Czy Boniek chce i powinien zostać honorowym prezesem PZPN?

Lewandowski pozamiatał we wszystkich plebiscytach. Brawo!

Za nami najtrudniejszy, odkąd sięgam pamięcią, rok. Także dla sportowców. A jednak niezapomniany dla polskich kibiców. I z pięknym widokiem na zakończenie: Roberta Lewandowskiego w panelu dyskusyjnym w Dubaju, na gali Globe Soccer Awards, obok Cristiano Ronaldo i Ikera Casillasa. Kto by się tego spodziewał jeszcze w czerwcu, czy nawet lipcu, mimo że Lewy – tradycyjnie – gole zdobywał niczym na zawołanie? No kto?! W sierpniu Bayern Monachium wygrał jednak w cuglach Final Eight Ligi Mistrzów. A potem nasz rodak strzelał nadal (choć tylko w jednym meczu reprezentacji). W efekcie historycznego sierpnia i całorocznego strzelania, a w tej konkurencji nie znalazł godnego rywala na świecie, posypały się nagrody. Piłkarza Roku UEFA, FIFA, Globe Soccer. Ronaldo i Leo Messi musieli zadowalać się dalszymi miejscami na podium. A triumfował on – RL9! Im trudniej było w pandemii, tym lepszy był Robert. Gonił zaszczyty, aż wreszcie dogonił w rzeczywistości dalekiej od standardowej. Szacunek!

Mijający rok w polskim futbolu miał jeszcze jednego bohatera. Tyle że już nie tak jednowymiarowego. PZPN wypłacił klubom kilku lig tarczę antykryzysową, sięgając po środki zgromadzone podczas rządów Zbigniewa Bońka. I to z pewnością szczytowe osiągnięcie dobiegającej końca podwójnej kadencji. Potem jednak prezes zepsuł wrażenie. Podczas lockdownu, zamierzał – dotąd nie wiadomo po co – zmieniać nazwy… piłkarskich lig w Polsce. Na szczęście nie naraził związkowej kasyna na, prawdopodobnie duże, wydatki, gdyż irracjonalny wymysł nie został wdrożony. Wkrótce potem Zibi wmieszał się jednak na Twitterze do kampanii wyborczej. Co przypłacił uczczeniem przypadającego 10 września Dnia Piłkarza wizytą agentów CBA w siedzibie PZPN i wojewódzkich delegaturach. Choć jako szef największego związku sportowego w kraju miał wręcz obowiązek zachowywać polityczną neutralność… A jakby tego było mało (i kukułczego jaja w postaci szkodliwego rozszerzenia ekstraklasy do 18 zespołów od przyszłego sezonu), na koniec roku Zibi postanowił dać jeszcze „show” w wywiadzie dla kanału „Prawda Futbolu”. 

Boniek - felieton

Polegające głównie na pouczaniu wszystkich, którzy mają inne zdanie niż Boniek. Właścicieli klubów, sędziów, Ekstraklasę SA. I dziennikarzy też. Nawet biorąc poprawkę na niewątpliwie słuszną konstatację, że w demokracji prawda jest jak dupa, i każdy ma swoją – dziwaczne to było wystąpienie. Bo logiki w Bońkowym przekazie było jak na lekarstwo. Nie zabrakło natomiast stałego punktu programu w postaci pointy, że Zibi jest świetny, zaś krytycy – w najlepszym razie powinni się przebranżowić. W pierwszej kolejności ci, którzy wskazują, że awans arbitra Wojciecha Mycia z 3. ligi do ekstraklasy odbył się na wariackich papierach. Czyli w niespełna 8 miesięcy – od października 2016 do czerwca 2017. I w zasadzie z pominięciem (kilka meczów) 2. ligi. Gdyż wspomniane okoliczności nie mają – zdaniem prezesa – żadnego znaczenia. Liczy się tylko, że człowiek jest młody, zdolny i z odpowiednią aparycją. Nieutalentowanego i nierokującego tak świetnie (i bez odpowiedniej prezencji?) PZPN nie awansowałby przecież na specjalnej ścieżce…

