Ekstraklasa 2020/21 – typy i kursy bukmacherskie

Ekstraklasa typy bukmacherskie

PKO BP Ekstraklasa bywa – i to nie tylko przez złośliwców – nazywana najbardziej nieprzewidywalną ligą świata. Nadchodzący sezon może, a w zasadzie to powinien, zmienić tę (dotąd niekrzywdzącą) opinię. I to nie tylko dlatego, że jest zdecydowany faworyt do tytułu oraz główny kandydat do spadku.

Po latach błędów i wypaczeń stabilizacja w PKO Ekstraklasie

Jeśli popatrzymy na czołówkę – tę szeroką, 8-zespołową, występującą w grupie mistrzowskiej – to między sezonem 2018-19 i ostatnim nastąpiła tylko jedna zmiana. A i to w obrębie jednego regionu, bowiem Śląsk Wrocław wskoczył w miejsce zwolnione przez Zagłębie Lubin. Przetasowania na poszczególnych miejscach w tabeli oczywiście były, ale korekta nastąpiła w kierunkach, które można było – choćby z uwagi na posiadane przez kluby budżety – zakładać. Najbogatsza Legia wróciła na pierwsze miejsce, drugi pod względem zamożności Lech został wicemistrzem, a Piast utrzymał miejsce na podium. I to będą także bardzo poważni kandydaci do miejsc w czołowej trójce także w sezonie 2020-21. Bo wiele wskazuje, że wreszcie – po latach błędów i wypaczeń – w Ekstraklasie zaczęła obowiązywać (przynajmniej jako taka) stabilizacja.

Ekstraklasa 2020/21 kursy na zwycięzcę

Większość legalnych bukmacherów wystawiła już kursy na zwycięzcę rozgrywek Ekstraklasy w sezonie 2020/21. Nie mają wątpliwości, że największe szanse wygraną ma Legia. Bukmacherzy są też zazwyczaj zgodni co do szans pozostałych zespołów w tych rozgrywkach. Sprawdziłem jakie kursy wystawili na czołowe zespoły.

DrużynaNajwyższy kursBukmacher
Legia Warszawa1.50Fortuna/STS/forBET/Betclic/eWinner/Superbet/LVBET
Lech Poznań10.0Fortuna/STS/forBET/Betclic/TOTALbet
Piast Gliwice20.0eWinner
Śląsk Wrocław25.0Fortuna/STS/forBET/Betclic/TOTALbet/Superbet
Cracovia Kraków40.0LVBET
Jagiellonia Białystok45.0Betclic
Lechia Gdańsk45.0eWinner

Siedmiu wspaniałych. Ponad 1000 dni Probierza i Fornalika

Pierwszym i najbardziej widocznym symptomem owej stabilizacji jest pozycja szkoleniowców w poszczególnych klubach. W siedmiu najwyżej notowanych klubach ostatnich rozgrywek tylko dwa (zresztą te z najwyższych pozycji) wymieniły szkoleniowców kilkanaście miesięcy temu – na przełomie marca i kwietnia 2019. Pozostałe – są zadowolone z wyborów dokonanych znacznie wcześniej. Kadencje Michała Probierza i Waldemara Fornalika biegną od lata 2017 roku. Pierwszy sezon zarówno Cracovia jak i Piast kończyły w grupie spadkowej, ale w dwóch kolejnych gliwiczanie uplasowali się na podium, zaś zespół z ulicy Kałuży także dwukrotnie zakwalifikował się do europejskich rozgrywek; najpierw dzięki 4. pozycji w lidze, a teraz po wywalczeniu Pucharu Polski.

Typy Adama Godlewskiego - Ekstraklasa
Typy na sezon 2020/2021 według Adama Godlewskiego

Tylko kilka miesięcy krócej w Pogoni Szczecin pracuje Kosta Runjaić – od 6 listopada 2017. Co prawda nie może pochwalić się awansem do międzynarodowych rozgrywek, ale także ustabilizował Portowców na poziomie grupy mistrzowskiej. Pół roku po Niemcu z chorwackimi korzeniami angaż w klubie, w którym większościowym udziałowcem jest inny obywatel Bundesrepubliki Franz Josef Wernze – czyli w Lechii Gdańsk – dostał Piotr Stokowiec. Na dzień dobry niemal do końca bronił się (jak Fornalik z Piastem) przed spadkiem. Już jednak dwa kolejne sezony to miejsce ma podium i tuż za podium, a także dwa finały Pucharu Polski (pierwszy zwycięski). Do tego trzeba dodać, że bardzo podobną drogę – od 3 stycznia 2019 przebył – Vitezslav Lavicka ze Śląskiem Wrocław. Czech zaczynał od 14. pozycji z punktem przewagi nad strefą spadkową, i – jak dotąd – dotarł do 5. lokaty w minionym sezonie (czwartą stracił na rzecz Lechii w ostatniej kolejce, w bezpośrednim starciu).

