Warciarze to nie farciarze, wielkie gratulacje także dla Rakowa

Superliga upadła, problem pozostał. Kto skorzysta na wyborze Bońka?

Ile warta jest Warta pokazuje ligowa tabela, w której poznańska ekipa jest czwarta. A ile warta jest cała nasza ekstraklapa – pokazuje wysoka pozycja Warty. Zespół zbudowany za 10 milionów złotych, jak podaje w ligowym skarbie „Przegląd Sportowy” (maksymalnie za 12, jak chcą moje źródła). Czyli za 11-krotnie mniejszą kasę niż Legia Warszawa, blisko 8-krotnie mniejszą niż lokalny rywal z Bułgarskiej, i co najmniej 2-krotnie mniejszą niż Wisła Płock. Zresztą pieniądze wiadomo – w piłkę nie grają. Grają zawodnicy, a warciarze – z uwagi na występ w barażach – skończyli poprzedni sezon dwa tygodnie później niż rywale z najwyższej klasy. I tydzień po beniaminkach z Mielca i Bielska-Białej. Na najkrótsze urlopy nałożyła się największa liczba rozegranych meczów, do 34 w I lidze doszły przecież dodatkowe starcia z Bruk-Betem z Niecieczy i Radomiakiem. Zatem na logikę, poznaniacy powinni być głównymi dostarczycielami punktów. Zwłaszcza że również mecze teoretycznie u siebie – rozgrywali na wyjeździe, w Grodzisku Wielkopolskim…

Krótka Piłka Adam Godlewski

Tyle że analizowanie zdarzeń w PKO BP Ekstraklasie przy pomocy racjonalnych narzędzi mija się z celem. Prawda jest bowiem taka, że gdyby logika miała w niej zastosowanie, Warta powinna zlecieć z hukiem. Tymczasem drużyna Piotra Tworka napisała jedną z najbardziej romantycznych historii w ostatnich latach. Biedna niczym mysz kościelna, tułająca się po wypożyczonym stadionie, jest najbardziej bezkompromisowa w całej ligowej stawce. Zanotowała tylko trzy remisy, ale aż 12 razy potrafiła wygrać! A kiedy już zwyciężała, czyniła to skuteczną defensywą. Pod względem straconych goli poznaniacy (z Grodziska) ustępują jedynie tercetowi, który zapewnił już sobie miejsca na podium. Jeśli pod uwagę wziąć liczbę wygranych także zresztą tylko Legia, Pogoń i Raków są na tym etapie lepsze od największej rewelacji sezonu. Zbyt słaby już – podobno – na Lecha Łukasz Trałka okazał się liderem z prawdziwego zdarzenia. I powinien być największych wyrzutem sumienia dla wszystkich w Kolejorzu, skąd zasłużony zawodnik odszedł przedwcześnie.

OK., Mateusz Kuzimski, Mateusz Kupczak, Jan Grzesik i Makana Baku to także wielcy wygrani zbliżającego się do mety sezonu, ale Trałka, który 11 maja skończy 37 lat, jest z pewnością największym. Jego doświadczenie i charyzma przełożyły się na nieopierzony zespół i pozwoliły trenerowi Tworkowi – który jeszcze nie tak dawno zdobywał szkoleniowe szlify asystując Maciejowi Bartoszkowi – zbudować jakość. Pytanie, czy tę jakość z kończących się rozgrywek uda się przełożyć na powtarzalność w kolejnym sezonie jest oczywiście zasadne, ale dziś z pewnością nikt w Warcie nie zawraca sobie tym głowy. Dziś ten kopciuszek ma szansę na wywalczenie miejsca w europejskich pucharach i z pewnością tylko to teraz się liczy. Przecież to szansa z gatunku „raz na milion lat”, zatem poznaniacy zapewne będą bawić się w najlepsze do ostatniej kolejki. Faworytem nie są, kalendarz także im nie sprzyja, ale – do odważnych świat należy! Na ostatniej prostej będę ściskał kciuki za warciarzy. Bo zasłużyli!

Na jeszcze większe brawa w tej groteskowej i alogicznej lidze zasłużył Raków. Ubiegłoroczny beniaminek także przecież nie miał możliwości – aż do minionej kolejki – grać na własnym boisku, ale to nie przeszkodziło zespołowi spod Jasnej Góry awansować do finału Pucharu Polski i na ekstraklasowe podium. Dziś śmiało można już mówić, że na polskiej scenie futbolowej klub finansowany przez Michała Świerczewskiego jest zjawiskiem. Budowany jest bowiem w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem i na zdrowych podstawach. Przy udziale trenera, którego dziś zazdrości – a przynajmniej powinna – częstochowianom cała Polska. Marek Papszun, historyk z wykształcenia, szkoleniowiec z pasji, fan marszałka Józefa Piłsudskiego z wyboru, przyszedł z gotowym pomysłem na zespół. Miał ideę, którą nieustannie udoskonala wymieniając piłkarzy na coraz lepszych. Kiedy na koniec poprzedniego okienka transferowego Raków odpuścił Felicio Browna Forbesa, można było mieć wątpliwości, czy to słuszny ruch. A jednak nawet ten pomysł personalny specjalisty od II Rzeczypospolitej obronił się!

