Eliminacje MŚ 2022 – szanse Polaków

Reprezentacja Polski trafiła w kwalifikacjach mistrzostw świata, które rozegrane zostaną w roku 2022 do grupy I, wraz z Anglią, Węgrami, Albanią, Andorą i San Marino. Czyli takiej, w której nie jest faworytem do zwycięstwa. Największe szanse na bezpośredni awans do finałów wszyscy – i słusznie – przyznają ekipie Garetha Southgate’a. Drugie, premiowane awansem do strefy barażowej miejsce nie tylko leży w zasięgu biało-czerwonych, ale drużyna Jerzego Brzęczka ma wręcz obowiązek uplasować się tuż za plecami Brytyjczyków. To jednak nie oznacza, że nasz zespół czeka spacerek. Przeciwnie, po ciężarach, jakie oglądaliśmy jesienią w Lidze Narodów trudno zachować optymizm. A pomijając nawet baty wzięte od Włochów i Holendrów – znacznie niżej od tych zespołów notowana Ukraina również pokazała polskim piłkarzom, jak się powinno grać w piłkę. Fartownie wygraliśmy tę potyczkę, ale być może wyczerpaliśmy wówczas limit szczęścia. Bez którego, przy obecnym braku stylu, trudno będzie snuć marzenia o popisach Roberta Lewandowskiego na mundialu…

Eliminacje MŚ 2022 – kursy bukmacherskie

Zanim opiszemy analizę szans Polaków na wyjście z grupy sprawdźmy, jakie kursy wystawili na to wydarzenie legalni polscy bukmacherzy.

BukmacherAngliaPolskaWęgryAlbaniaAndoraSan Marino
STS1.205.5015.0050.001000.002000.00
Fortuna1.205.0020.0080.003000.005000.00
TOTALbet1.195.2018.0050.00100.00100.00
eWinner1.354.507.5035.00500.001000.00
forBET1.195.2517.7048.00600.00950.00
Totolotek1.155.0020.0050.00320.00320.00
Betclic1.195.2517.7048.00600.00950.00
Kursy bukmacherów na zwycięzcę grupy I (29.12.2020)

Jak widać wszyscy bukmacherzy, którzy wystawili pełną ofertę na zwycięzcę grupy I eliminacji do MŚ 2022, jako wyraźnego faworyta widzą Anglię. Zespołem, który zdaniem buków ma realną szansę na zagrożenie “Synom Albionu” są Biało – Czerwoni. W gronie realnych zagrożeń obraca się także reprezentacja Węgier, ale na kursy na zwycięstwo grupy przez podopiecznych Marco Rossiego są już dosyć wysokie.

W eliminacjach do Mistrzostw Świata nie tylko pierwsze miejsce daje szansę gry na mundialu. Dziesięć najlepszych drużyn z drugich miejsc oraz dwie najlepsze ekipy z Ligii Narodów, które nie zajęły odpowiedniego miejsca w eliminacjach będą brały udział w barażach o pozostałe 3 miejsca. Sprawdźmy więc, jakie bukmacherzy oferują kursy na zajęcie miejsca w top 2

BukmacherAngliaPolskaWęgryAlbaniaAndoraSan Marino
STS1.031.503.007.50200.00250.00
Fortuna1.011.403.0012.00300.00500.00
eWinner1.051.602.357.00250.00500.00
Totolotek1.021.353.306.5065.00100.00
Kursy bukmacherów na zajęcie miejsca w top 2 w grupie I (29.12.2020)

Znalezienie się Anglii w czołowej dwójce jest niemal pewne. Bardzo prawdopodobne jest także zakwalifikowanie się przynajmniej do baraży Polaków. Na ten moment najobszerniejszą ofertę na kwalifikacje do MŚ 2022 ma eWinner. U tego bukmachera oprócz zwycięzcy grupy czy top 2, gracz może również typować dokładną kolejność miejsc, które konkretnie drużyny znajdą się w top 2, liczbę zdobytych punktów Polski ogólnie, oraz liczbę zdobytych punktów naszej reprezantacji w meczach wyjazdowych lub domowych. Kliknij tutaj, aby poznać promocje oferowane przez bukmachera eWinner