Kandydat na selekcjonera spod Jasnej Góry. I nowa siła w ESA

Wychodzi zatem na to, że siedmiu wspaniałych mamy już w komplecie. I jeśli ktokolwiek wmieszałby się w ich rozgrywkę o miejsca pucharowe, trzeba by to uznać co najmniej za niespodziankę dużego kalibru. Bo Jagiellonia nagle w połowie roku zmieniła zarówno priorytety, jak i konie w zaprzęgu. Zwolniła dotychczasowego szkoleniowca (który zresztą nie popracował w Białymstoku zbyt długo) i postawiła na trenerski eksperyment z Bogdanem Zającem. Wisła Kraków jest natomiast w dalszym ciągu targana problemami organizacyjnymi i finansowymi; ostatnie publiczne pranie brudów pokazało też, iż jest wewnętrznie niespójna. A była – wręcz skłócona. Zagłębie Lubin porzuciło dotychczasową tożsamość, oddaliło od promowania wychowanków własnej akademii i zrezygnowało z zatrudniania dyrektora sportowego z prawdziwego zdarzenia. I teraz próbuje ratować sytuację przepłacając pensje zawodników sprowadzanych z zewnątrz. O Jakuba Żubrowskiego biło się na przykład z Wisłą Płock, która była w stanie zaproponować 28-latkowi pensję na poziomie 40 tysięcy. U Miedziowych piłkarza miał dostać ponad 50 procent więcej. Czy taki wydatek okaże się uzasadniony – oczywiście dopiero się przekonamy. Z kolei Górnik Zabrze pozbył się gwiazd, z którymi błysnął na ligowym firmamencie przed dwoma laty tuż po powrocie do elity, i zaliczył zjazd. Trwały, do grupy spadkowej. Dlatego nikt nie powinien być zdziwiony, gdyby czterech omówionych powyżej utytułowanych ligowców w wyścigu o grupę mistrzowską wyprzedził Raków. W Częstochowie klub budują tak zwane „nowe ludzie”, jak mawia mój znajomy, który działał w kadrze Orłów Górskiego w pierwszej połowie lat 70-tych poprzedniego stulecia. Robią to jednak z głową; a przede wszystkim z Markiem Papszunem na ławce, którego już dziś można wskazywać jako jednego z kandydatów na kolejnego (lub następnego) selekcjonera reprezentacji Polski. Ten szkoleniowiec pracuje pod Jasną Górą od 18 kwietnia 2016 roku i nieustannie znajduje się wraz z klubem na fali wznoszącej. A ostatniego słowa z pewnością jeszcze nie powiedział…

Legia ucieka całej stawce. I może przegrać tylko… z sobą

Faworyt do tytułu mistrzowskiego jest jeden. To oczywiście Legia Warszawa. Kiedy rozmawiałem z Markiem Jóźwiakiem, który na przełomie poprzedniej dekady był dyrektorem sportowym przy Łazienkowskiej – a później pracował w Lechii Gdańsk i Wiśle Płock – ocenił bez ogródek, że warunki, które miał w stolicy czyniły z Legii (w porównaniu z krajową konkurencją) hegemona na miarę Realu Madryt. A przecież od tamtego momentu klub z Ł3 rozwinął się bardziej niż jakikolwiek inny pod naszą szerokością i jeszcze bardziej wysforował się przed całą stawkę. Wiele przy tym wskazuje, że Aleksandar Vuković nabrał już wystarczającego doświadczenia, aby nie tylko gonić w… długości kadencji Probierza oraz Fornalika, ale i skutecznie rywalizować w pucharowych eliminacjach. Okazał się pojętnym uczniem Stanisława Czerczesowa, Besnika Hasiego, Jacka Magiery czy Ricardo Sa Pinto. I naprawdę zauważalnie rozwinął się zawodowo na dystansie minionego roku.

