Jako prezes Boniek zapisał się właśnie w historii

Kiedy skończy się era znakomitego żonglera?

27 marca 2020 roku to bardzo ważna data w dobiegającej końca prezesurze Zbigniewa Bońka w PZPN. Będzie – zapewne – wspominana przez futbolowych historyków zaraz po 26 października 2013, kiedy to Zibi oficjalnie nominował na selekcjonera reprezentacji Adama Nawałkę. Bo wielomilionowa pomoc związku dla klubów to gest wyjątkowej solidarności w niezmiernie trudnych czasach naznaczonych walką z pandemią koronawirusa. I jej skutkami.

Z kasy związku do klubów z czterech klas rozgrywkowych trafią w sumie ponad 63 miliony dodatkowego wsparcia. To kwota gigantyczna, dzięki której Boniek ma szansę zapisać się w historii polskiej piłki – i zapewne zapisze się – nie tylko jako prezes, któremu zarzuca się, iż nie zadbał należycie o szkolenie w sytuacji, kiedy cały cywilizowany świat postawił właśnie na edukację – szkoleniowców i młodzieży. Ale również jako ten, który dzięki bardzo rozsądnie prowadzonej polityce finansowej federacji był w krytycznym momencie w stanie wspomóc kluby. I być może dzięki temu część nich uchronić przed bankructwem. Zdziwienie w całej tej – w sumie – doniosłej sytuacji może wzbudzać jedynie fakt, że tym razem PR-owi doradcy Bońka nie zdołali jej maksymalnie zdyskontować.

Zamiast bowiem wyłącznie bić brawo, na co tym razem Boniek z pewnością zasłużył, kibice zaczęli dyskutować także, z jakiego powodu w oficjalnym komunikacie PZPN pojawiła się suma 116 milionów? Zatem powiększona o dofinansowanie, do którego związek zobowiązał się długo przed wybuchem pandemii. Ktoś ewidentnie nie przemyślał strategii informacyjnej. Dlatego – mimo wysiłków dziennikarzy i mediów tradycyjnie przychylnych Zibiemu – wybrzmiało także pytanie, z jakiego powodu pakiet pomocowy nie objął akademii szkolących dzieci? Niezwykle ważne, gdyż klubom z najwyższych klas trudno będzie obyć się bez działalności tej solidnej w ostatnich latach (młodzieżowej) podstawy piłkarskiej piramidy w naszym kraju. A także drugie, również istotne – dlaczego związkowy pakiet będzie można skonsumować dopiero w przyszłym sezonie?

Boniek nie miał takiej możliwości – i nie zyska jej żaden prezes naszej federacji w najbliższych latach – jak Michał Listkiewicz, który wywalczył dla Polski finały Euro 2012 (zresztą wówczas obecny szef PZPN stawiał na wyraźne zwycięstwo kandydatury włoskiej nie zaś polsko-ukraińskiej). Bo prawa do organizacji tak wielkiej imprezy kraj może mieć przyznane raz na kilka dekad. I to co najwyżej. Boniek nadrabiał młodzieżowym Euro i finałami młodzieżowego mundialu, ale to imprezy dla koneserów. A zatem z mocno ograniczonym zasięgiem i w ogóle nieporównywalne do turnieju seniorskiego. Zaś finały Ligi Europy to – mimo wszystko – eventy innej kategorii. Dlatego tak istotne było wskazanie właściwego człowieka na selekcjonera. Przecież w największej mierze dzięki wynikom drużyny Nawałki – dwóm awansom na wielkie turnieje i ćwierćfinałowi osiągniętemu w Euro 2016 (a także zapewnieniu wysokiego rozstawienia przed eliminacjami Euro 2020) – udało się poprawić – i to w znacznej skali – postrzeganie PZPN. I dzięki temu podpisać lukratywne kontrakty ze sponsorami, od których kasa popłynęła do związku szerokim strumieniem. I było z czego podzielić się w miniony piątek z klubami.