Rywale polski w eliminacjach do MŚ 2022

Fakty są następujące: Anglia to aktualnie 4 zespół światowego rankingu. Do finałów Euro 2020 zakwalifikowała się bez wysiłku, gubiąc punkty tylko w jednym meczu – z Czechami w Pradze. W poprzedniej edycji Ligi Narodów drużyna Southgate’a występowała w Final Four, w mundialu w Rosji także awansowała do najlepszej czwórki turnieju. Jesienią w LN przegrała co prawda dwukrotnie, z Belgią i Danią, ale to wyższej półka niż nasza. Węgrzy to 40. drużyna na świecie. Jesienią wygrali grupę w Dywizji B Ligi Narodów, a także dwustopniowy baraż o Euro 2020 (z Bułgarią i Islandią). Albania jest 66. w klasyfikacji FIFA i minione miesiące także miała udane, zwyciężając w grupie w Dywizji C National League. Podobnie jak Madziarzy, Albańczycy – których zabraknie w najbliższych mistrzostwach Europy – byli nieobecni w finałach MŚ w Rosji. Oba zespoły wystąpiły za to przed czterema laty w Euro 2016 we Francji. I to koniec listy poważnych przeciwników w grupie I. 

Dla drużyn Andory (151. na świecie) i San Marino (210.) liczy się jedynie udział w kwalifikacjach. Różnica w umiejętnościach jest tak wielka, że jakakolwiek strata – nie tylko punktu, ale nawet bramki – w rywalizacji z nimi byłaby skazą na reputacji naszego zespołu. Historycznie rzecz ujmując, w sumie 9 razy biało-czerwoni spotykali się z tymi zespołami. Oczywiście wygrali wszystkie mecze (z Andorą był dotąd tylko jeden), bramki 37-1. Nikt nie powinien mieć zatem wątpliwości, że są to przeciwnicy, z którymi Lewandowski powinien uzupełniać ewentualne niedobory w klasyfikacji strzelców. O ile jeszcze będzie zależało mu na śrubowaniu reprezentacyjnego rekordu. Nie można bowiem wykluczyć, iż w starciach z takimi słabeuszami będzie po prostu odpoczywał. Swoją drogą, pierwszego gola w kadrze – drugiego zresztą także – wbił właśnie San Marino; oba w eliminacjach mistrzostwa świata. Wtedy, podczas kadencji Leo Beenhakkera – przegranych z kretesem. Oby zatem ostatnich w karierze trafień w mundialowym cyklu nie zanotował także z tym kopciuszkiem… 

Historia spotkań Polaków z grupowymi rywalami

A skoro już o bilansie historycznym mowa, to z zespołami, z którymi reprezentacja Polski będzie się ścigać o awans, dodatni bilans mamy jedynie z Albanią. W 11 spotkaniach, przegraliśmy tylko raz (przy 7 wygranych), ale miało to miejsce blisko 70 lat temu. Inna sprawa, że w Tiranie nie umiał wygrać – a jedynie zremisował – nawet Kazimierz Górski (w eliminacjach Euro’72). Nowy Górski na nowe czasy, jak określony został przez autorkę biografii Brzęczek, będzie mógł zatem poprawić dorobek Trenera Wszech Czasów z tym rywalem. Ba, będzie musiał, jeśli chce wystąpić chociaż w barażach! Węgrzy byli naszym tradycyjnym przeciwnikiem już przed II wojną światową, i tradycyjnie sprawiali nam lanie również po jej zakończeniu. Z 32 spotkań biało-czerwoni wygrali zaledwie 8 (przegrywając 20, bramki: 39-87). Znacznie lepiej bilans z Madziarami przedstawia się, jeśli pod uwagę weźmiemy tylko potyczki z XXI wieku. W tym okresie z czterech meczów przegraliśmy bowiem zaledwie jeden. Skoro już, na siłę i ku pokrzepieniu, wyodrębniłem współczesne statystyki w starciach z Węgrami (konkretnie: 2–1–1; bramki 4:3), to warto jeszcze wspomnieć, że wspomniany Górski odczarował tego przeciwnika. Zmierzył się z Madziarami dwukrotnie, i dwa razy wygrał – zarówno w finale olimpijskim w Monachium’72, jak i trzy lata później towarzysko w Łodzi.

