Druga strona medalu w konflikcie Lewandowskiego z Kucharskim

Czyli rzecz o najgłośniejszej akcji ostatnich lat w polskim futbolu

Najgłośniejsza w polskim futbolu akcja ostatnich lat miała miejsce w ubiegły wtorek, gdy stołeczna policja dokonała przeszukania domu i siedziby firmy Cezarego Kucharskiego, byłego menedżera Roberta Lewandowskiego. A potem – po zatrzymaniu i przesłuchaniu – prokuratura postawiła zarzuty dotyczące kierowania gróźb karalnych pod adresem reprezentanta Polski i jego żony. Choć po prawdzie, stało się tak po wyjaśnieniach i nagraniu/nagraniach rozmów dostarczonych przez napastnika Bayernu Monachium. Kucharski składając wyjaśnienia nie odniósł się bowiem do żadnego z pytań prokuratorów, których podczas przesłuchania miało być aż dwóch… Przedstawił jedynie swoją wersję meandrów współpracy na polu biznesowym z najlepszym polskim piłkarzem. Wśród zastosowanych środków wolnościowych znalazło się poręczenie majątkowe w wysokości miliona euro, ale – zapewne – takich pieniędzy były agent RL9 nie wyłoży. W każdym razie dotąd nie zapłacił, a prawnicy zaskarżyli wszystkie nałożone sankcje. I wszystko wskazuje, że to dopiero początek działań Kucharskiego, który nie tylko nie przyznaje się, ale nawet nie poczuwa się do winy.

Konflikt Lewandowski – Kucharski

Zanim przejdę do przedstawienia kontekstu działalności i burzliwego rozwodu Lewandowskiego z Kucharskim – w wersji jaką zasłyszałem – pozwolę sobie na uwagę natury ogólnej. Otóż kapitana reprezentacji Polski w tym sporze reprezentuje mecenas Tomasz Siemiątkowski, który zasiada także w radzie Fundacji Piłkarstwa Polskiego (obok najbardziej zaufanych osób prezesa PZPN Zbigniewa BońkaMartyny Pajączek, Janusza Basałaja, Andrzeja Persona). Zresztą, Fundacją kieruje osobiście Zibi, w asyście sekretarza generalnego związku Macieja Sawickiego, i głównego buchaltera PZPN, Władysława Puchalskiego. Zatem jest to instytucja ważna dla władz federacji piłkarskiej. Inna sprawa, że Boniek – choć publicznie nie wypowiadał się na temat zatrzymania Kucharskiego – na prywatnym kanale TT podesłał mi (choć wcale o to nie prosiłem), dosadny komentarz na temat działalności CK jako agenta. A także – jako człowieka. Dla porządku nadmienię, że byłego agenta Lewandowskiego reprezentuje w sporze z piłkarzem karnista polecony przez… Macieja Wandzla; zatem człowieka, który jako jedyny podczas dwóch kadencji ograł Bońka na zjeździe statutowym PZPN…

Oczywiście, powyższe dygresje podaję tylko tytułem ciekawostki. I zasygnalizowania, że wgląd w sprawę ma dość szeroka publiczność z piłkarskiego światka. Co nie zmienia oczywistego faktu, że spór toczy się wyłącznie między Kucharskim i Lewandowskim. I że toczy się o duże pieniądze, które zdaniem byłego menedżera należą mu się za wniesione do wspólnej – z piłkarzem – spółki RL Management prawa do wizerunku Roberta. A które swego czasu nabył na wyłączność, aż do roku 2030. I to właśnie wartość tych praw na wspomnianym dystansie miał – podobno – wyceniać dziennikarz magazynu „Der Spiegel” Rafael Buschmann, a potem także Maik Barthel, czyli drugi z byłych agentów napastnika Bayernu Monachium (pierwszy – jak można usłyszeć na nagraniu na 20, drugi na 10 mln euro). Niezależnie od rozmów toczonych w cztery oczy – a odbyli co najmniej dwie takie na przełomie roku – sztaby prawników wynajęte przez Kucharskiego i Lewandowskiego pracowały nad dokumentem wyjścia menedżera ze wspólnego biznesu. Długo i skrupulatnie.

Porozumienie liczy podobno 50 stron, zawiera 80 załączników, kosztowne prace nad nim trwały wiele miesięcy, ale nie zostało ostatecznie parafowane. Podobno menedżer dwukrotnie – w listopadzie ubiegłego roku, a potem w sierpniu – proponował także mediacje w sądzie arbitrażowym. I dopiero, kiedy spotkał się ze stanowczą odmową ze strony kapitana reprezentacji Polski, miał wystąpić do sądu powszechnego z pozwem na (równowartość) 9 milionów euro. W przestrzeni publicznej pojawiły się wątpliwości, czy powództwo w ogóle zostało wniesione, gdyż piłkarz Bayernu Monachium miał jeszcze nie dostać żadnej informacji z izby, która ma rozpatrywać sprawę. Zdaje się jednak, że to po prostu kwestia najbliższych dni. To znaczy kwestią najbliższych dni jest wyznaczenie terminów rozpraw, bo dokumenty przygotowane przez prawników Kucharskiego zostały złożone we wrześniu. Pytanie zatem nie czy – tylko kiedy – proces wystartuje. A jedyna odpowiedź, jaką dziś znamy jest taka, że będzie przebiegał w świetle jupiterów. Być może również – medialnej kontrofensywy byłego agenta RL9.

