Szacunek dla dwóch takich, co za sobą nie przepadają

LEWY I BŁASZCZYKOWSKI KONTRA ZARAZA

Czas pandemii koronawirusa wywraca – a w zasadzie to już wywrócił – nie tylko sport i niemal wszystkie inne sektory gospodarki, ale w ogóle nasze życie. Wyjątkowo podkreśla też jednak piękne gesty. Takie, na jakie zdobyli się Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski. Dwaj ostatni kapitanowie piłkarskiej reprezentacji Polski niezależnie od siebie znacząco poszerzyli front walki z zarazą. Pierwszy przekazał 400 tysięcy złotych za pośrednictwem swej fundacji Ludzki Gest. Drugi – wraz żoną Anną – aż milion euro z przeznaczeniem dla wszystkich polskich szpitali zakaźnych, na które spadła największa odpowiedzialność w niesieniu pomocy zarażonym.

To nie tylko dla budżetów statystycznego Kowalskiego i Nowaka olbrzymie kwoty, więc wyliczanie jaki to procent obecnych poborów obu ponad 100-krotnych reprezentantów kraju jest zwyczajnie niesmaczne. Chyba tylko ludzie mocno emocjonalnie ograniczeni i zupełnie pozbawieni empatii mogli w ogóle wpaść na pomysł sporządzania takich rachunków. Dla wszystkich rozumujących zdroworozsądkowo – czyli dla znakomitej większości – to dowód wielkiego serducha, ogromnej wrażliwości i przejaw społecznej solidarności. Zwłaszcza że bogatszych zagranicznych sportowców nie stać było na podobne gesty zanim zdobyli się na nie – niezależnie od siebie – Kuba oraz Robert.

Mniejsza nawet o to, czy w czasach zarazy Cristiano Ronaldo i Leo Messii powinni brać przykład z Błaszczykowskiego i Lewandowskiego, bo tak naprawdę każdy ma prawo samodzielnie decydować w jaki sposób – i na co – wydawać własne pieniądze. Liczy się tylko fakt, że Kuba i Robert nie potrzebowali inspiracji od innych, tylko poszli za głosem serca i bardzo szybko wsparli zmagających się z chorobą rodaków. Nikt oczywiście nie jest w stanie określić, na jakim etapie walki z epidemią znajdujemy się aktualnie w Polsce, ale też nikt nie ma wątpliwości, że środki przekazane przez obu piłkarzy przydadzą się naszej służbie zdrowia. I to bardzo.

Kuba i Robert, zanim doszli do sławy, sportowych sukcesów oraz dużych pieniędzy nie mieli wcale łatwo. W dzieciństwie życie ich nie rozpieszczało; Błaszczykowski wychowywał się przecież bez obojga rodziców, zaś Lewandowski bardzo szybko musiał zacząć radzić sobie bez ojca. I zapewne traumatyczne przeżycia z tamtego okresu także mają wpływ na obecne postawy obydwu naszych słynnych piłkarzy. Wszystko co mają, zawdzięczają wyłącznie sobie, do wszystkiego doszli dzięki ciężkiej pracy. Są znakomitymi sportowcami, ale wyrośli też na dojrzałych, świadomych i – nie bójmy się dużych słów – świetnych ludzi. Od dawna są bohaterami masowej wyobraźni w Polsce, zaś w ostatnich dniach postarali się o to, żeby dzieciaki przez jeszcze długi czas nie musiały rozglądać się za zagranicznymi idolami.

Błaszczykowski jest już u schyłku sportowej kariery, ale każdemu zawodnikowi można życzyć tak godnego schodzenia z boiska. Kuba wciąż jest ligową gwiazdą i – jeśli jest zdrowy – ma zapewnione miejsce w szerokiej meczowej kadrze reprezentacji Polski. Jako czynny piłkarz wziął się jednak, i to z powodzeniem, za ratowanie krakowskiej Wisły, której wiele zawdzięcza. A ostatnio tak głośno upomniał się o to, aby nie narażać futbolistów z wszystkich klubów ekstraklasy na zarażenie koronawirusem, że jego apel nie mógł nie zostać wysłuchany przez szefów PZPN i Ekstraklasy SA. W krótkim czasie został zarazem sumieniem, jak i najlepszym ambasadorem krajowego futbolu.

W poniedziałek miałem przyjemność rozmawiać z twórcą polskiej medycyny sportowej, doktorem Januszem Garlickim. Legendarny medyk wskazał na wiele podobieństw między Lewandowskim i Włodzimierzem Lubańskim – kapitanem Orłów Górskiego, gdy sięgali po złote medale olimpijskie. Pod względem talentu, klasy sportowej, umiejętności zarezerwowanych wyłącznie dla największych goleadorów na świecie, ale także jeśli chodzi o wpływ na zespół, inteligencję, takt. I w ogóle szeroko pojętą kulturę osobistą. Tacy ludzie rodzą się pod naszą szerokością geograficzną raz na kilkadziesiąt lat. O ile jednak Włodek był cudownym dzieckiem, a potem kontuzja w brutalny sposób przerwała jego – nieuchronny jak się wydawało – marsz po światowe zaszczyty, o tyle Robert bardzo długo musiał się przebijać, zanim znalazł się na międzynarodowym topie. A kiedy już tam dotarł – urządził się jak u siebie. I zachwyca nie tylko łatwością, z jaką strzela bramki, lecz i umiejętnością dzielenia się z innymi majątkiem, na który zapracował w Dortmundzie i Monachium.

Co ciekawe, Błaszczykowski i Lewandowski nigdy za sobą nie przepadali. Mimo kliku naprawdę owocnych lat wspólnych występów w Borussii i napędzania wespół gry reprezentacji Polski nigdy się nie zaprzyjaźnili. A kiedy selekcjoner Adam Nawałka odebrał kapitańską opaskę Kubie i przekazał Robertowi, wiadomym się stało, że to już nigdy nie nastąpi. Być może na przeszkodzie stanął także fakt, że choć tak bardzo różni – nawet jeśli chodzi o boiskowe specjalizacje – są w wielu aspektach tak do siebie podobni? Niezwykle ambitni, ponadprzeciętnie pracowici, wyjątkowo utalentowani, a jednocześnie (choć w różnym stopniu) doświadczeni przez los. I jednakowo odpowiedzialni, bo mimo że mieli osobne stronnictwa w drużynie narodowej, wspólnie ciągnęli reprezentacyjny wózek w minionych latach. I dociągnęli aż do ćwierćfinału Euro 2016. A teraz niemal jednocześnie, choć od siebie niezależnie, stanęli na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem.

Panowie – szacunek! Jestem dumny, że dane mi było Was poznać.

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close