Pocieszenia przed starciami z Anglikami, Brzęczek może szukać już wyłącznie odwołując się do kadencji pana Kazimierza. Bo tylko w eliminacjach MŚ’74 biało-czerwoni pokonali Wyspiarzy (2:0 w Chorzowie, jedyna wygrana w historii!). Zaś w rewanżu na Wembley osiągnęli remis zwany zwycięskim. I rozpoczęli zupełnie nowy rozdział w historii polskiego futbolu. Na wyjeździe udało się zremisować w sumie dwa razy, po raz pierwszy w roku 1966. Od 1973 roku Anglicy lali nas już u siebie za każdym razem. I nie przeszkodziła w tym bramka, jak się okazała honorowa, wbita przez Brzęczka w 1999 roku… 

Eliminacje MŚ 2022 – analiza przeciwników Polaków

Ogólny bilans konfrontacji z Anglią: 1–7-11 (bramki: 1130) nie pozostawia żadnych złudzeń w kwestii szans przed dwumeczem rozłożonym na marzec i wrzesień. Nawet jeśli przy poprzedniej okazji, podczas kadencji Waldemara Fornalika u siebie (w przełożonym o dobę meczu), udało się zremisować po trafieniu Kamila Glika. Pamiętać trzeba bowiem, że wtedy polska strona skompromitowała się pod względem organizacyjnym. Nie zasunięto dachu na Stadionie Narodowym, a ulewny deszcz uniemożliwił rozegranie zawodów. Nie ma też większego sensu analiza porównawcza poszczególnych formacji w aktualnych drużynach Anglii i Polski. Lepszego mamy bowiem tylko bramkarza, a porównywalną jakość na pozycji nr 9 (Lewandowski – Harry Kane). W pozostałych formacjach Southgate ma do dyspozycji bardziej klasowych zawodników. Regularnie grających nie tylko w Premier League, ale także w Lidze Mistrzów. Zawsze świetnie przygotowanych motorycznie, i nie bez racji z góry spoglądających na przeciwników z naszej półki. Punkt w dwumeczu z Anglią to na dziś szczyt naszych możliwości.

Choć po prawdzie to być może jedynie sfera marzeń, zważywszy jak bardzo bezradna była drużyna prowadzona przez Brzęczka w konfrontacjach z Holandią i Włochami. Dlatego punktów trzeba będzie szukać w Tiranie i Budapeszcie. Tymczasem Albania znów znalazła się na fali wznoszącej. W ostatniej edycji Ligi Narodów wyprzedziła Białoruś, Litwę oraz Kazachstan, i awansowała poziom wyżej. Postęp zawdzięcza także dzięki powołaniom dla piłkarzy wychowanych w innych krajach. W Szwajcarii urodzili się Amir Abrashi (S.C. Freiburg), Berat Djimsiti (Atalanta Bergamo), czy Freddie Veseli (Salernitana). Z podstawowych graczy dorastał tam także Ermir Lenjani (Grasshopper Zurych). Rey Manaj (Barcelona B) wychował się we Włoszech, zaś Klaus Gjasula (Hamburger SV) w Niemczech. Natomiast golkiper Lazio Rzym Thomas Strakosha, jako kraj urodzenia wpisuje Grecję. Jeśli dodamy do tego grona Elseida Hysaja z SSC Napoli wyjdzie, że to piłkarze z przyzwoitych klubów. Nieco jednak chimeryczni, w eliminacjach Euro 2020 potrafili stracić punkty remisując z Andorą… 