Boniek pominął w cyniczny sposób fakt, że Myć zdecydowanie zbyt często strzela gafy. A strzela, gdyż brakuje mu solidnych podstaw i normalnej – rozłożonej w czasie – ścieżki awansu, która pozwoliłaby okrzepnąć na każdym ze szczebli rozgrywkowych i nabrać pewności. Nie kwestionuję uzdolnień tego arbitra (prezencji oceniał nie będę – nie tylko dlatego, aby nie popaść w groteskę). Czy jednak ktoś – a konkretnie przewodniczący PKS Zbigniew Przesmycki – nie zrobił temu młodemu człowiekowi krzywdy awansując nawet jeśli nie z pominięciem procedur (choć nikt ich ostatnio nie widział w PZPN; może zostały utajnione?), to z pominięciem zdrowego rozsądku? W każdym razie takie można odnieść wrażenie. Generalnie zresztą, błędów sędziów, również znacznie bardziej doświadczonych od Mycia i obytych na zagranicznych stadionach, było (za) dużo. I obecność VAR wcale w ich popełnianiu nie przeszkadzała. Nie tylko Danielowi Stefańskiemu. A mimo to Boniek jest zdziwiony, że właściciele klubów krytykują przewodniczącego Przesmyckiego i jego pupili. Albo tylko udaje…

Swoją drogą, z rzetelnego źródła wiem, że tuż po wyborze w 2012 roku Boniek chciał zwolnić Przesmyckiego, którego odziedziczył po kadencji Grzegorza Laty. Został jednak od tego odwiedziony przez jednego z kampanijnych spin doktorów. Choć był bardzo nieprzekonany, dał sobie na wstrzymanie, a potem bardzo się przekonał. Czyli zachował się identycznie, jak później z wprowadzeniem VAR: najpierw był zajadłym przeciwnikiem, po czym błyskawicznie wyewoluował na wielkiego entuzjastę weryfikacji wideo. Ot, cały Boniek… A co do właścicieli klubów, to zdaje się, że zapomniał wół jak cielęciem był. Sugeruję, aby pan Zbigniew przypomniał sobie, czy jako współudziałowiec Widzewa nie denerwował się – zanim intratnie nie odsprzedał akcji Sylwestrowi Cackowi – i nie krytykował popełniających błędy arbitrów? Jest to bowiem naturalna reakcja. Na tyle, że trudno się dziwić Dariuszowi Mioduskiemu, iż publicznie i negatywnie ocenia brak transparentności w środowisku sędziowskim. Ba, można nawet zrozumieć (choć nie usprawiedliwić!) irytację miotającego …ujami w Stefańskiego Janusza Filipiaka, ale… 

Otóż zdaniem Bońka właściciel Cracovii (ukarany grzywną 5 tysięcy PLN w zawieszeniu na 6 miesięcy i naganą) wcale nie… naubliżał* w ten sposób arbitrowi. Mało tego, szef PZPN rozmywając ocenę sankcji dla Filipiaka, podał w wątpliwość istnienie… Komisji Ligi, gdyż organy dyscyplinarne, zamiast w Ekstraklasie SA, powinny być w PZPN. Wyszło zatem na to, że prezes rządzący związkiem w sposób autorytarny, chciał(by) jeszcze mocniej złapać towarzystwo za mordę. Ale się nie udało… I to jest clou wywodu… Ludzie zarządzający ESA niemal płaczą (w kuluarach), że rozszerzenie ekstraklasy to marketingowy strzał w stopę. I długo najwyższa liga nie podniesie się po tym samobóju. Tymczasem zadowolony z siebie Zibi przestrzega, żeby pod żadnym pozorem nie robić kolejnej reformy rozgrywek. Znaczy on, pan Zbyszek mógł, a następcy nie! Czyli tak, jak właściciele klubów nie są od krytykowania sędziów, tak kluby i ich organizacja nie są od ustalania kształtu ligi. Zdaniem Bońka oczywiście…