Tak czy inaczej – będzie głośny. I raczej nie przysporzy dobrego humoru żadnej ze stron, bo najlepiej byłoby zarówno dla Roberta, jak i Cezarego, gdyby do rozliczeń doszło w zaciszu gabinetów. Skoro jednak rozbieżności w ocenie rozrachunków okazały się zbyt duże, aby porozumienie wypracować na drodze arbitrażu – sąd wydaje się najlepszym miejscem do przedstawienia racji obu stron. Nie mam oczywiście pojęcia, czy Kucharski – znany z agresywnej gry na boisku, ale też i pokerowych zagrywek w roli menedżera podczas negocjacji z Lechem, Borussią, czy Bayernem – dopuścił się szantażu i próby wyłudzenia pieniędzy (o co jest oskarżany) od Lewandowskiego; to właśnie ustali niezawisły sąd. Na pewno jednak stawianie sprawy, w ten sposób, że był kompletnym nieudacznikiem jako menedżer RL9, jedynie podwieszonym pod piłkarza – to prywatna opinia jednego z najważniejszych oficjeli w pl.futbolu – nie jest uczciwe. Przecież gdyby nie ten „nieudacznik”, to Lewandowski niekoniecznie obrałby ścieżkę kariery, która doprowadziła do tytułu Piłkarza Roku UEFA.

Wybór Lecha w 2008 roku przez Lewego nie był przecież oczywisty. A okazał się bardzo ważny dla rozwoju Roberta, który przy Bułgarskiej odebrał bezcenne lekcje od Andrzeja Juskowiaka. Potem BVB wcale nie dawała największych pieniędzy; tylko gwarantowała najlepsze perspektywy. Pytanie również, czy w Dortmundzie RL9 dostałby w ostatnim sezonie 7-milionową gażę, gdyby miał innego agenta? Oczywiście otwarte. A na koniec w sumie najważniejsza kwestia – czy gdyby nie upór CK, Lewy w ogóle wybrałby Bayern, w którym dziś cieszy się statusem grającej legendy? Przecież w szranki z Bawarczykami stawał Real Madryt, klub wymarzony przez kapitana reprezentacji Polski w dzieciństwie. Zaś osobną kwestię stanowi wysokość kontraktu, który wynegocjowali w 2016 roku Kucharski i Barthel – wcale nieopiewającego przecież na 15 milionów euro. Zatem tu (raczej?) nie mogło dojść do przekroczenia uprawnień przez agentów – co miał podobno zasugerować obóz Lewandowskiego (twierdząc, że wcześniej dyskutowano o nie tak długiej umowie i nieco wyższej kwocie.

Konkretnie – podobno RL9 oczekiwał kontraktu o sezon krótszego i gratyfikacji o milion (rocznie) wyższej. Tyle że z drugiej strony konfliktu – w okresie, kiedy umowa została podpisania – słyszałem, że kontrakt był progresywny (od 18 mln w 2016 roku, do 22 mln w 2021; z roku na rok o milion wyższy, ale w sumie przez pięć lat gwarantowane 100 mln euro). A po drugie – że podobno nie mogła zostać wpisana i podana do wiadomości taka płaca podstawowa (tylko 15 mln, opisane odpowiednimi dodatkami), ponieważ szefowie Bayernu obawiali się, że w ich gabinecie ustawiłaby się długa kolejka po podwyżki. Od Manuela Neuera – po Thomasa Muellera. Dlaczego zatem osią sporu, która de facto stanowiła kres współpracy piłkarza z oboma agentami, stała się prowizja menedżerska dla Barthela i Kucharskiego – tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Bo mamy do czynienia z sytuacją, w której słowo pada przeciw słowu. I tylko od odbiorcy zależy, komu bardziej zaufa.

Napastnik Bayernu miał podobno zażądać, żeby agenci wyrównali – w jego ocenie – negocjacyjną stratę. Ba, w lutym 2017 – kiedy faktycznie nastąpił koniec współpracy duetu Lewandowski – Kucharski – miał się nawet upomnieć o 2 sporne miliony. Od Kucharskiego, mimo że obiecać miał je Barthel. Tylko jednak – podobno – pod warunkiem gdyby, rzeczywiście coś nie zgadzało się z ustaleniami poczynionymi wcześniej z zawodnikiem. Swoją drogą, ciekawie miała wyglądać sytuacja z przedłużeniem kontraktu przez Lewego w grudniu 2016 roku w siedzibie monachijskiego klubu, o której opowiadał mi swego czasu Kucharski. Otóż Karl-Heinz Rummenigge – skonsternowany obrotem sytuacji – miał wywołać z pokoju prawnika Bayernu, żeby dać czas na wyjaśnienie niezgodności Robertowi i jego otoczeniu. I to właśnie wówczas Barthel miał złożyć wspomnianą wyżej deklarację. Miało też jednak dojść do słownej przepychanki między Lewym a Kucharzem. Na temat, kto więcej straci na nieparafowaniu przygotowanej umowy; na szali mało leżeć kilka milionów prowizji agentów i 70 milionów, które zyskiwał zawodnik.

Ostatecznie – piłkarz, jak wiemy, złożył autograf pod nowym kontraktem. Strony straciły jednak do siebie zaufanie. Nastąpił rozwód, a potem milionowe rozliczenia, których końca – chyba jeszcze – nie widać. Należy bowiem zakładać, że wtorkowe aresztowanie i przedstawienie zarzutów w minioną środę nie zakończy wcale waśni. Przeciwnie; spór tylko nabierze na sile. Ba, nie można nawet wykluczyć, iż teraz rozgrywka będzie relacjonowana na politycznym tle; biorąc pod uwagę poglądy i sympatie Lewandowskiego oraz opcję, którą w parlamencie reprezentował Kucharski. Cóż – będzie się działo, będzie o czym pisać. Wątpliwe jednak, aby zarówno kapitan reprezentacji Polski, jak i jego były agent zabiegali akurat o taką sławę…

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close