Natomiast Węgry to kraj, w którym… premierem jest piłkarski fanatyk. Viktor Orban próbował co prawda sił tylko w trzeciej lidze, ale potem zrobił wiele dla rozwoju piłki nożnej. W 2010 roku wprowadził przepisy inicjujące zakładanie akademii i zachęcające, dzięki ulgom podatkowym, do inwestycji w sport, co już przyniosło wymierne efekty. W 2016 roku Madziarze, po raz pierwszy od 1972 roku, zakwalifikowali się na Euro. Teraz zrobili to ponownie, a drużyna Ferencvarosi wystąpiła w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W Lidze Narodów kadra prowadzona przez Marco Rossiego wyprzedziła Rosję, Serbię i Turcję, awansując do Dywizji A, w której występują również biało-czerwoni. Siła reprezentacji Węgier opiera się na współpracy między kadrą, a zespołami klubowymi. Szkoleniowiec mistrza kraju Serhij Rebrow ma regularnie omawiać warianty taktyczne z Rossim. A i w innych krajowych klubach kluczowi zawodnicy są ustawiani tak, jak w drużynie narodowej. Choć Włoski selekcjoner ma również do dyspozycji jakościowych zawodników z zespołów zagranicznych. 

W pierwszej kolejności to Peter Gulasci i Vilmos Orban z RB Lipsk, Dominik Szoboszlai z Red Bull Salzburg, Adam Szalai z FSV Mainz, Roland Sallai z S.C. Freiburg, czy Adam Nagy z Bristolu City. Do węgierskiej kadry nadal są powoływani znani z polskich boisk – Nemanja Nikolić, czy Gergo Lovrencsics, choć oczywiście, to nie oni w głównej mierze narzucają teraz tempo w zespole narodowym. Zespole, który w październiku i listopadzie 2020 roku w sześciu rozegranych meczach zanotował 4 wygrane i 2 remisy (bramki: 9:3)! Należy zatem zakładać, że jest rozpędzony znacznie bardziej niż biało-czerwoni. I trudno, aby utracił wypracowane automatyzmy do meczu z Polską, skoro pierwsze spotkanie o punkty w grupie I rozegra właśnie z zespołem Brzęczka. Na dodatek na własnym terenie, gdzie będzie w uprzywilejowanej sytuacji. Nasza drużyna nie będzie miała przecież okazji, żeby do tego momentu popracować nad topornym dotąd stylem i nowymi, zaskakującymi schematami. 

Jerzy Brzęczek – (nie)właściwy człowiek na właściwym miejscu?

Pewną pociechą dla polskich kibiców może być fakt, że obecny selekcjoner biało-czerwonych nie zwykł tracić punktów w marcu. Dotychczas rozegrał dwa spotkanie w tym okresie, z Austrią na wyjeździe oraz Łotwą u siebie, i zainkasował 6 punktów. Tyle że skala trudności teraz wzrośnie. Znawcy przedmiotu przekonują, że w Budapeszcie na Brzęczka i jego wybrańców będzie oczekiwała lepiej zorganizowana i bardziej kreatywna drużyna niż rok wcześniej w Wiedniu. A nie wolno zapominać, że potyczka z Madziarami to będzie preludium przed najtrudniejszym marcowym wyjazdem – i w całych eliminacjach – do Londynu. Gdzie być może (po ewentualnej stracie punktów z Węgrami, a taki wariant należy brać pod uwagę), trzeba będzie powalczyć o pełną pulę. Aby nie stracić dystansu do najgroźniejszych ligowych konkurentów już na wstępie kwalifikacji.  Zresztą, skoro taktyka na alibi nie sprawdziła się w Amsterdamie i w Reggio Emilia, to z góry wiadomo, że tak grać nie ma sensu. 