Szanse na zwycięstwo Legii Warszawa w lidze według bukmacherów

63%
37%
Postaw w Fortunie z kursem 1.50

Z kolei właściciel klubu Dariusz Mioduski nauczył się – wraz z pracownikami z pionu sportowego – zyskownie sprzedawać zawodników; nawet w kierunku zachodnim. A także pozyskiwać dobrze znanych – Polaków, ewentualnie sprawdzonych w PKO Ekstraklasie obcokrajowców. Artur Boruc, Bartosz Kapustka, czy Rafael Lopes – to powinny być znaczące letnie wzmocnienia bramki, obrony, drugiej linii i ataku Legii. CV nowego prawego obrońcy, Josipa Juranovicia – który ma zastąpić leczącego się Marko Vesovicia – także sprawia solidne wrażenie. Były to oczywiście transfery konieczne, po odejściu Radosława Majeckiego i pladze kontuzji po restarcie kadra mistrza Polski wymagała uzupełnienia. Gdy jednak do wysokiej formy wrócą rekonwalescenci – jakościowych zawodników powinno być przy Łazienkowskiej akurat tylu, ilu potrzeba, żeby pogodzić walkę w ESA, PP i europejskich pucharach.

Oczywiście, budżet Legii został zbudowany w oparciu o kwoty, które UEFA płaci za awans do fazy grupowej Ligi Europy, więc brak stołecznego zespołu na tym etapie międzynarodowych rozgrywek oznaczałby tąpnięcie finansowe w klubie. Tyle że Mioduski ma polisę ubezpieczeniową na taką ewentualność. W postaci karty Michała Karbownika, wartej 8-10 milionów euro. A przecież nie po to przedłużono kontrakt z Luisem Rochą i sprowadzono Mladenovicia, żeby któregoś z nich prezentować wyłącznie na trybunach. Pytanie nie brzmi więc, czy Karbo odejdzie, tylko kiedy to się stanie. Zresztą już w lipcu trener Vuković wydawał się pogodzony z transferem utalentowanego nastolatka, który pod jego okiem rozwinął się praktycznie od zera do najbardziej łakomego kąska transferowego w Polsce. Zatem?

Jedyny znak zapytania, który pojawia się przy Legii dotyczy przygotowania motorycznego, które pozostawiało wiele do życzenia po majowym restarcie rozgrywek. Tyle że tego samego błędu – zwykle – przy Łazienkowskiej się nie powiela. Każde inne miejsce niż pierwsze w końcowej tabeli dla Legii byłoby zarówno sromotną porażką, jak i ogromną sensacją. Mistrz Polski ma wreszcie funkcjonalne zaplecze treningowe, rozwija projekt Legia LAB, więc powinien ewoluować w kierunku polskiego Bayernu Monachium. A przynajmniej stworzone zostały ku temu warunki. Nawet jeśli stołeczny klub musi posiłkować się kredytami, których Bawarczycy – jak powszechnie wiadomo – od dawna zaciągać nie zwykli…

Lech wrócił do domu. Jest pewniakiem do podium

Drugą siłą był i powinien pozostać Lech. Kolejorz w sezonie 2018-19 nie zakwalifikował się do europejskich pucharów – był nawet najgorszy w górnej ósemce ESA – ale rok 2020 to dla poznaniaków powrót – z dalekiej podróży – do domu. W rundzie finałowej ESA 37, kiedy odstąpiono od niezrozumiałego eksperymentu z Karlo Muharem, zespół z Bułgarskiej grał prawdopodobnie najlepszą piłkę w Polsce. Jakub Moder i Jakub Kamiński wnieśli powiew nie tylko świeżości, ale i jakości. Zaś pozostali wychowankowie klubowej akademii trzymali wysoki w krajowych realiach poziom. Po prawdzie, Kolejorz niezasłużenie odpadł w półfinale Pucharu Polski z Lechią Gdańsk; zabrakło wyrachowania, chłodnych głów i odporności w serii rzutów karnych. Czas powinien jednak działać na korzyść zarówno młodego zespołu Lecha jak i trenera Dariusza Żurawia.

