. Od połowy 2018 roku trafień zanotował sześć, ale do tego dorzucił niemal drugie tyle asyst. Biorąc zatem pod uwagę, że często był – z różnych powodów – nieobecny, i tak wychodzi, że niemal w każdym występie pod kierunkiem Brzęczka był „zamieszany” w bramkową akcję. A nawet jeśli bezpośrednio nie był – to absorbował przynajmniej dwóch przeciwników.

W starciu z Włochami przekonamy się zatem, o ile Lewandowski jest w stanie podnieść wartość biało-czerwonych. Wydaje się, że po Superpucharach – Europy i Niemiec – złapał już oddech. W pojedynkę poprowadził przecież Bayern do wygranej (w zadziwiająco trudnym dla monachijczyków) starciu z Herhą, wbijając berlińczykom 4 gole. W spotkaniu z Finlandią nie uczestniczył, zatem nie tylko jakość, ale i świeżość powinien zademonstrować w niedzielę. O ile oczywiście będzie odpowiednio obsługiwany przez partnerów. Trudno spodziewać się, żeby selekcjoner ponownie zdecydował się na ustawienie z dwoma napastnikami. Bardziej prawdopodobny wydaje się – zwłaszcza zważywszy na siły, które zwykle do środka pola rzuca Mancini – wariant z Lewym jako jedynym terminalem w ataku. I równie wiele jak od Roberta, będzie zależało od tego, kogo trener Brzęczek desygnuje do drugiej linii. Obok Mateusza Klicha, którego miejsce wydaje się niepodważalne. Po świetnych występach w Premier League – i przy absencji Zielińskiego – rozgrywający Leeds nie pozostawił bowiem selekcjonerowi innego wyboru.

Polska – Włochy – nasze typy

Wątpliwe, żeby za plecami Klicha Brzęczek postawił na niemal zupełnie niedoświadczony w reprezentacji duet Linetty – Moder, który sprawdził się przeciw Finlandii. Kluczowe wydaje się więc, czy trener będzie miał odwagę zostawić na ławce dalekiego od przyzwoitej nawet dyspozycji Krychowiaka? Tyle że trzeba wziąć poprawkę także na fakt, że świat znajduje się w epicentrum pandemii koronawirusa. Testy przeprowadzone na zgrupowaniach reprezentacji mogą zatem współselekcjonować meczowe kadry. Co jednak zasadniczo nie powinno zmienić układu sił. Mimo że – wraz z trzema bramkarzami – na zgrupowaniu reprezentacji Polski przebywa dwucyfrowa liczba zawodników znających z autopsji włoski futbol, każdy inny wynik niż zwycięstwo rozpędzonych (tylko 2 remisy, reszta wygrane w ostatnich 16 meczach) gości byłby dużą niespodzianką. Z drugiej strony – choć wiadomo jak trudno strzelić bramkę Italii prowadzonej przez Manciniego, kto miałby tego dokonać, jeśli nie najlepszy w minionym sezonie zawodnik świata?! Z polskiej perspektywy trudno zatem nie zakładać, że gole padną dla obu stron…

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close