Nie płaczmy po Złotej Piłce. Na czele z Lewandowskim

SPOSÓB WYMIERZENIA KARY DLA CRACOVII BYŁ SKANDALICZNY

Można odnieść wrażenie, że przybierająca ponownie na sile pandemia wpłynęła dość mocno – a nawet za mocno – na intelektualną formę ludzi ze świata piłki. W każdym razie odnoszę wrażenie, że trwa wyścig (w nieogłoszonym co prawda) konkursie na największą futbolową bzdurę roku. Choć początkowo wydawało się, że ktoś, kto zaproponował poszerzenie ekstraklasy o zdegradowane właśnie Arkę i Koronę, której właściciela trzeba było potem poszukiwać (gdyż najwyraźniej z wrażenia się ukrył), pozostanie daleko poza zasięgiem…

W sumie to nawet nie jest dziwne, że Karl-Heinz Rummenigge dba o interesy Roberta Lewandowskiego. Przecież cały Bayern Monachium żyje z naszego rodaka. Już jednak sposób w jaki Kalle to robi – zastanawia. Mimo że w tym sezonie, bardzo oczywiście udanym dla RL9, Polak nie wygrał jeszcze niczego, po co nie udałoby mu się sięgnąć w poprzednich, szef bawarskiego klubu publicznie upomniał się – oczywiście w kontekście naszego rodaka – o przywrócenie plebiscytu o Złotą Piłkę. I zapowiedział starania o powrót tej nagrody w… FIFA. Jakby zapomniał, że Międzynarodowa Federacja Piłkarska od pięciu lat nie ma nic wspólnego z Ballon d’Or i że to opatentowany pomysł „France Football”, którego redakcja ma prawo w tym roku odstąpić od tradycji. Nawet bez powodu. Albo z byle jakiego, choćby był kretyński (a jest; bo to nie wina RonaldoMessiegoBenzemy czy De Bruyne lub naszego Lewego, że władze Ligue 1 w odróżnieniu od innych poważnych lig – i nawet PKO Ekstraklasy – strefiły przed dokończeniem sezonu). I nic nikomu do tego.

Robert Lewandowski - felieton

Lewy oczywiście prowadzi – i to ze znaczącą przewagą nad konkurentami, którzy pozostali w rozgrywce – w klasyfikacji strzelców Ligi Mistrzów, ale jeszcze jej nie wygrał. A poza tym nie zdążył wprowadzić Bayernu do finału Champions League, co wydaje się warunkiem koniecznym, aby w ogóle zacząć myśleć o Złotej Piłce. A do tego jeszcze daleka i kręta droga; wystarczy zresztą zauważyć, iż w ostatnich latach był to dystans nie do pokonania dla monachijczyków. Mało tego, Robert nie wygrał prestiżowej klasyfikacji Złotego Buta, co także mogłoby mieć znaczenie dla elektorów „FF”. Zamiast więc psioczyć na pandemiczne ograniczenia i decyzję jury Ballon d’Or, polscy kibice – i fani (a nawet szef) Bayernu – powinni dostrzec, że Robert tak naprawdę skorzystał na lockdownie. W Bundeslidze i LM. Leczył przecież kontuzję, i gdyby nie przesunięcie terminów – pauzowałby przez kilka kolejek (i miałby kilka ligowych szans na gole mniej, nie wystąpiłby także w rewanżu z Chelsea). A dzięki przerwie spowodowanej przez pandemię mógł się spokojnie wyleczyć. I nadal może mieć nadzieję na najlepszy sezon w karierze. Bayern a’la Hans-Dieter Flick grał efektowny futbol i był rozpędzony, więc – jeśli trener niczego nie popsuł w kolejnych w tym roku przygotowaniach – do zbliżającej się nietypowej dogrywki w Champions League przystąpi w roli jednego z faworytów.

A jeszcze bardziej Lewandowski – w perspektywie plebiscytów – skorzystał na tym, że przełożone zostało Euro’20. Więcej niż prawdopodobne jest przecież, że kapitan reprezentacji Polski w finałach ME postradałby wszelkie szanse na jakiekolwiek indywidualne nagrody. Dotąd strzelił przecież 2 (słownie: dwa) gole w dużych turniejach, mimo że startował w 3 (słownie: trzech). I tylko raz z biało-czerwonymi wyszedł z grupy, osiągając ćwierćfinał Euro 2016. Z oczywistą poprawką na fakt, że reprezentacja Adama Nawałki grała w tamtym okresie dwa razy lepiej niż kadra Jerzego Brzęczka w eliminacjach Euro 2020. I grała na Lewego, podczas gdy ostatnio – wyłącznie na chaos.

Nie jest tajemnicą, że w kontrakcie Roberta już w 2016 znalazł się zapis o (okrągłych, po milionie €) bonusach: za awans do finału LM (jeśli jest poparty mistrzostwem i Pucharem Niemiec), za tytuł króla strzelców Bundesligi i za miejsce w… czołowej trójce plebiscytu „France Football”. Nie można więc wykluczyć, że Rummenigge intencje miał dobre, bo publicznie wypowiadając się o Złotej Piłce, chciał wyłącznie zmotywować naszego rodaka. Nikt jednak Kallemu nie zabroni uznać po świetnym – ściskam kciuki, żeby wszystko co najlepsze w edycji 2019-20 było wciąż przed Lewandowskim – sezonie, że to Polak w minionych miesiącach był najlepszy na świecie. I w ślad za tym przelać na konto Polaka banieczkę €, nie oglądając się na dowód w postaci podium Złotej Piłki. Z tej perspektywy to nawet lepiej dla RL9, że plebiscyt nie zostanie zorganizowany. W sytuacji bowiem, gdy elektor byłby tylko jeden – i to właśnie K-HR – szanse Roberta wzrosłyby przecież niepomiernie…

