Piast to firma, a Waldek znów jest Kingiem… własnego podwórka

CBA znów w PZPN. Przygląda się tylko sponsorskim kontraktom?

Gdyby ktoś dziś zapytał, kto jest drugą obok Legii największą siłą w PKO Ekstraklasie, bez wahania wskazałbym Piast. I to nie tylko dlatego, że w tabeli obejmującej rok 2021 gliwiczanie plasują się na drugiej pozycji i w omawianym okresie punktują z identyczną regularnością (13 oczek w 6 spotkaniach), co lider tabeli. Czyli lepiej od wszystkich pozostałych konkurentów. Ba, nawet fakt, że drużyna trenera Fornalika wyeliminowała zespół z Łazienkowskiej w ćwierćfinale Pucharu Polski nie wyczerpuje argumentacji. Bo najbardziej istotne jest to, że ekipa Waldka Kinga – która minionej jesieni przechodziła największy kryzys od wiosny 2018 roku, gdy do ostatniej kolejki broniła się przed spadkiem – jest powtarzalna. A na dodatek ma fart; zupełnie jakby los oddawał teraz to, co konsekwentnie zabierał (mimo momentami dobrej gry) w pierwszej części sezonu. Tymczasem, jak mawiał nieodżałowany Kazimierz Górski, jeśli szczęście się powtarza, to już nie jest szczęście…

Piast Gliwice - felieton

O ile jesienią można było mówić, że Piast dotknął Probierzowy pucharowy pocałunek śmierci, o tyle wdrożony przez byłego selekcjonera program naprawczy daje obecnie zaskakująco pozytywne rezultaty. OK., trudno o zachwyty nad stylem zespołu z Gliwic, który jest toporny; i to mocno. A nawet więcej – drużyna z Okrzei gra wręcz NRD-owską piłkę. Pozbawioną błysku (nie licząc bezczelnych epizodów Jakuba Świerczoka i Tiago Alvesa), ale do bólu solidną i ostatnio skuteczną. Jak powszechnie wiadomo, ta solidność oraz powtarzalność to recepta wystarczająca na naszą mizerną ligę. Zwłaszcza że suma indywidualnych umiejętności – jak zwykł mawiać Andrzej Strejlau – zawodników ściągniętych przez Fornalika jest (pod naszą szerokością) wysoka. Jakub Czerwiński odbił się od Legii, ale w Piaście daje radę. Podobnie jak Tomasz Jodłowiec, a przecież Waldek jest na dobrej drodze do odbudowania Patryka Lipskiego. To zresztą potrafi jak chyba nikt inny.

To znaczy – przepraszam z wyrażenie, ale trudno mi znaleźć bardziej adekwatne porównanie – wziąć towar odrzucony gdzie indziej, jako lekko już wybrakowany, i przy Okrzei poddać renowacji. W taki sposób, aby szlifowani powtórnie zawodnicy znów byli uważani za pierwszy sort. Oczywiście, krajowa jakość także kosztuje, gracze pokroju wyżej wspomnianych (a wcześniej choćby Piotr Parzyszek) kosztują miesięcznie 50-60 tysięcy złotych, ale… To przecież nie wina piłkarzy, że płace w naszej ekstraklapie są przeszacowane. I to grubo. Zresztą Fornalik, niczym Jose Mourinho przewodził (przed sprowadzeniem Świerczoka) stawce najlepiej opłacanych pracowników klubu z pensją – wedle moich źródeł – 80 tysięcy. Brutto. Plus oczywiście premie. W każdym razie efekt wszystkich wspomnianych zabiegów, łącznie z finansowymi, jest taki, że gliwiczanie – niedawny mistrz kraju, zdobywca trzeciej lokaty w poprzednich rozgrywkach i główny (w moim odczuciu) faworyt obecnej edycji Pucharu Polski – zaczął wygrywać ławką. Kadra jest szeroka i wyrównana. Przede wszystkim jednak – świetnie przygotowana motorycznie i siłowo.

Zimą usłyszałem pod kierunkiem Fornalika zarzut, że zatrzymał się – pod względem warsztatu – na przełomie wieków. I tak naprawdę robi dokładnie to samo, co niegdyś Orest Lenczyk z doktorem Jerzym Wielkoszyńskim. Z tego właśnie powodu WF miał wypaść zrobionego na wewnętrzny użytek Śląska rankingu szkoleniowców, który wrocławianie prowadzą pod kątem potencjalnego angażu w swoim klubie. Metody Waldka zwanego Kingiem mają bowiem nie różnić się, w każdym razie znacząco, od tych którym hołduje Vlatizsal Lavicka. Tymczasem Piast (w tegorocznej części sezonu zdobył 8 punktów więcej od Śląska) traci zaledwie oczko do rywala rozgrywającego swe mecze na Maślicach. I już tylko trzy do 4. miejsca w tabeli! Jeśli miałbym być szczery, to byłbym bardzo zdziwiony, gdyby gliwiczanie nie uplasowali się w ścisłej czołówce (i nie uzupełnili kwartetu pucharowiczów). Nawet jeśli ich szkoleniowiec pracuje nieco archaicznie, to jest to na tyle solidna robota, że pod naszą szerokością trudno wskazać lepszą.

