Czy pływacki skandal będzie skutkował dymisją prezesa? Powinien!

Zastanawialiście się, co Boniek zrobił lepiej od poprzedników? Niewiele…

Polski sport jest niejednolity. I pewnie na całe szczęście. Oprócz siermiężnego futbolu, w którym jednak możemy pochwalić się najlepszym zawodnikiem świata, mamy świetną siatkówkę, żużel czy lekkoatletykę. Wśród dyscyplin olimpijskich jest jednak (niestety) także pływanie. Już nie na poziomie Otylii Jędrzejczak i/lub Artura Wojdata, ale wciąż – sportowo – nie najgorsze. Już jednak pod względem organizacyjnym – na zawstydzającym poziomie. Jak można było za pieniądze sponsorów, ale i podatników, wysłać do Tokio zawodników, którzy nie mają olimpijskich kwalifikacji? Jak można było, wybierając się w tak daleką podróż, nie sprawdzić regulaminów i procedur? Paweł Słomiński wielkim trenerem był, doprowadził (M)Otylię do złotego medalu olimpijskiego – i dwóch srebrnych – i
przy pracy szkoleniowej powinien pozostać. Jako prezes Polskiego Związku Pływackiego nie radzi sobie bowiem nie tylko najlepiej, ale wręcz wcale. Tak wielkiego skandalu, jak powrót aż sześciu naszych sportowców z igrzysk jeszcze przed ich rozpoczęciem, nie było przecież od dawna.

Pływanie IO Tokio

Ba, być może nawet nie było od roku 1984 roku, gdy władze PRL zdecydowały się na bojkot igrzysk w Los Angeles i zabiły marzenia wielu naszych ówczesnych sportowców. Zrujnowano wówczas wiele karier, a i kilka dyscyplin po tamtej pauzie podnosiło się z trudem. Od tamtej pory Biało-Czerwoni nigdy zresztą nie przywieźli już z IO 20 medali olimpijskich, choć wcześniej zdarzyło się to aż pięciokrotnie. Czy teraz pływanie skazane jest długoletni kryzys, tego nie wiem. Wiem natomiast, że ktoś, kto nadzoruje polski sport powinien jak najszybciej zrobić porządki w związku pływackim. Bez oglądania się na piękną historię sprzed ponad półtorej dekady, bez sentymentów. Trzeba rozliczyć fakty, i źle wydane pieniądze. Co prawda sportowcom już nikt nie odda minionych pięciu lat, ale trzeba zadbać o przyszłość całej dyscypliny. Zawodnicy są od trenowania i startowania, trenerzy od szkolenia, a prezesi – powinni być sprawnymi organizatorami. I każdy powinien zostać rozliczony z nałożonych obowiązków.

Nikt nie powiedział, że dobry zawodnik zostanie cenionym szkoleniowcem, zaś trener z sukcesami będzie miał patent na to, by zostać równie skutecznym menedżerem. Tak to nie działa, nie tylko w pływaniu. Pływanie jest jednak obecnie największą zakałą wśród naszych sportów olimpijskich, a prezes PZP tuż po powrocie z Tokio powinien podać się do dymisji. Bo to wydaje się jedynym honorowym wyjściem ze skandalicznej sytuacji, która nie miała prawa się zdarzyć. Pan Słomiński nie udźwignął roli prezesa, ale z automatu nie oznacza to, że sportowcy kończąc karierę zawodniczą nie powinni starać się o inne specjalizacje w swych dyscyplinach. Przecież – na przykład – Zbigniew Boniek, który był doskonałym piłkarzem (a trenerem okazał się fatalnym, wręcz żadnym) miał potencjał, żeby zostać operatywnym prezesem. I objawił go w pierwszej kadencji w PZPN; niestety w drugiej – nie poszedł za ciosem. Przeciwnie, wręcz roztrwonił dobre wrażenie z lat 2012-16, gdy dał naszemu futbolowi głębszy oddech.