Szanse na zwycięstwo Lecha Poznań w lidze według bukmacherów

19%
81%
Postaw w STS z kursem 5.0

Nie będzie już co prawda w Wielkopolsce Christiana Gytkjaera, ale na zastępstwo z Norymbergii sprowadzono Mikaela Ishaka. A najważniejsza informacja jest w ogóle taka, że kontrakt przy Bułgarskiej przedłużył Pedro Tiba. Portugalczyk to przecież mózg i oś zespołu, wokół której operują gwiazdki pokroju Daniego Ramireza. Swoją drogą, Hiszpan już sporo wniósł do zespołu Kolejorza, ale w pełni produktywny powinien być dopiero w nadchodzącej rundzie. Siłą poznaniaków był odpowiedni balans w zespole, zdobyli – identycznie jak Legia – dwa razy więcej goli niż stracili. Jest duża szansa, że nawet pod nieobecność kontuzjowanego Mickeya van der Harta utrzymają tę tendencję. Latem zakontraktowali przecież dwóch nowych bramkarzy – Marko Malenicę i Filipa Bednarka. Zresztą Alan Czerwiński, kolejny nowy nabytek, to gracz wręcz stworzony do ofensywnej taktyki Lecha, w której rola bocznego obrońcy w budowaniu ataku jest więcej niż istotna. Dlatego uprawniona jest teza, że nawet jeśli w trwającym okienku odeszłoby dwóch młodych, zdolnych i perspektywicznych wychowanków, Kolejorz powinien grać wyłącznie (jeszcze) lepiej i dojrzalej niż po wiosennym restarcie. Obrany w czasie spowodowanego pandemią lockdownu kierunek taktyczny okazał się bowiem słuszny.

Czy Piast zdoła odeprzeć atak Cracovii? Pasy już po turbulencjach

Na Lechu pewniaki do podium w PKO Ekstraklasie się kończą. Zaczyna się natomiast licząca 5 zespołów grupa pościgowa, w której największymi gwiazdami są szkoleniowcy. Charyzma, wiedza, ale też i wyczucie Fornalika, Probierza czy Stokowca wielokrotnie miało decydujące znaczenie w ostatnich latach przy ogólnym rozrachunku. I tak pewnie będzie się działo w dalszym ciągu. Nawet jeśli równowaga sił nie zostanie zachowana. Tyle że znaczącą rolę przy podobnym poziomie odgrywają finanse, a wszystko wskazuje, że na najwięcej stać dziś Cracovię.

OK, Fornalik zarobił dla Piasta w dwóch minionych sezonach naprawdę duże pieniądze, ale w Gliwicach nie ma tradycji… szastania gotówką. Waldek King podążając wielokrotnie wydeptaną ścieżką sięgnął po Patryka Lipskiego i Michała Żyrę – a zatem graczy kilka lat temu uznawanych za wielkie talenty, ale jednocześnie takich, których dziś trzeba odbudowywać. Pewnie, trudno o lepsze do tego miejsce niż w bezpośredniej bliskości Fornalika, ale nawet u tak tęgiego fachowca jakiś czas będzie musiało to potrwać. W Piaście zabraknie Jorge Felixa, nie będzie Toma Hateleya, nie wiadomo, jak potoczy się przyszłość Piotra Parzyszka, który ma w wpisaną w kontrakt klauzulę odstępnego w wysokości 2 mln euro. Trzeba będzie zatem poszukać zupełnie nowej tożsamości drużyny, być może w oparciu o Jakuba Świerczoka na szpicy. Negocjacje w sprawie wykupienia 28-letniego goleadora z Łudogorca Razgrad przeciągają się jednak, bo Bułgarzy – jak słychać ze źródeł zbliżonych do Piasta – za wszelką cenę chcą odzyskać pieniądze wyłożone na Polaka. Czyli około 700 tysięcy euro.

Szanse na zwycięstwo Piasta Gliwice w lidze według bukmacherów

6%
94%
Postaw w STS z kursem 15.0

Tymczasem Cracovia przebudowę ma już za sobą. A nawet więcej, gdyż w okresie lockdownu przeszła także przesilenie w szatni, po którym z Pasami pożegnał się Janusz Gol. Swoją drogą, jeśli prawdą jest, że były kapitan miał przy Kałuży gażę w wysokości 100 tysięcy złotych miesięcznie, to – gdyby został – i tak w rundzie jesiennej nie byłbym najlepiej opłacanym piłkarzem. Trener i wiceprezes Probierz wyżej ocenił bowiem umiejętności pozyskanego z Osnabrueck Niemca z hiszpańskim paszportem (podobno temperamentem na boisku oraz wizją gry także) – Marcosa Alvareza. 29-letni środkowy napastnik może podobno liczyć pod Wawelem na 30 tysięcy euro netto pensji. A to dowodzi niedwuznacznie, że pracodawcy oczekują, iż wprowadzi Cracovię na wyższy niż dotychczas prezentowała poziom. Co w zestawieniu ze sprowadzeniem Rivaldinho i wydłubaniu rodzynek ze zdegradowanej Korony może dać ciekawy efekt. I to w krótkim okresie. Pasy nie muszą bowiem szukać nowych rozwiązań na boisku i tożsamości w szatni, gdyż po covidowych turbulencjach ten bolesny proces – który skutkował zajęciem dopiero 7. lokaty w poprzednim sezonie – mają za sobą. Zresztą szatnię Probierz ma zarówno posprzątaną, jak i podporządkowaną. Zatem – nawet biorąc pięciopunktową stratę na dzień dobry, po uwzględnieniu kary za przestępstwa korupcyjne sprzed lat – Cracovia oferująca gaże na wspomnianym poziomie ma wręcz obowiązek nie tylko bić się, ale i zająć miejsce tuż za plecami Lecha i Legii. A przed Piastem, który musi zostać poddany przebudowie. Z reguły – czasochłonnej.