Zresztą Fornalik – mimo wszystko – zmienił się od selekcjonerskich czasów. O ile prowadząc kadrę sprawiał wrażenie wiecznie podenerwowanego i był spięty jak paragraf – a bywało, że porażkę nosił wymalowaną na twarzy – o tyle od początku roku 2021 po tamtej minie Waldka zostało tylko nie najlepsze wspomnienie. Teraz znacznie częściej się uśmiecha, i ma ku temu powody. Zbudował przecież najbardziej stabilny zespół na Górnym Śląsku. Taki, którego nawet kryzys o natężeniu z minionej jesieni nie powinien pozbawić miejsca w krajowej czołówce. Dzisiejszy Piast to jest firma – i basta! Szkoda jedynie, że Waldek jest Kingiem wyłącznie własnego podwórka. Nawet jeśli w Gliwicach nie mają nawet europejskich ambicji, ale to więcej niż oczywiste, że tort z UEFA jest nie do pogardzenia (zwłaszcza że miasto nie ma już podobno ochoty dotować klubu). Zatem warto, aby najlepszy trener w historii zespołu z Okrzei pochylił się nad odświeżeniem warsztatu; nieprzypadkowo przecież europejskie puchary dotąd dostarczały jedynie frustracji…

***

Zbigniew Boniek powołał kadrę na marcowe meczu eliminacji mistrzostw świata. O, pardon – to przecież Paulo Sousa ogłosił szeroki skład reprezentacji Polski na trzy najbliższe spotkania! Choć nie sposób oprzeć się refleksji, iż Portugalczyk miał za mało czasu, żeby w sposób aż tak racjonalny wybrać zawodników. To znaczy z jednej strony będzie miał kim zagrać – nawet w ustawieniu z trzema stoperami, czy dwoma napastnikami, a odpowiednich ludzi nie zabraknie także wówczas, gdyby zdecydował się na wariant 1-3-4-3 wyłącznie ze środkowymi pomocnikami w drugiej linii. Z drugiej natomiast pojawiło się tylu młodych debiutantów (i graczy pomijanych przez poprzednika), że… naprawdę trudno przyczepić się do personaliów! Jeśli nawet komuś brakuje Pawła Wszołka z Legii czy Świerczoka z Piasta, to nazwiska na pozycje tych niepowołanych ligowców po prostu się bronią. W zasadzie to kibicom pozostaje jedynie ściskać kciuki, żeby PR nie wygrał ze stroną sportową, ponieważ ta po ogłoszeniu składu rysuje się całkiem optymistycznie…

Wypada jeszcze – oczywiście – życzyć wszystkim fanom biało-czerwonych, żeby pan Zibi nie miał zbyt dużego wpływu na taktykę. O ile w selekcji wręcz musiał bowiem wesprzeć faworyta mianowanego na wariackich papierach, gdyż Sousa naprawdę nie miał czasu, aby skrupulatnie przyjrzeć się wszystkim kandydatom do reprezentacji, o tyle nie wolno zapominać, że szkoleniowcem Boniek był zupełnie nieudanym. Dlatego od strategii i wyborów do wyjściowej jedenastki powinien trzymać się już jak najdalej. Po ostatnich wydarzeniach – w miniony piątek ponownie CBA zapukało do PZPN i do rozmaitych przyległości (w sile ponad 50 funkcjonariuszy) – powinien po prostu skoncentrować się na zupełnie innych aspektach działalności w federacji. Jeśli zresztą potwierdzi się, co mają podejrzewać śledczy, że Jakub Tabisz – członek zarządu związku – mógł niezasadnie otrzymać prowizję za odnawiany kontrakt (bodaj z Ustronianką; pod lupą znalazła się podobno łączna kwota z… sześcioma zerami), to problem może okazać się naprawdę duży.

Badane są także – jak podaje dziennikarz śledczy Piotr Nisztor – rekordowo wysokie umowy sponsorskie z Lotosem. A podobno, jak słyszę z innego źródła, również selekcjonerski kontrakt… Jerzego Brzęczka. Jakie będę efekty kontroli, oczywiście dopiero się przekonamy. I dziś nie sposób przesądzać, czy efektem pokontrolnych wniosków CBA mogą być zarzuty (i dla kogo). Skoro jednak badany jest sposób wydatkowania pieniędzy przez PZPN, to na koniec dnia może to rzutować na przykład na starania Bońka o tytuł prezesa honorowego. Choć w moim odczuciu ktoś, kto zlekceważył obchody 100-lecia urodzin Kazimierza Górskiego, nie ma – moralnego – prawa ubiegać się o taki zaszczyt. O uroczystościach nie zapomniał prezydent RP, osobiście uświetnili je wicepremier i minister sportu, najwyższe władze PKOl. i Mazowsza. Zabrakło tylko przedstawiciela jednej – wydawałoby się – (po)ważnej instytucji. Mianowicie – PZPN. Związek dzień później zorganizował w Białej Podlaskiej ceremonię nadania (ogłoszonego 15 lutego) Szkole Trenerów imienia Górskiego. Pod przewodnictwem wiceprezesa Marka Koźmińskiego, nie zaś prezesa ZB…

A pomyśleć, że to trener Górski jako pierwszy powołał piłkarza Bońka do reprezentacji…. I na tym zakończę, gdyż ostatnio (nieco)zbyt wiele miejsca poświęciłem ustępującemu, w dziwacznym i conajmniej nie najlepszym stylu, prezesowi największego związku sportowego w Polsce.

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Obecnie redaktor naczelny Sportowy24, Polska Press. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close