Panie Lewandowski, szlachectwo zobowiązuje. Nie tylko w Leverkusen!

Monachium to stolica polskiego futbolu. Także dzięki
Kucharskiemu

Robert Lewandowski to ktoś, kto przenosi polskich kibiców do innego wymiaru. Został wybrany, w pełni zasłużenie – bez żadnego naciągania – najlepszym piłkarzem świata. W plebiscycie FIFA, w którym wpływ na kształt rankingu mają selekcjonerzy, kapitanowie reprezentacji, dziennikarze i kibice. Zatem grono elektorów można uznać za w pełni reprezentatywne. Warto też zauważyć, że napastnik Bayernu zaszczytu dostąpił w kosmicznej erze Cristiano Ronaldo i Leo Messiego, którzy zresztą podczas ceremonii przeprowadzonej w zdalnych pandemicznych okolicznościach odegrali rolę elementów dekoracyjnych dla nagradzanego przez prezydenta Gianniego Infantino Polaka. Co jeszcze dodatkowo podkreśliło wagę wyróżnienia. W takiej chwili na usta wręcz cisnęły się słowa legendarnego komentatora, Jana Ciszewskiego, po wywalczeniu notabene w Monachium – w 1972 roku złotego medalu olimpijskiego przez biało-czerwonych. Który krzyknął(by) mniej więcej tak: – I co ja mam teraz państwu powiedzieć, mój Boże… 30 lat na to czekałem, od zawsze czekało na to polskie piłkarstwo!

Robert Lewandowski felieton

Polskie piłkarstwo nie wypromowałoby jednak nawet takiego niewątpliwego fenomenu, jakim jest Robert na szczyt plebiscytu FIFA. Do tego potrzeba było machiny – sportowej i marketingowej – potentata z Bawarii. Dzięki któremu Lewandowski jako jedyny piłkarz z lig zaliczanych do TOP 5 czwarty rok z rzędu zdobytych goli ma 40+. I w mijającym roku wygrał wszystko – Ligę Mistrzów, Superpuchar Europy, Bundesligę, DFB Pokal, Superpuchar Niemiec. Przy okazji zgarniając też trzy tytuły króla strzelców. A później nagrody dla Piłkarza Roku w Niemczech, UEFA i plebiscycie Golden Boy organizowanym przez „Tuttosport”. W 44 spotkaniach wbił 47 bramek, co w zestawieniu z wszystkimi laurami skłania do jedynego słusznego wniosku, że 2020 był rokiem Lewego. W Polsce, Monachium, całym RFN, Champions League i w ogóle w światowej piłce. Przy wszystkich zasłużonych zachwytach trudno jednak pominąć dość oczywisty fakt, że RL9 miał też sporo fartu. Polegającego głównie na tym, iż przez koronawirusa odwołane zostały finały Euro.

Nie ma bowiem sensu oszukiwać się, że gdyby zostały rozegrane mistrzostwa Europy, to wykreowałyby Roberta na jednego z bohaterów i tej imprezy. Bo nie wykreowałyby, czego najlepszym dowodem jest negatywna weryfikacja biało-czerwonych w Lidze Narodów. Po (dwu)meczach z Włochami i Holendrami, w których do zdobycia było 12 punktów, a udało się ugrać 1 (słownie: jeden), kibice – nawet ci najbardziej niepoprawni i rozromantyzowani – postawiliby na prawdopodobieństwo takiego zdarzenia zero złotych, zero euro. Euro, i owszem, wykreowałoby bohaterów, ale zupełnie innych. Czyli dostarczyłoby konkurentów w wyścigu po statuetkę Debeściaka FIFA, (zapewne) znacząco zmniejszając szanse Roberta. Na szczęście – to tylko dywagacje; i to nie wina Lewandowskiego, że turniej się nie odbył. A współczesny sport jest dziedziną, w której bez odrobiny fartu trudno w ogóle myśleć o wspięciu się na absolutny światowy top. Wystarczy zresztą wspomnieć, iż legendarny Kazimierz Górski, zdobywca trzech medali w dużych imprezach – na IO i MŚ – także był szczęściarzem.

Ba, miał nawet wielki fart, nikt jednak nie czynił z tego zarzutu. Przeciwnie, zwłaszcza że nasz Selekcjoner Wszech Czasów potrafił – podobnie jak Robert – szczęściu pomóc. Nawiązanie do Górskiego, w kontekście Lewandowskiego, a nie selekcjonera Jerzego Brzęczka, jest zresztą nieprzypadkowe. Nie sposób bowiem nie zauważyć, że wszystko, co najlepsze w polskim futbolu, jest związane z… Monachium. Złoto IO’72, trzecie miejsce MŚ’74 i nagroda FIFA The Best’20 to najbardziej znaczące w naszej historii piłkarskie trofea. W komplecie związane z rozgrywkami mającymi miejsce w stolicy Bawarii, która nawet bardziej od Bydgoszczy – będącej matecznikiem prezesa Zbigniewa Bońka i największej dziś liczby prominentnych działaczy piłkarskich – zasługuje także na miano stolicy naszego futbolu. A w każdym razie Monachium jest miastem dla nas najszczęśliwszym. W czym niekwestionowana zasługa także… Cezarego Kucharskiego. Bo to były menedżer Lewandowskiego uparł się, żeby odrzucić intratną – i nawet wymarzoną w dzieciństwie przez Roberta – ofertę Realu Madryt.