Polski futbol klubowy od 2012 roku (gdy zaczynał rządzić Boniek) spadł o 10 pozycji w rankingu UEFA. I jest obecnie notowany na 30. pozycji w Europie; czyli nawet nie na dnie, tylko w dupie. Stały komentarz ustępującego prezesa jest jednak taki, że federacja nie ma nic do tego. Jakby to nie Bońkowy PZPN rzucał przez lata klubom kłody w postaci np. limitów dla piłkarzy spoza Unii Europejskiej. Czy mieszał się w kształt ligi dzieląc ostatecznie pieniądze z tortu telewizyjnego nie na 16 – jak było dotąd – tylko na 18 (mniejszych) kawałków. Mecz 9. wyboru będzie teraz takim kąskiem w każdej kolejce, iż telewizje będą wręcz zabijać się o te delicje… A zupełnie serio – był czas, kiedy Zibi chciał (bezskutecznie budował koalicję) zdominować Radę Nadzorczą ESA (w skład której wchodził kilkukrotnie) i dzięki temu narzucić swoje rozwiązania. Do mieszania się w kwestie ligi zawodowej był zatem pierwszy; do wzięcia odpowiedzialności – jest ostatni. 

Dlatego – w sumie – źle się stało, że PZPN nie zdecydował się na przeprowadzenie wyborów w październiku bieżącego roku (połowa związków wojewódzkich, mimo większej liczby delegatów, dała radę!). Środowisko jest już zmęczone despotycznym sposobem rządzenia oraz ciągłymi wojenkami wszczynanymi przez prezesa. Publicznymi połajankami – również. Tymczasem… Podobno pojawił się pomysł, aby na sierpniowym zjeździe wyborczym jeden z baronów zaproponował wybór Bońka – przez aklamację – na honorowego prezesa związku! Z gabinetem i sekretarką w siedzibie federacji, i zapewnieniem lotów nie tylko do Polski, ale i na zagraniczne mecze reprezentacji. Nie wiem, czy delegaci mieliby być wzięci z zaskoczenia tą propozycją, i czyjego jest autorstwa – ustępującego bossa, czy któregoś z popleczników. Wiem natomiast, że dwie ostatnie kadencje trzeba by przedtem skrupulatnie rozliczyć. A ewentualnie dopiero potem nagradzać. Nie wspominając o wynoszeniu na piedestał. Zresztą, stawianie pomników za życia pod naszą szerokością sprawdziło się jedynie w przypadku Jana Pawła II. Inne – zdarzało się demontować.

I choćby dlatego podsumowując rządy Bońka w PZPN nie należałoby kierować się pośpiechem. Z pewnego dystansu wszystko widać przecież lepiej, zewnętrzni audytorzy nie przeszkadzają w sprawiedliwej ocenie. Podobnie jak czasowa perspektywa. Co widać choćby po postrzeganiu kadencji Laty (dziś już nie tak surowym jak w momencie zakończenia prezesury). Zresztą, zarobki Laty były powszechnie znane, natomiast koszty utrzymania obecnego, kurczowo trzymającego się posady, prezesa – niekoniecznie. A to tylko jedna strona medalu. Druga jest taka, że ostatnim honorowym prezesem PZPN był Kazimierz Górski. Najwybitniejszy trener w historii polskiego futbolu i późniejszy (udany w trudnym czasie) szef związku, który jednak swego czasu nie zabrał piłkarza… Bońka na igrzyska olimpijskie. I jakoś tak się złożyło, że ostatnio pamięć o tym niewątpliwie zasłużonym dla naszego futbolu człowieku – być może nawet najbardziej w dziejach (o czym świadczą najwyższe odznaczenia FIFA i UEFA) – jest w związku kultywowana ewidentnie po macoszemu. 

To już jednak temat na zupełnie inne opowiadanie. I to nie tylko dla baronów. Choć z całą pewnością – nie dla baranów… 

* Słownik PWN pod hasłem: ubliżyć – ubliżać:

1. «powiedzieć coś lub zachować się w sposób obrażający kogoś»

2. «stanowić obrazę, obelgę»

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Obecnie redaktor naczelny Sportowy24, Polska Press. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close