Lechia z długami, Śląsk z rysami, w Pogoni za sponsorem. Problemy

Czy ktoś jeszcze może zagrozić duetowi Cracovia-Piast w walce o miejsce na podium? Lechia – mimo bardzo wysokiej pozycji Stokowca w rankingu trenerów – ma długi, których nie udało się zasypać po finale Pucharu Polski. 6,15 miliona złotych, które było do podniesienia (łącznie od PZPN i ESA) z boiska w Lublinie trafiło na konto bogatej Cracovii. Zatem problemy finansowe w Gdańsku będą dawały o sobie znać. Już zresztą skutkowały tym, że po sezonie bus z piłkarzami tradycyjnie odjechał spod Energa Areny, ale drugi – z nowymi zawodnikami nie znalazł drogi. Zaś na przywiezienie Bartosza Kopacza wystarczyła taksówka.

Z kolei w Śląsku uwidoczniły się pewne rysy we współpracy trenera Lavicki z pionem sportowym zbudowanym przez prezesa Piotra Waśniewskiego. Czeski szkoleniowiec posądzany jest o nadmierny konserwatyzm i zbytnie przywiązywanie się do nazwisk. A także – niezrozumienie polskiej specyfiki, co skutkowało na przykład odpadnięciem z poprzedniej edycji Pucharu Polski po porażce z drugoligowym (wówczas) Widzewem Łódź. O ile zatem nie nastąpi dotarcie w relacjach – o dalszy progres we Wrocławiu może być trudno.

Natomiast w Szczecinie kluczowe pytanie brzmi: czy projekt Pogoń na podium, nie załamie się po wycofaniu tak prężnego sponsora jakim były Azoty. Długo wydawało się, że Portowcy wzmocnieni mającym polskie korzenie Alexandrem Gorgonem (swoją drogą to już wyraźnie zarysowany trend po sprowadzeniu Tomasa Podstawskiego i Pawła Cibickiego) – i przy wsparciu Michała Kucharczyka – będą mogli skutecznie bić się o podium. W pewnym momencie (zaskakującym dla zarządu klubu) koncern chemiczny z Polic ogłosił jednak, że stracił już cierpliwość w oczekiwaniu na laury. I wycofał się z Pogoni, co skutkuje zmniejszeniem rocznego budżetu o co najmniej 5 milionów złotych. A że wspomniana kwota stanowi kilkanaście procent planowanych przychodów, trudno stawiać, że zespół ze Szczecina w takich okolicznościach wreszcie wykona skok na podium. Choć z góry przekreślać postępu mimo zmniejszonych możliwości finansowych też oczywiście nie sposób…

U nas można utrzymać się wbrew logice. Choć Korona spadła…

Typowanie spadkowicza w polskich realiach nie jest, a w każdym razie w kilku poprzednich sezonach nie było, łatwe. Za każdym razem większość ekspertów widząc nieporadność i brak profesjonalizmu właścicieli i zarządców Korony w pierwszej kolejności typowała właśnie kielczan jako murowanego kandydata do degradacji. Złocisto-krwiści za nic mieli jednak te przepowiednie. I jakby na złość, a na pewno na przekór zdrowemu rozsądkowi utrzymywali się wśród najlepszych. Dopiero w minionych rozgrywkach spadli z hukiem; a przy okazji wyszło na jaw, że prowizorka w klubie była tak wielka, że gdyby dotychczasowy właściciel chciał zatrzymać akcje sportowej spółki, to ta już (raczej) by się nie podniosła.

