Co ma Brzęczek do Górskiego, czyli ważna historia kadry

W sobotę minęło 14 lat od śmierci pana Kazimierza

W minioną sobotę minęła 14. rocznica śmierci Kazimierza Górskiego. Trenera tyleż wielkiego, co nieco – ale zupełnie niesłusznie – zapomnianego. Prawda jest bowiem taka, że gdyby nie zdarzył się w polskim futbolu, być może (ba, prawie na pewno), nie doczekalibyśmy się złotej dekady. Wszystko, co dobre w reprezentacji zaczęło się bowiem wraz z przyjściem Górskiego. I jego ekipy. I zaprocentowało złotym oraz srebrnym medalem igrzysk olimpijskich, a także 3. miejscem w finałach mistrzostw świata. Bez słowa przesady można ocenić, że z czarnej d… pan Kazimierz wywindował biało-czerwonych do ścisłej światowej czołówki. W której naszą drużynę narodową zdołali utrzymać bezpośredni następcy, którzy mogli bazować na jego sztabowcach. I rozwiązaniach wypracowanych w tamtym czasie. A nawet dziś aż prosi się, żeby opierać się na przynajmniej niektórych ówczesnych wzorcach…

Kazimierz Górski - felieton

Wcześniej, czyli przed kadencją Górskiego, mieliśmy co prawda świetnych piłkarzy, którzy w barwach Górnika Zabrze awansowali do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, zaś ci z Legii Warszawa dotarli do półfinału Pucharu Europy, ale ta jakość nie przekładała się na wyniki kadry. Z kilku powodów, o których Górski – jako wcześniejszy szkoleniowiec kadry młodzieżowej (wówczas U-23) – doskonale wiedział. Najlepiej w kraju znał zaplecze pierwszej reprezentacji, i potrafił zrobić z tego użytek dokonując zmiany pokoleniowej. Tyle że proste to było jedynie w teorii. I wymagało nie tylko geniuszu pana Kazimierza, ale też otoczenia się właściwymi, wykształconymi w odpowiednich kierunkach ludźmi. Do tego jeszcze rozmachu organizacyjnego i otwarcia na nowinki. A na koniec – fury szczęścia.

W ostatnich tygodniach miałem okazję, a nawet przywilej, przepytać gruntownie nie tylko zawodników, ale i najbliższych współpracowników na okoliczność fenomenu trenera Górskiego. Ze wspomnień wynika, że główny walor naszego selekcjonera wszech czasów – zwłaszcza w zestawieniu z Jaroslavem Vejvodą, czy Gezą Kalocsay’em, którzy położyli fundamenty pod europejskie sukcesy odpowiednio Legii i Górnika – nie polegał na niesamowitych metodach treningowych. Górski w tym aspekcie (swoją drogą, pracę magisterską na wrocławskiej AWF obronił dopiero 4 lata po rozstaniu z kadrą) bazował na swym piłkarskim doświadczeniu – ze Lwowa i Warszawy – oraz kursach trenerskich odbytych w Krakowie. A nie były to podstawy szczególnie solidne. Lesław Ćmikiewicz, który był ukochanym „synkiem” Górskiego do dziś twierdzi, że zajęcia trenera były proste, zaś odprawy – wręcz nudne, a w każdym razie przeprowadzane na jedną modłę.

Skąd zatem wziął się fenomen Górskiego? Uprawniona jest teza, że – choć był naturszczykiem – pan Kazimierz był też wielkim wizjonerem. A wedle doktora Janusza Garlickiego, bodaj najbliższego współpracownika selekcjonera – również urodzonym psychologiem. Bezbłędnie oceniał piłkarzy; ich umiejętności, ale też jako ludzi. I nie dość, że znacznie poluzował relacje w kadrze, które u poprzedników przypominały wojskowy dryl, to umiał słuchać zawodników. Nawet – w kwestiach taktycznych. A na przykład Włodzimierz Lubański, ale też Jan Tomaszewski, chętnie korzystali z prawa do zabierania głosu. Poza tym trener nie komplikował (na siłę) nikomu życia wystawiając graczy na pozycjach, na których występowali w klubach.

Miał przy tym nieprawdopodobną intuicję. Dotyczącą zresztą doboru nie tylko piłkarzy. Bez naukowego przygotowania wyczuwał bowiem, kto i w jakim zakresie może wzbogacić jego warsztat. A nawet umiał wykorzystać pozycję ówczesnego szefa PZPN – Wiesława Ociepki – który w partyjno-państwowej hierarchii był nad ministrem spraw wewnętrznych. I dzięki temu przerywać rozgrywki ligowe na potrzeby reprezentacji na taki okres, jakiego kadra potrzebowała do optymalnego przygotowania. Wówczas była to absolutna rewolucja, która dawała przewagę nad zagranicznymi rywalami, którzy w weekendy rozgrywali kolejki ligowe. Do sztabu medycznego – kierowanego przez wspomnianego Garlickiego – nie wahał się zaprosić jedynego polskiego profesora fizjologii, który uczestniczył w programie lotów kosmicznych prowadzonym w ZSRR. Efekt był taki, że w turnieju olimpijskim, a później także w finałach MŚ, na dystansie siedmiu meczów nie zabrakło biało-czerwonym siły, ani świeżości. Mimo że – z oczywistych względów – nie było żadnych ściągawek pozostawionych przez poprzedników…