Dziś, kiedy do końca kadencji Zibiego pozostało już tylko 30 dni, wiele mediów prześciga się w wystawianiu ocen przedłużonej do prawie 9 lat podwójnej kadencji. Nadal nie brakuje hagiografii, ale pojawiły się także krytyczne opracowania. Krytyczne, czyli jak definiuje Słownik PWN, „oparte na rzeczowej analizie i ocenie”. Co bowiem dobrego wydarzyło się w polskim futbolu od października roku 2016? UEFA powierzyła PZPN organizację MME’17 i finału LE’21, zaś FIFA – MŚ’20 w kategorii U-20. Czy to były większe albo przynajmniej porównywalne imprezy do pozyskanych przez Michała Listkiewicza, a przeprowadzonych pod nadzorem Grzegorza Laty finałów Euro 2012? Nawet nie żartujmy. W tym czasie reprezentacja Polski awansowała do finałów MŚ’18 w Rosji i pandemicznego,
przesuniętego o rok Euro’20. W sumie z tych dwóch turniejów biało-czerwona kadra była w stanie przywieźć 4 (słownie: cztery) punkty. Czyli nawet o dwa mniej niż na początku stulecia z finałów MŚ’02 i MŚ’06. Końcowy efekt był jednak identyczny…

To znaczy nasi piłkarzy pożegnali się z turniejami wówczas, gdy poważne drużyny przystępowały do poważnej gry. Mimo że w czasach Jerzego Engela i Pawła Janasa nie mieliśmy w składzie najlepszego piłkarza świata. I kilku innych zawodników regularnie grających w silnych klubach z topowych lig. Czy transfery naszych piłkarzy w minionych pięciu latach rzucały na kolana? OK., Wojtek Szczęsny trafił do Juventusu, już jednak Ligi Mistrzów ze Starą Damą nie wygrał. Zaś Krzysztof Piątek został graczem wielkiego niegdyś Milanu. Tyle że biorącego wtedy zakręt, i tylko na chwilę. Zważywszy że mamy piłkarza w Bayernie Monachium, a wcześniej na przykład mieliśmy w Liverpoolu czy Manchesterze United, nawet pod tym względem trudno mówić o progresie. Czy nasze kluby ostatnio grały lepiej w europejskich pucharach? No nie, w ostatnich pięciu sezonach tylko dwukrotnie przebiły się do fazy grupowej. Czy lepiej szkoliliśmy trenerów? Skoro do sztabu Paulo Sousy nie daliśmy nikogo, to – wiadomo…

Boniek przez początkowe 4 lata robił w PZPN dobre wrażenie, a potem już w zasadzie tylko wprowadzał chaos. Jakoś nie mogę zapomnieć ustępującemu prezesowi niezrozumiałego pomysłu, na który wpadł w epicentrum pandemii, żeby zmienić nazwy lig. Choć z góry było wiadomo, że to niedorzeczność; na szczęście – w porę się
zmitygował. Pozostawi jednak po sobie 18-zespołową ekstraklasę (czyli nadmiernie rozbudowaną), w której w pewnym momencie wprowadzał limity obcokrajowców spoza Unii Europejskiej… Pozostawi także poczucie niedosytu. Miał znakomity PR, potrafił zarabiać dla PZPN pieniądze, ale… Ani nie wykorzystał koniunktury, ani nie potrafił wydawać zarobionej kasy z pożytkiem dla dyscypliny… Dlatego to dobrze dla naszej piłki, że – raczej, jak wszystko teraz wskazuje – na posadzie prezesa nie pozostawi namaszczonego przez siebie sukcesora. Polski futbol potrzebuje dziś bowiem skrupulatnego audytu, rzetelnej oceny minionych 9 lat, i zupełnie nowego otwarcia. Czyli identycznie jak pływanie…

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Obecnie redaktor naczelny Sportowy24, Polska Press. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close