Negatywnie zweryfikowana została także Arka, która również funkcjonowała na wariackich papierach. Tyle że to wyjątki potwierdzające zupełnie inną regułę. Taką mianowicie, iż to beniaminkowie coraz mniej pasują do standardów ekstraklasy. Jeśli weźmiemy pod uwagę trzy ostatnie sezony, wyjdzie, że spośród 6 zespołów, które awansowały w omawianym okresie, aż 4 – czyli 67 procent – już po roku wróciły do pierwszej ligi. Został tylko Górnik Zabrze, którego trudno traktować jak każdego innego beniaminka, bo nie dość, że to jeden z najbardziej utytułowanych polskich klubów, to jeszcze kiedy w ostatnich latach zdarzało mu się zaznać degradacji dosłownie za chwilę wracał tam, gdzie jego miejsce. No i Raków w poprzednim sezonie. A zatem klub, dla którego awans do ekstraklasy również nie był nowością. I jednocześnie twór podążający własną ścieżką, z rozsądnymi i majętnymi właścicielami, którzy sukces w biznesie umieli – co jest niezwykle rzadkie w naszych okolicznościach przyrody – przełożyć na sukces w futbolu.

A skoro tak trudno w ostatnich latach beniaminkom przystosować się do ekstraklasowych realiów, to najmniej szans na pozostanie w elicie należy przyznać właśnie zespołom, które wróciły po długiej – bądź baaardzooo długiej – nieobecności do najwyższej klasy rozgrywkowej. Pierwszoligowa kwarantanna Podbeskidzia Bielsko-Biała trwała cztery lata. Stal Mielec, dwukrotny mistrz Polski, na najwyższym krajowym szczeblu była nieobecna 24 lata. Natomiast Warta Poznań – także dwukrotny krajowy czempion, który w sumie aż 14-krotnie stawał na ligowym podium (tyle że ostatnio 73 lata temu) – po raz ostatni była w elicie przed równo ćwierć wiekiem. Układ sił wygląda więc tak, że byłoby wielką niespodzianką – ba, wręcz sensacją, której nie sposób sobie wyobrazić – gdyby tegoroczni beniaminkowie jedynego (jak zakłada regulamin sezonu 2020-21) spadkowicza nie wyłonili spośród siebie. Bo na dziś wydaje się to wręcz niemożliwe.

Biednemu zawsze wiatr w oczy. Warta czerwoną latarnią?

Najsłabsza w tym gronie, najbardziej uboga – a na dodatek rozgrywająca domowe mecze w Grodzisku Wielkopolskim – jest Warta, która o prawo gry w Ekstraklasie musiała dogrywać się w barażach; najpierw z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza, a potem z Radomiakiem. Miała zatem nie tylko najdłuższą drogę do najwyższej ligi, ale też i najkrótszą przerwę między rozgrywkami. Zatem biednemu – w kuluarach spekuluje się, że poznaniacy będą w stanie zbudować budżet na poziomie zaledwie 12 milionów złotych – wiatr jak zwykle wieje w oczy. Najbardziej znaczącym transferem warciarzy wydaje się pozyskanie wicekróla strzelców Fortuna. 1 ligi – Mateusza Kuzimskiego ze zdegradowanej z tej klasy Chojniczanki. Czy jednak 29-letni napastnik to w ogóle materiał na egzekutora na poziomie Ekstraklasy – pokażą dopiero początkowe kolejki. Tyle że w sporcie z ogłaszaniem spadkowiczów, podobnie zresztą jak z wręczeniem medali za miejsca na podium, należy poczekać do ostatniej kolejki. Zwłaszcza w polskiej Ekstraklasie, w której Korona była w stanie utrzymywać się wbrew logicznym przesłankom (co zresztą stanowi całkiem niezły, a w każdym razie optymistyczny prognostyk dla powszechnie skazywanej na pożarcie Warty).

Na koniec warto jeszcze zauważyć, że kilka dni temu tureckie Goeztepe zaoferowało Piastowi (mistrzowi Polski sprzed roku, trzeciej ekipie poprzednich rozgrywek) 30 tysięcy euro (słownie: trzydzieści) za wykupienie Mikkela Kirkeskova. Nawet jeśli 29-letniemu Duńczykowi, nie bez racji uchodzącemu za jednego z najlepszych lewych obrońców w ESA, kontrakt kończy się za pół roku, to ta kwota (w Gliwicach uznana za splunięcie na zawodnika) chyba najlepiej oddaje, jak postrzegane i (nie)cenione są nasze rozgrywki z zagranicznej perspektywy. Zatem niech chociaż będą ciekawe! Czego Państwu i sobie również życzę!

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close