Czy jednak wie o tym również trener Brzęczek? Jeśli zapomniał(by), to z pewnością przypomni mu Lewandowski! Dla Roberta stawką wyścigu rozpoczynającego się w marcu w Budapeszcie – a który biało-czerwoni zakończą listopadowym starciem również z Madziarami – będzie udział w drugim, i prawdopodobnie ostatnim, mundialu w karierze. Jeśli chce się zatem zapisać wyraźnymi zgłoskami w najważniejszym turnieju piłkarskim na świecie, to właśnie tu i teraz. Kolejnej szansy może bowiem już (od natury) nie dostać. W 2022 skończy 34. lata, więc, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, nie ma na co czekać. I dlatego należy zakładać, że – jeśli tylko zdrowie dopisze – kapitan reprezentacji powinien być takim motorem napędowym kadry, jak podczas kadencji Adama Nawałki. I to nie tylko dlatego, iż – biorąc pod uwagę jakość grupowych przeciwników – będzie miał okazję wyśrubować strzelecki rekord reprezentacji Polski do poziomu nieosiągalnego dla nikogo w najbliższym stuleciu. Potrzebuje bowiem spektakularnego sukcesu w turnieju, nie w eliminacjach. 

OK., motywacja i mentalne nastawienie nie zniwelują wszystkich niedostatków taktycznych w polskim zespole, ale powinny być wartością dodaną w porównaniu z minioną jesienią. Reprezentacja Brzęczka po ponad dwóch latach jej tworzenia jest nadal placem budowy. W utykającej taktycznie kadrze dokonuje się zmiana pokoleniowa, ale kluczowe role selekcjoner nadal rezerwuje dla zawodników z generacji Lewandowskiego, choć Kamil Glik czy Grzegorz Krychowiak apogeum karier mają już ewidentnie za sobą. Mimo poszukiwań nie udało się dotąd zbudować na potrzeby kadry lewonożnego klasowego lewego obrońcy. Arkadiusz Milik i Kamil Grosicki – wciąż ważni dla selekcjonera – w klubach ostatnio byli wyłącznie… widzami. Natomiast młodzież, która falą zaatakowała pozycje w szerokiej kadrze – z Jakubem Moderem na czele – późną jesienią była wyraźnie zmęczona. Na domiar złego Lech Poznań, którego barwy miał mieć powiew świeżości w reprezentacji, stanął w połowie fazy grupowej Ligi Europy, jakby ktoś zawodnikom odciął prąd. Zatem spodziewany zastrzyk entuzjazmu z Kolejorza nie zasili kadry, ale… 

Prawda jest taka, że każda lokata poniżej drugiej w grupie I byłaby katastrofą – dla reprezentacji Polski, trenera Brzęczka, kapitana Lewandowskiego, PZPN. Dlatego, biorąc pod uwagę wszystkie zarysowane wyżej problemy i ewidentne słabości – a nawet niekorzystny kalendarz – nie sposób stawiać innej prognozy niż taka, że biało-czerwoni zakwalifikują się do strefy barażowej. Anglia jest poza zasięgiem (choć warto pamiętać, że w tym stuleciu w żadnym meczu nie strzelili nam więcej niż 2 gole). Tak samo jednak biało-czerwoni powinni okazać się poza zasięgiem nie tylko Albańczyków, ale również Węgrów. Kluczowy dla wyścigu z Madziarami wydaje się mecz na inaugurację, którego nasza drużyna nie może przegrać. Decydujący dla układu grupy – apetyt Lewandowskiego na kolejny tytuł najlepszego strzelca eliminacji. A jest na pewno szansa – spora, wręcz duża – że oba te warunki zostaną spełnione. Tyle że to wcale nie będzie, jak wiele wskazuje, koniec kwalifikacji. A w barażach, dwustopniowych, po jednym meczu – zaczną się schody… 

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close