Oczywiście, choć naukowa specjalizacja Papszuna w okresie międzywojennym jest faktem, ale aktualnie ten szkoleniowiec to przede wszystkim fachowiec od gry w ustawieniu z trzema stoperami. I mag od stałych fragmentów. A także uzdrowiciel piłkarskich talentów biorących rozmaite zakręty. O uzdolnieniach Marcina Cebuli mówiło się przecież długo – i namiętnie – odkąd pojawił się w okolicach pierwszego zespołu Korony. W Kielcach nigdy jednak nie grał tak dobrze jak wiosną w Rakowie. I to nie tylko z uwagi na fakt, że w Świętokrzyskiem miał gorszych partnerów. Pod okiem Papszuna bowiem ewidentnie rozwinął się, dojrzał, wskoczył na wyższy pułap. Wreszcie strzela, asystuje i rozgrywa na miarę potencjału. I w ciemno można zakładać, że do apogeum jeszcze sporo brakuje. A to z kolei dobrze wróży choćby Mateuszowi Wdowiakowi, który zmagał się z Klubem Kokosa w Cracovii, przez co bezpowrotnie stracił część obecnego sezonu. I oczywiście pozostałym nabytkom kluby spod Jasnej Góry.

Uprawniona jest teza, że Raków prowadzi obecnie najbardziej racjonalną politykę kadrową w PKO BP Ekstraklasie. Inwestuje w zagraniczne poszukiwania, ale z dużym wyczuciem umie sprowadzać także zawodników zweryfikowanych już w naszych nieprzewidywalnych realiach. Dlatego niedzielny wpis właściciela Rakowa, który na Twitterze był uprzejmy zauważyć: „Stało się! Kopciuszek wchodzi na salony. Przeciętny polski klub, z przeciętnego polskiego miasta, będzie reprezentował Polskę w pucharach. Co prawda w podartej sukni, zrobimy jednak wszystko, aby na parkiecie nie przynieść wstydu. Ściskajcie proszę kciuki”, odbieram jako zwykłą i chyba niepotrzebną kokieterię. Przecież Świerczewski z przytupem wprowadził klub, który finansuje do ścisłej krajowej czołówki. A że za sukcesami sportowymi nie nadążyli częstochowscy samorządowcy i stadion nadal przypomina relikt słusznie minionej epoki – nie jest winą nikogo z Rakowa. Gość z takim pomysłem na futbol mógł pewnie robić dużą krajową piłkę gdziekolwiek na Górnym Śląsku, wybrał jednak lokalny patriotyzm. I to prezydent wraz z radnymi powinni odpowiednio uszanować.

Czy Raków zakwalifikuje się do Europa Conference League – za co będę oczywiście ściskał kciuki mocno i szczerze, gdyż taki krok jest niezbędny do dalszego rozwoju klubu – dopiero się przekonamy. Nie poznamy natomiast smaku Super League, która rozpadła się znacznie szybciej niż powstała. Zastanawia, a nawet zatrważa, w jaki sposób wielcy – ba, najwięksi – w europejskim futbolu mogli odwalić taką fuszerkę. Florentino Perez i Andrea Agnelli naprawdę się, k…, skompromitowali wychodząc w przestrzeń publiczną z tak bardzo nieprzygotowanym projektem. I zbrukali ideę, która była warta realizacji. Nikt bowiem nie powinien mieć złudzeń, że nowa formuła Ligi Mistrzów będzie lepszym rozwiązaniem dla europejskiego futbolu. Jej kształt jest potworkiem, a kasa i tak trafiać będzie przede wszystkim do najbogatszych. Natomiast emocje w pierwszej fazie – będą raczej letnie. Słowem: Superliga upadła, ale problem pozostał. Projekt Pereza i Agnelliego upadł, ale pomysł nie został zabity. Zatem pytanie nie brzmi: czy temat powróci, tylko kiedy?

A skoro już o UEFA mowa, to gratulacje należą się Zbigniewowi Bońkowi, który nieoczekiwanie – zdaje się, że również dla niego – został wiceprezydentem tej organizacji. To niewątpliwy osobisty sukces prezesa PZPN, który awansował w europejskich strukturach tak wysoko, jak nie udało się żadnemu z poprzedników. Dobrze byłoby jednak, gdyby Zibi nie poprzestał na indywidualnym wyróżnieniu, ale potrafił znaleźć przełożenie swej uprzywilejowanej pozycji na cały polski futbol. Początki Bońka na eksponowanym stanowisku średnio na to wskazują. Na myśli mam oczywiście odległości, jakie będzie po korektach miała do pokonania w trakcie Euro nasza reprezentacja – od Sewilli po Sankt Petersburg. Prawie 9 tysięcy do przemierzenia tylko w fazie grupowej to wielkie logistyczne wyzwanie dla szefów naszego związku i selekcjonera. Jak w tak niekorzystnym układzie zapewnić zawodnikom właściwą regenerację? Przed MŚ w Rosji ekipa Bońka nie poradziła sobie z podobnym testem, bodaj jako jedynie nasi piłkarze zamieszkali w innej strefie klimatycznej niż potem rozgrywali mecze.

Na dobrą sprawę więc jeszcze przed turniejem trzy lata temu pokpili sprawę awansu z grupy na mundialu. Oby zatem ktoś rozsądny w PZPN potrafił wyciągnąć właściwe wnioski z tamtej wpadki. Oby…

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Obecnie redaktor naczelny Sportowy24, Polska Press. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close