Nie brakuje nawet głosów, że pan Kazimierz z pełną premedytacją zaprosił do współpracy Andrzeja Strejlaua i Jacka Gmocha; zatem ludzi z zupełnie różnych bajek. I o innych charakterach, którzy od początku za sobą nie przepadali. Obaj to byli piłkarze, choć różnego formatu; obaj wcześniej grali u Górskiego. Potem jednak poszli rozmaitymi ścieżkami. Strejlau skończył AWF i wiedział na czym polega metodyka treningu. Gmoch – został absolwentem politechniki, i specjalizował się w technicznych nowinkach. Zbudował, jak sam do dziś wspomina, oparty na obiektywnych obserwacjach – bank informacji, bez którego danych nie udałoby się wyeliminować Anglii w eliminacjach Weltmeisterschaft 1974. Potrafił też grę naszego zespołu obserwować z… dachu i przez walkie-talkie przekazywać informacje selekcjonerowi. Nawet podczas igrzysk w Monachium, gdzie operatorem radiotelefonu na ławce był… Grzegorz Lato. Wykształcenie obu asystentów znacząco poszerzało nie tylko warsztat, ale i horyzonty pana Kazimierza. A ich ciągła rywalizacja – wprowadzała zdrowy ferment i powodowała nieustanną burzę mózgów w sztabie. Już jednak sobie tylko znanym sposobem Górski wychwytywał najcenniejsze podpowiedzi z dziedzin, w których niekoniecznie był specjalistą.

A wprowadził również, aktualizowany na bieżąco… ranking kadrowiczów! Trenerzy klubowi, asystenci i selekcjoner na podstawie obserwacji wystawiali kandydatom do gry w kadrze noty dotyczące postępów technicznych i taktycznych. Doktor Garlicki stworzył system raportowania o ich stanie zdrowotnym przez klubowych lekarzy. A już wyłącznie dla siebie trener Górski rezerwował ocenę aspektu mentalnego. I dzięki tej klasyfikacji był w stanie – bez uszczerbku dla jakości zespołu – zastąpić kontuzjowanego Lubańskiego Janem Domarskim, zaś wspomnianego bohatera z historycznego meczu na Wembley – Andrzejem Szarmachem. Być może z dzisiejszej perspektywy niemal wszystko, co wykonywał Górski – łącznie choćby z odnową biologiczną podczas MŚ, koniecznie jeszcze w dniu meczu! – zakrawa na oczywistości, ale wówczas – było rozwiązaniami wyprzedzającymi epokę. Na tyle że i dziś część wypracowanych wówczas rozwiązań powinna – mimo upływu półwiecza – sprawdzać się w kadrze.

Jerzy Brzęczek miał okazję poznać Górskiego. W czasie, kiedy obecny selekcjoner przeżywał apogeum kariery piłkarskiej – jako kapitan srebrnej reprezentacji olimpijskiej – pan Kazimierz był przecież prezesem PZPN. Wątpliwe jednak, żeby jako 21-letni chłopak Jurek podpytywał o sposób prowadzenia kadry; trudno przecież, żeby planował życie z takim wyprzedzeniem. Choć oczywiście szkoda, że dziś nie stosuje się do uniwersalnych zasad selekcjonera wszech czasów. Jakich bowiem specjalistów w około-piłkarskich dziedzinach – poza Leszkiem Dyją od przygotowania motorycznego – ma w sztabie? Na czyich podpowiedziach może polegać; ba, czy w ogóle w obecnym sztabie doszło do burzy mózgów? Przede wszystkim zaś – czy Robert Lewandowski ma taki wpływ jak Lubański na taktykę, i zawsze grał u Brzęczka na ulubionej pozycji?

Prawda jest taka, że historię zawsze warto znać. Nawet tę piłkarską. A pamięć o Kazimierzu Górskim – wręcz należy kultywować. Fundacja imienia trenera wszech czasów ma w planach nakręcenie (w przyszłym roku, w 100-lecie jego urodzin) nakręcenie filmu dokumentalnego. Nie ma jednak na to pieniędzy. Nie traci jednak nadziei, że – z uwagi na zasługi najbardziej utytułowanego selekcjonera – jeszcze uda się zebrać niezbędne środki. Kogo bowiem trzeba byłoby upamiętnić, jeśli nie tego najwybitniejszego?!

Adam Godlewski - felieton

ADAM GODLEWSKI

Adam Godlewski – dziennikarz sportowy, felietonista, specjalista od piłki nożnej. Związany jest ze sportem od ponad ćwierć wieku. Na naszych łamach pisze felietony sportowe z serii “Krótka piłka”.

Przeglądając tę stronę akceptujesz politykę cookies oraz regulamin strony więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close