Tak naprawdę – choć dziś Lewandowski i Kucharski potykają się na rozmaitych sądowych salach rozliczając w porozwodowych okolicznościach okres owocnej współpracy – był to przecież kluczowy moment w karierze RL9. Gdyby nie upór agenta, który zawarł ustną umowę z Bayernem i bronił jej niczym niepodległości, Lewy po zaaplikowaniu im czteropaka w półfinale Ligi Mistrzów, przyjąłby zapewne zaloty Królewskich. Kiedy zresztą, już po zaniechaniu przez Roberta współpracy z CK, spotkałem się z Tomaszem Zawiślakiem, najbliższym już wtedy doradcą zawodnika, temat nadal powracał. W kontekście rozważań o większych możliwościach promocyjno-reklamowych, ale głównie – straconej szansy na realizację marzenia z dzieciństwa. Tymczasem Kucharski nie kierował się sentymentami, tylko chłodną kalkulacją. Wiedział, że w Bayernie Lewandowski dostanie koszulkę z numerem 9 i będzie mógł wybić się na lidera. A potem z uporem maniaka powtarzał, że Monachium to dla naszego napastnika najlepsze miejsce pod słońcem. Nie tylko ze względów finansowych.

I, jak pokazują zdarzenia mijającego roku, nie pomylił się. Lewandowski jest nie tylko najlepiej opłacanym piłkarzem w historii Bundesligi, ale też i takim, który po kilkunastu latach złamał hegemonię piłkarzy z hiszpańskich klubów w plebiscycie FIFA. Co jest istotne z punktu widzenia nie tylko Bayernu – celebrującego wyróżnienie dla Polaka na wszystkie możliwe sposoby – ale i całej Bundesligi. Robert jest żyjącą, i wciąż śrubującą rekordy, legendą zespołu z Monachium i ikoną niemieckich rozgrywek. Słowem cieszy się statusem, na jaki miałby nikłe (albo żadne) szanse wybicia się u boku Cristiano Ronaldo, i mając po sąsiedzku Leo Messiego. Do tego jednak trzeba było mieć wizję Kucharskiego, nawet jeśli teraz w blasku The Best FIFA Men’s Player ogrzewa się Pini Zahavi, którego zasługą jest – co trzeba Izraelczykowi oddać – przekonanie Lewego, że Bayern jest jego ziemią obiecaną. I nie ma sensu się stamtąd ruszać. Za żadne pieniądze, i pod żadnym innym pozorem.

Na koniec jeszcze dygresja z krajowej perspektywy. Oczywiście dla kibiców z pokolenia 50- to bezdyskusyjne, że Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii polskiego futbolu. Najbardziej rozpoznawalnym na świecie, i słusznie kojarzonym z niesamowitymi rekordami. Kiedy jednak o tę kwestię zapytałem urodzonego 91 lat temu profesora Jerzego Talagę, wybitnego znawcę przedmiotu i wychowawcę większości naszych trenerów, odpowiedział w sposób następujący: – Widziałem kilka naprawdę bajecznych zagrań Roberta, ale w mojej ocenie to nie jest taki talent jak Ernest Wilimowski, Diego Maradona, czy Johan Cryuff. Można się zastanawiać, czy to piłkarz pokroju Włodka Lubańskiego lub Kazia Deyny. Tyle że wtedy reprezentacja Polski po medal mistrzostw świata potrafiła sięgnąć nawet po kontuzji Włodka… Co dowodzi nie tylko tego, że Lewandowski wspinając się na szczyt musiał włożyć (jeszcze) więcej pracy niż inni wirtuozi futbolu. Również – że kadra nawet z Robertem w składzie, który nie jest właściwie w niej wykorzystywany, nie gra na miarę możliwości.

To już jednak temat na zupełnie inne opowiadanie, ale… Wina Brzęczka jest bezsporna, tyle że Lewy także powinien zrobić rachunek sumienia. Bo nie jest liderem takim choćby, jakim był Boniek. W kadrze brakuje Robertowi bezczelnej pewności siebie Zibiego, który na przykład w Widzewie potrafił – na boisku – robić korektę do założeń trenera. Jeśli uznał, że nie prowadzą we właściwą stronę… Cóż, Panie RL9 – jesteś FIFA The Best, a szlachectwo zobowiązuje! Nie tylko w starciach, niewątpliwie istotnych i rozgrywanych na świetnym poziomie, z Bayerem Leverkusen, które z przyjemnością – i nieustającym podziwem dla Twego wyczucia – oglądaliśmy w sobotę…

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Obecnie redaktor naczelny Sportowy24, Polska Press. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close