Zresztą, ile dobra i skuteczna gra biało-czerwonych była warta dla wizerunku związku i uznawanego za świetny działu PR w PZPN przekonaliśmy się po zawodzie, jaki biało-czerwoni sprawili w finałach MŚ w Rosji. Gdy nagle – praktycznie z dnia na dzień – Boniek przestał być postrzegany jako zbawiciel polskiego futbolu, a grono krytycznie spoglądających na jego rządy – wcześniej do policzenia na palcach jednej ręki – zauważalnie się poszerzyło. W realu i na Twitterze, po którym prezes PZPN porusza się niczym wytrawny lew salonowy. Tyle że wcześniej, im Zibi bardziej udzielał się na TT, tym z większym prawdopodobieństwem można było zakładać, iż przebywa poza Polską. Teraz jest na miejscu, ale na wspomnianym kanale zrobił się wręcz nadaktywny. I to w sposób cokolwiek zastanawiający. Kiedy zaczęły się ograniczenia w naszym życiu związane z walką/profilaktyką z COVID-19, zaczął na przykład nauczać, jak należy… piec babeczki z nutellą. A jakby tego było mało, dodawał kręcone w siedzibie PZPN filmiki, w których rzucał publiczności wyzwania, dotyczące konkursów żonglerki. Owszem, sprawność Bońka i umiejętności kapkowania wciąż robią duże wrażenie. Pytanie tylko czy właśnie tego – a zatem roli KO-wca – oczekuje się teraz od prezesa PZPN? I czemu kulinarne oraz sportowe popisy mają służyć?

Władza zużywa człowieka i jego wizerunek, to naturalna tendencja. O ile jednak przez początkowe prawie 6 lat kadencji wydawało się, iż Boniek uchroni się przed tym negatywnym trendem, o tyle po powrocie z Rosji dogonił i jego. Na dodatek przez lata spędzone w PZPN Zibi nie nabrał odporności na krytykę. Co także bywa wewnętrznie wyniszczające. Zwłaszcza gdy na każdy jej przejaw reaguje się alergicznie. Zaś dziennikarzy wypowiadających się niezgodnie z linią piłkarskiej władzy atakuje się (werbalnie) nawet publicznie… A mimo to – jak żartobliwie stwierdził jeden z naszych wspólnych znajomych – Zibi znacznie bardziej wydaje się być przyzwyczajony do władzy w PZPN niż nawet do… seksu.

Ustępujący (za chwilę?) prezes długo zresztą przymierzał się – uchylając nawet furtkę w statucie związku – żeby pozostać na trzecią kadencję w PZPN. Co jednak okazało się niemożliwe do przeforsowania, gdyż obowiązujące w Polsce prawo wciąż na to nie zezwala. Teraz jednak pojawiła się szansa, żeby chociaż przedłużyć tę drugą; wygasającą pod koniec października bieżącego roku. Sytuacja w kraju, Europie i na świecie jest przecież nadzwyczajna. Już niezwykle trudna, a będzie jeszcze cięższa. Zaś silny i pozytywnie odbierany prezes to skarb w takich czasach. Zwłaszcza że ten żongler co się zowie ma dodatkowy i niezaprzeczalny atut, jakim są wysokie stany – trzeba oddać, że nagromadzone dzięki jego osobistemu uporowi – na kontach związku. W kuluarach już pojawiła się pogłoska (a może to próbny balon?), że – skoro miał odejść po Euro 2020, a mistrzostwa kontynentu zostały przesunięte – może najlepiej byłoby dla wszystkich, gdyby kadencja Bońka wygasła po Euro 2021?

Pytanie czy naprawdę dla wszystkich, jest rzecz jasna mocno kontrowersyjne. Co w żaden sposób nie zmieni jednak faktu, że Boniek w miniony piątek zapisał się dużymi literami w naszej piłkarskiej historii. Jako prezes. A że związkowi PR-owcy nie wycisnęli z tego maksa? Cóż – to jeszcze można naprawić. Kasa PZPN jest przecież na tyle zasobna, że udźwignęłaby wydatek kilku dodatkowych milionów. Z przeznaczeniem na pomoc nieuwzględnionym w ogłoszonej w piątek tarczy solidarnościowej akademiom. W formie twardych dotacji, lub choćby tylko na pożyczki. Na przykład bezprocentowe, i/lub w jakiejś części bezzwrotne (po spełnieniu określonych warunków) – dla takich młodzieżowych podmiotów.

To kwestia do przemyślenia dla doradców Zibiego – czy, naturalnie nie tylko ze względów wizerunkowych, warto byłoby wrócić do tego tematu. I dopracować na 100 procent, czyli w najdrobniejszych detalach. A przy okazji naprawić nieco krajobraz szkółek po przeprowadzonej bez należytej staranności certyfikacji. Pomysł ode mnie – oczywiście gratis…

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.