– Jeśli nadal Robert będzie w takiej formie, zrobimy w Polsce kopię plebiscytu i sam wręczę mu miniaturkę Złotej Piłki – pół-żartem, pół-serio w jednym z wywiadów zapowiedział Zbigniew Boniek, prezes PZPN także wskazując, że droga na szczyty popularności wiedzie przez wygranie Ligi Mistrzów. Tyle że i kierowany przez Zibiego związek wpisał się ostatnio w festiwal co najmniej dziwnych piłkarskich pomysłów. Otóż Cracovia została ukarana odjęciem pięciu punktów i milionem złotych za przestępstwa korupcyjne sprzed 16 lat. Uczciwie przyznam, że nie wiem, czy – gdyby kara wyniosła 3 miliony i 10 punktów – byłaby bardziej sprawiedliwa. Klubowi, który w nieuczciwy sposób osiągnął awans i dobrał się dzięki temu do telewizyjnego tortu – bez wątpienia należała się bardziej surowa sankcja. Natomiast obecnym piłkarzom i trenerowi – nie należała się żadna. Z uwagi na niedopuszczalny wręcz odstęp czasowy winy do wyroku, trudno było po prostu wszystko racjonalnie wyważyć.

Najbardziej w całej tej sytuacji skompromitował się nasz niewydolny wymiar sprawiedliwości, który powinien był zamknąć sprawę wcześniej. Konkretnie – dekadę wcześniej. Pozwolił jednak na polityczne rozgrywanie piłkarskiej afery, a teraz podrzucił PZPN towar nie tylko mocno nieświeży, ale brzydko już pachnący. Bo każdy wyrok – po uchwale z 2008 roku o niekaraniu dłużej degradacjami – wydany przez związek byłby co najmniej kontrowersyjny.

Już jednak sposób procedowania sankcji – przy udziale przestępcy, czyli przedstawicieli Cracovii – trzeba uznać za skandal. Chwalenie się przez profesora Filipiaka, że doszło do pertraktacji i późniejsze publiczne oceny, że choć klub ją udźwignie, to kara jest niesprawiedliwa, każe się zastanowić, czy nasz światek piłkarski aby na pewno jest normalny. Zamiast skorzystać z szansy na milczenie, Filipiak wystawił się na strzał udzielając wywiadu „Sport.pl.” w taki sposób, jakby wywalczenie Pucharu Polski świętował przez kilka dni – i na ostro – a potem zapomniał tę mega balangę odespać. Z miejsca zatem dostał kilka gongów od komentatorów. Postawił też jednak w złym świetle PZPN.

Na logikę bowiem, klub uwikłany w korupcję nie miał prawa być sędzią we własnej sprawie. Ba, nie powinien być nawet partnerem dla żadnej z jurysdykcyjnych instancji związku. Pewnie dlatego, prezes Boniek – który jeszcze niedawno zabierał głos w niemal każdej sprawie, łącznie z politycznymi (choć nie zawsze sensownie) – w tej kwestii profilaktycznie milczy. Dla społecznego odbioru polskiego futbolu to na pewno lepiej, że Zibi wreszcie ugryzł się w język i przestrzega niepisanej zasady: ciszej nad tą trumną. Tyle że publiczne wyjaśnienie w tej akurat sprawie bardzo by się przydało. Bo po głębszym namyśle trudno nie dojść do wniosku, że kara wymierzona przez PZPN nie tylko nie jest dotkliwa, ale nie ma też walorów wychowawczego i odstraszającego. I że w ogóle nie została pomyślana w tym kierunku.

Cracovia za wywalczony tydzień temu (z niewielkim okładem) Puchar Polski zarobiła 6,15 mln złotych. I za jednym zamachem uratowała sezon pod względem sportowym oraz otworzyła drogę do kolejnego zarobkowania – w eliminacjach europejskich pucharów. Szkoda zatem, że nikt nie wpadł na pomysł, aby jedną z sankcji było wykluczenie Pasów z kolejnej edycji Pucharu Polski. Bo to byłaby kara rzeczywiście dotkliwa, odbierająca najkrótszą drogę do fruktów wypłacanych przez UEFA. I stanowiąca formę zadośćuczynienia dla zespołów z niższych lig, w tym pierwszej, w której doszło do korupcyjnych przestępstw Cracovii. A gdyby do tego dołożyć przepadek środków z transzy telewizyjnej wypłacanej za osiągnięty wynik sportowy w kolejnym sezonie (w tym roku Cracovia wzbogaciła się o 3,06 mln za 7. pozycję w lidze + 3,15 mln dla pucharowicza) z przeznaczeniem do podziału dla pozostałych klubów ESA (także jako forma zadośćuczynienia), to kolejni amatorzy kwaśnych jabłek zastanowiliby się po trzykroć, czy warto ryzykować zboczeniem na korupcyjny szlak na skróty.

Niestety – mleko już się rozlało, i w przestrzeni publicznej zostanie tylko akces profesora Filipiaka do konkursu na bzdurę roku. Ewentualnie milczenie prezesa Bońka i PR-ów PZPN, które daje do myślenia…

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close